W żadnym scenariuszu, jakiemu mogłaby poddać dzisiejszy dzień, nie miała w planach wdawać się w religijne dysputy ze swoim narzeczonym. Jaki materiał miała dostarczyć jego dusza? To w zasadzie było bardzo dobre, filozoficzne pytanie, którego zwyczajnie się po nim nie spodziewała. Nic bowiem w Louvainie nie wskazywało na to, że zdolny był do tak wysokich przemyśleń. Więcej w nim było jakiegoś uporu i toporności, które zyskiwali sportowcy po tym jak o jeden raz za dużo spadli z miotły, albo dostali w głowę tłuczkiem.
Wyrzucał jej ten cykl, jakby sama jego istota była jego wrogiem, a przecież był to naturalny proces, wżarty w całe czarodziejskie jestestwo. Nie ważne jakiej się było narodowości, albo za którym bogiem się podążało, ten fragment czarodziejskiej wiary był stały. Zmarszczył więc nieco brwi, słysząc jego słowa, podszyte jakąś pretensją, którą oczywiście że kierował do niej, bo do kogo innego. Powinna się już chyba do tego przyzwyczaić, a mimo tego łudziła się, że coś się zmieni. Że przy kolejnej rozmowie potraktuje ją jak człowieka, a nie wroga którego wyciągnięta pojednawczo ręka była czymś podejrzanym.
- Twoja dusza dostarczy taki sam materiał z jakiego została wykonana - odpowiedziała, powstrzymując się od tego, by zapytać go dlaczego. No bo dlaczego akurat w tym momencie postanowił kwestionować to, z czego składał się on sam? Cokolwiek miałby wnieść do cyklu, nie było w żaden sposób niczym nowym, bo na pewno chodzili kiedyś po ziemi ludzie gorsi od niego albo tacy, co mogliby swoją duszą wnieść o wiele mniej.
Jeśli myślała, że jego poprzednie słowa były już wrogie, jakby z wyprzedzeniem zakładała najgorsze, tak słysząc kolejne uświadomiła sobie że zwyczajnie się myliła. Coś w Louvainie przeskoczyło, jakby mechaniczna przekładka ułożyła się na odpowiednim miejscu po wejściu w interakcję z obiektem, który wprawił ją w ruch. Który zawsze wprawiał ją w ruch. Było to zwyczajnie uciążliwe, ale i bolesne, szczególnie kiedy poprzednia czułość ustępowała miejsca zwyczajnej irytacji.
- Dlaczego zawsze musisz to robić? - zapytała równie cicho i tak samo napiętym głosem. Miał rację, nie musiał unosić głosu by ranić. - Dlaczego zawsze bierzesz sobie za cel wyrządzenie jak największych szkód? Dlaczego zawsze musisz umniejszać komuś, zamiast zastanowić się czy w jego powodowaniu znajduje się coś więcej niż zwykłe upodlenie i brak znajomości własnej wartości? - skrzywiła się, wciąż usadowiona na podłodze, nie myśląc nawet żeby z niej wstać. Znała swoją wartość. Aż za dobrze i dobitnie wręcz, ale nie ważne jak dumnie się nosiła, on i tak musiał przekręcić to i chcieć przedstawić wszystko na swój, niepoprawny sposób. - Dlaczego? Bo taka była umowa - odpowiedziała krótko. Nie była to cała prawda, ale na pewno coś co warto było wziąć pod uwagę. Oprócz wspólnej sympatii, która podobno kiedyś między nimi była, ich związek był umową. Pierścionek na jej palcu stawiał ją w świetle narzeczonej, przyszłej pani Lestrange, a umowy w jej rodzinie były ważne. - Lojalność, wiesz co to? Dotrzymywanie obietnic? - ciągnęła dalej, przekrzywiając lekko głowę. - Jeśli uważasz, że mam tak mało do zaoferowania, to dlaczego ty dalej jesteś? Po co ta cała farsa i zabawa w udawanie, że ci zależy? To czujesz za każdym razem, kiedy na mnie warczysz? Bawi cię to?
Within the illusions hide real illusions... from the real illusions, the illusions are created.
Within the truth hides the lie... within the lie hides the truth.