15.03.2023, 04:44 ✶
Philip, gdyby aż nazbyt dobrze nie znał Louvaina, poznając go od jak najgorszej strony, to uznałby wypowiedziane przez niego słowa za szczere. Przedłużająca się cisza, rozciągająca się do nieznośnej pauzy i następujące po niej kłamstwo były doskonałym świadectwem odczuwanej przez tego człowieka niechęci do jego osoby. Po latach już odwzajemnionej.
— Nie dawałeś od dłuższego znaku życia, opowiadaj co tam u ciebie słychać. Nadal pracujesz w Biurze Świstoklików? — Użyty przez niego dobór słów mógłby zasugerować osobom postronnym to, że są starymi, dobrymi znajomymi... gdyby nie to, że jego wypowiedź została okraszona wyważoną uszczypliwością. Od gwiazdy sportu do urzędasa w Departamencie Transportu... to dopiero awans zawodowy.
— Tym razem muszę odmówić, przyleciałem na miotle — Starał się uprzejmie odmówić Lestrange'owi, z tym samym promiennym uśmiechem. Użyta przez niego wymówka była jedną z tych uniwersalnych. Nie spodobał mu się ten ironiczny uśmiech na obliczu Louvaina. Dzierżący butelkę wina czarodziej jego zdaniem miał okropny gust co do alkoholu, więc gdyby jednak się zdecydował na proponowaną mu lampkę wina to jak nic zostałby uraczony nietrafiającym w jego zamiłowanie do doskonałych trunków winnym bukietem.
— O co dokładnie mam zostać zapytany? — Skierował to pytanie do Loretty, znów zawieszając na urodziwej twarzy kobiety jasnoniebieskie, okraszone wesołym błyskiem tęczówki. Ich dawny romans nie trwał jedną noc i przez ten czas poznał dobrze ponętne ciało swojej byłej kochanki i był w stanie dużo o nim powiedzieć. Rzecz jasna, w samych superlatywach.
— Chcę pogratulować tobie sukcesu, ostatnia wystawa w galerii sztuki bardzo przypadła mi do gustu — Przekazał artystce swoje wyrazy uznania, mając tę przyjemność przekroczenia progu galerii sztuki noszącej jej imię i pooglądania tych wszystkich dzieł. Nie żył tylko Quidditchem. Nigdy nie stronił od wszelkiej kultury. Nie przegapiał również okazji do pokazania się od jak najlepiej strony.
Pobieżnie obejrzał przekazany mu przez goblina plakat z Vakelem, po czym zwinął go w rulon. Organizator loterii fantowej najwyraźniej nie przewidział nagrody w postaci plakatu z jakąś urodziwą wróżbitką. Ten wróżbita nie znajdzie miejsca na ścianie jednego z jego domów, ale raczej nie spocznie w składziku. Nawet jego matka uwielbiała tego czarodzieja do tego stopnia, że niejednokrotnie odwiedziła należący do niego gabinet i namiętnie czytywała napisane przez niego horoskopy. Byłaby zachwycona z takiego prezentu. Nie ona pierwsza.
Kiedy jest się tak szeroko rozpoznawalną osobą, jak on to tylko kwestia czasu, kiedy dojdzie do spotkania z fanami. Nigdy od nich nie stronił, chyba że chodzi o tych, którzy niewpuszczeni drzwiami byli w stanie wejść oknem. Słysząc męski głos, odwrócił się w stronę, z której dobiegał. Trafił na kulturalnego człowieka i, co ważniejsze, nienachalnego. Przeprosił Lorettę i Louvaina, skoro zdecydował się poświęcić chwilę dla swoich fanów.
— Dzień dobry. Tak, to ja. Gram w tej drużynie na pozycji szukającego od wielu lat — Przywitał się z tym mężczyzną, uśmiechając się i wyciągając ku niemu dłoń. Uznał go za swojego fana. Nic więc dziwnego, że potwierdził to, że jest tutaj we własnej osobie. Ponadto wskazał na swój długi staż w składzie Zjednoczonych z Puddlemere, świetnie wplatając w swoją wypowiedź to, że jest najlepszym szukającym na świecie. Nigdy się z tym nie krył. — Jak najbardziej. Proszę mówić otwarcie. — Zachęcił Stanleya do mówienia wprost. Nie potrafił określić, czy ten mężczyzna chce tylko uścisnąć mu dłoń, prosi o autograf, wspólne zdjęcie, wspólny portret, wszystko w jednym czy cokolwiek innego.
— Dzień dobry. To żaden kłopot. Dla swoich fanów zawsze znajdę czas — Podczas tego powitania podał tej kobiecie dłoń, obdarzając również i ją swoim uśmiechem. Nie wydawał się być zrażonym ich nadejściem. Nie kłamał. Dla tak miłych ludzi zawsze znajdzie czas.
@Loretta Lestrange @Louvain Lestrange @Stanley Andrew Borgin @Cynthia Flint
— Nie dawałeś od dłuższego znaku życia, opowiadaj co tam u ciebie słychać. Nadal pracujesz w Biurze Świstoklików? — Użyty przez niego dobór słów mógłby zasugerować osobom postronnym to, że są starymi, dobrymi znajomymi... gdyby nie to, że jego wypowiedź została okraszona wyważoną uszczypliwością. Od gwiazdy sportu do urzędasa w Departamencie Transportu... to dopiero awans zawodowy.
— Tym razem muszę odmówić, przyleciałem na miotle — Starał się uprzejmie odmówić Lestrange'owi, z tym samym promiennym uśmiechem. Użyta przez niego wymówka była jedną z tych uniwersalnych. Nie spodobał mu się ten ironiczny uśmiech na obliczu Louvaina. Dzierżący butelkę wina czarodziej jego zdaniem miał okropny gust co do alkoholu, więc gdyby jednak się zdecydował na proponowaną mu lampkę wina to jak nic zostałby uraczony nietrafiającym w jego zamiłowanie do doskonałych trunków winnym bukietem.
— O co dokładnie mam zostać zapytany? — Skierował to pytanie do Loretty, znów zawieszając na urodziwej twarzy kobiety jasnoniebieskie, okraszone wesołym błyskiem tęczówki. Ich dawny romans nie trwał jedną noc i przez ten czas poznał dobrze ponętne ciało swojej byłej kochanki i był w stanie dużo o nim powiedzieć. Rzecz jasna, w samych superlatywach.
— Chcę pogratulować tobie sukcesu, ostatnia wystawa w galerii sztuki bardzo przypadła mi do gustu — Przekazał artystce swoje wyrazy uznania, mając tę przyjemność przekroczenia progu galerii sztuki noszącej jej imię i pooglądania tych wszystkich dzieł. Nie żył tylko Quidditchem. Nigdy nie stronił od wszelkiej kultury. Nie przegapiał również okazji do pokazania się od jak najlepiej strony.
Pobieżnie obejrzał przekazany mu przez goblina plakat z Vakelem, po czym zwinął go w rulon. Organizator loterii fantowej najwyraźniej nie przewidział nagrody w postaci plakatu z jakąś urodziwą wróżbitką. Ten wróżbita nie znajdzie miejsca na ścianie jednego z jego domów, ale raczej nie spocznie w składziku. Nawet jego matka uwielbiała tego czarodzieja do tego stopnia, że niejednokrotnie odwiedziła należący do niego gabinet i namiętnie czytywała napisane przez niego horoskopy. Byłaby zachwycona z takiego prezentu. Nie ona pierwsza.
Kiedy jest się tak szeroko rozpoznawalną osobą, jak on to tylko kwestia czasu, kiedy dojdzie do spotkania z fanami. Nigdy od nich nie stronił, chyba że chodzi o tych, którzy niewpuszczeni drzwiami byli w stanie wejść oknem. Słysząc męski głos, odwrócił się w stronę, z której dobiegał. Trafił na kulturalnego człowieka i, co ważniejsze, nienachalnego. Przeprosił Lorettę i Louvaina, skoro zdecydował się poświęcić chwilę dla swoich fanów.
— Dzień dobry. Tak, to ja. Gram w tej drużynie na pozycji szukającego od wielu lat — Przywitał się z tym mężczyzną, uśmiechając się i wyciągając ku niemu dłoń. Uznał go za swojego fana. Nic więc dziwnego, że potwierdził to, że jest tutaj we własnej osobie. Ponadto wskazał na swój długi staż w składzie Zjednoczonych z Puddlemere, świetnie wplatając w swoją wypowiedź to, że jest najlepszym szukającym na świecie. Nigdy się z tym nie krył. — Jak najbardziej. Proszę mówić otwarcie. — Zachęcił Stanleya do mówienia wprost. Nie potrafił określić, czy ten mężczyzna chce tylko uścisnąć mu dłoń, prosi o autograf, wspólne zdjęcie, wspólny portret, wszystko w jednym czy cokolwiek innego.
— Dzień dobry. To żaden kłopot. Dla swoich fanów zawsze znajdę czas — Podczas tego powitania podał tej kobiecie dłoń, obdarzając również i ją swoim uśmiechem. Nie wydawał się być zrażonym ich nadejściem. Nie kłamał. Dla tak miłych ludzi zawsze znajdzie czas.
@Loretta Lestrange @Louvain Lestrange @Stanley Andrew Borgin @Cynthia Flint