11.05.2026, 16:51 ✶
Lukas nienawidził zimna z tą samą szczerością, z jaką większość ludzi nienawidziła bólu zęba, podatków czy kaca. Śnieg może i wyglądał przyzwoicie z okna. Najlepiej z daleka, najlepiej kiedy człowiek siedział w cieple, miał przed sobą dobrą herbatę i nie musiał udawać, że wilgoć wgryzająca się pod kołnierz jest „urokiem zimy”. Na zewnątrz był tylko problemem. Obklejał buty, siadał na ramionach, topniał we włosach i przypominał, dlaczego na wakacje latamy do ciepłych krajów. Stał więc z rękami wbitymi głęboko w kieszenie płaszcza, z kołnierzem podciągniętym niemal pod brodę i miną człowieka, którego ktoś osobiście obraził temperaturą powietrza. Papieros Atreusa zapłonął obok, a Lukas zerknął na niego kątem oka, jakby przez chwilę rozważał, czy nie wyrwać mu go tylko po to, żeby mieć w dłoni coś ciepłego.
— Mam przepustkę tylko na okres świąteczny — odparł w końcu, głosem lekko przytłumionym przez szalik.
Przesunął spojrzeniem po placu przy Pokątnej. Świąteczne drzewko wciąż stało tam z przesadną dumą, jakby ktoś zapomniał mu powiedzieć, że największa część świątecznego uniesienia zdążyła już opaść wraz z konfetti, resztkami alkoholu i rodzinnymi uprzejmościami. Światło odbijało się od śniegu, za ostro i zbyt czysto jak na Londyn, który ostatnimi czasy coraz częściej wyglądał, jakby pod cienką warstwą normalności coś cierpliwie gniło.
— Moja buzia to skarb narodowy, nikt jej nie tknie — odpowiedział, a kącik ust drgnął mu lekko.
Nie brzmiało to jednak tak lekko, jak mogłoby kiedyś. Może to przez zimno, a może przez to, że Atreus miał rację. Na ulicach Londynu robiło się niebezpieczniej i nawet do NRD docierały plotki. Lukas wypuścił powietrze nosem, obserwując, jak para natychmiast ginie w mrozie.
— Elegancko się opierdalasz w tej pracy, skoro nawet w sercu Anglii robi się ostatnio nieciekawie — podgryzł przyjaciela tak, jak miał w zwyczaju. — A było dalej grać i zostawić bijatyki prawdziwym fachowcom. Razem byśmy sięgnęli po tytuł.
Wzruszył ramionami, po czym spojrzał na niego spokojniej.
— Puddlemere się odzywa.
Nie dodał od razu nic więcej. Pozwolił tej informacji zawisnąć między nimi na chwilę, razem z dymem papierosa i chłodem, który wciskał się pod ubranie. Puddlemere United nie było byle czym. Nie było też jeszcze pewne. Ale samo to, że temat istniał, że ktoś w Anglii realnie chciał go ściągnąć z powrotem, miało w sobie coś niebezpiecznie kuszącego.
— Jeśli wszystko pójdzie po ich myśli, a po mojej jeszcze bardziej, to będziesz miał okazję oglądać tę twarz częściej. Całą, mam nadzieję. Bez przefasonowania.
Zerknął na Atreusa i tym razem uśmiechnął się szerzej, z tym dawnym błyskiem, który dobrze znał każdy, kto choć raz próbował go przegonić na boisku.
— Chociaż nie ukrywam, jeśli ktoś spróbuje, dobrze wiedzieć, że znam aurora. Nawet takiego z niskimi kompetencjami. — charakterystycznie zachichotał, jak to już miał w zwyczaju.
— Mam przepustkę tylko na okres świąteczny — odparł w końcu, głosem lekko przytłumionym przez szalik.
Przesunął spojrzeniem po placu przy Pokątnej. Świąteczne drzewko wciąż stało tam z przesadną dumą, jakby ktoś zapomniał mu powiedzieć, że największa część świątecznego uniesienia zdążyła już opaść wraz z konfetti, resztkami alkoholu i rodzinnymi uprzejmościami. Światło odbijało się od śniegu, za ostro i zbyt czysto jak na Londyn, który ostatnimi czasy coraz częściej wyglądał, jakby pod cienką warstwą normalności coś cierpliwie gniło.
— Moja buzia to skarb narodowy, nikt jej nie tknie — odpowiedział, a kącik ust drgnął mu lekko.
Nie brzmiało to jednak tak lekko, jak mogłoby kiedyś. Może to przez zimno, a może przez to, że Atreus miał rację. Na ulicach Londynu robiło się niebezpieczniej i nawet do NRD docierały plotki. Lukas wypuścił powietrze nosem, obserwując, jak para natychmiast ginie w mrozie.
— Elegancko się opierdalasz w tej pracy, skoro nawet w sercu Anglii robi się ostatnio nieciekawie — podgryzł przyjaciela tak, jak miał w zwyczaju. — A było dalej grać i zostawić bijatyki prawdziwym fachowcom. Razem byśmy sięgnęli po tytuł.
Wzruszył ramionami, po czym spojrzał na niego spokojniej.
— Puddlemere się odzywa.
Nie dodał od razu nic więcej. Pozwolił tej informacji zawisnąć między nimi na chwilę, razem z dymem papierosa i chłodem, który wciskał się pod ubranie. Puddlemere United nie było byle czym. Nie było też jeszcze pewne. Ale samo to, że temat istniał, że ktoś w Anglii realnie chciał go ściągnąć z powrotem, miało w sobie coś niebezpiecznie kuszącego.
— Jeśli wszystko pójdzie po ich myśli, a po mojej jeszcze bardziej, to będziesz miał okazję oglądać tę twarz częściej. Całą, mam nadzieję. Bez przefasonowania.
Zerknął na Atreusa i tym razem uśmiechnął się szerzej, z tym dawnym błyskiem, który dobrze znał każdy, kto choć raz próbował go przegonić na boisku.
— Chociaż nie ukrywam, jeśli ktoś spróbuje, dobrze wiedzieć, że znam aurora. Nawet takiego z niskimi kompetencjami. — charakterystycznie zachichotał, jak to już miał w zwyczaju.