• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [07.10.72] Get your pride out of your mouth

[07.10.72] Get your pride out of your mouth
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#12
13.05.2026, 01:12  ✶  
Widziała jego badawczy wzrok; sposób, w jaki próbuje ją odczytać. Nie było to takie łatwe, jak kiedyś. Teraz chronił ją wysoki mur. Jedno wydarzenie wystarczyło, by coś w niej gwałtownie się przestawiło. Nienawiść wdarła się do niej gwałtownie i rozlała pod skórą jak trucizna, której nie dało się już wyciągnąć z organizmu. A potem została. Osadziła się w niej ciężko, głęboko, bliżej serca niż rozsądku. Nie nosiła jej jednak na zewnątrz. Nie była jedną z tych osób, które budują swoją osobowość wokół cierpienia, które rozdrapują własne rany przy każdej możliwej okazji, jakby ból stawał się walutą pozwalającą zdobywać uwagę albo usprawiedliwiać własne zachowania. Astoria nienawidziła tego rodzaju obnażania się emocjonalnie niemal tak samo, jak samego współczucia. Współczucie zawsze wydawało jej się dziwnie upokarzające. Miało w sobie coś miękkiego, coś, co stawiało człowieka w pozycji kogoś złamanego, wymagającego ostrożnego obchodzenia się z nim. A ona nie chciała być traktowana jak porcelana po pęknięciu. Dlatego nauczyła się bardzo wcześnie układać wszystko głęboko pod powierzchnią. Tak głęboko, że z czasem nawet dla niej samej emocje przestawały mieć wyraźne kontury. Nie analizowała ich godzinami. Nie wracała do nich świadomie. Po prostu były - ciężkie, ciche i stale obecne, jak kamień noszony pod żebrami, którego ciężaru z początku nie da się unieść, a później zaczyna się traktować jak naturalną część własnego ciała. Ludzie potrafili być bezlitośni wobec cudzych słabości - nawet ci, którzy deklarowali troskę. Może zwłaszcza oni. Astoria widziała to wystarczająco wiele razy, by przestać wierzyć w uzdrawiającą moc zwierzeń. Nie potrzebowała, żeby ktoś ją rozumiał. Nie oczekiwała ukojenia. Nie chciała, by ktokolwiek próbował zamieniać jej ból w lekcję moralną albo w historię o przebaczeniu, dojrzewaniu czy godzeniu się ze stratą. Nie interesowało jej to. Niektóre rzeczy po prostu zostają w człowieku na zawsze. I jedyne, co można zrobić, to nauczyć się oddychać mimo bólu.
Cieszyła się, że nie jest w stanie jej przejrzeć. Louvain zawsze patrzył w ten sposób, kiedy próbował coś dostrzec - pod powierzchnią, nie dla samej przyjemności obserwacji, lecz tak, jakby rozbieranie drugiej osoby na warstwy było dla niego czymś naturalnym (bo było? he-he). I kiedyś faktycznie przychodziło mu to z łatwością. W Hogwarcie miał irytującą wręcz zdolność dostrzegania rzeczy, które próbowała ukrywać nawet sama przed sobą. Ale potem, między innymi dzięki niemu, nauczyła się, że emocje pozostawione na widoku szybko stają się narzędziem w cudzych rękach. Że wystarczy moment słabości, jedno zbyt szczere spojrzenie, jedno drgnięcie ust w nieodpowiedniej chwili, by ktoś zapamiętał je i wykorzystał później przeciwko niej. Nie spuszczała wzroku. Pozwalała mu patrzeć, choć gdzieś głęboko pod skórą czuła lekkie napięcie, cienkie i chłodne jak żyłka naprężona zbyt mocno. Nie dlatego, że obawiała się odkrycia prawdy o sobie. Bardziej dlatego, że jakaś część niej pamiętała, jak niebezpiecznie komfortowe bywało kiedyś to uczucie bycia odczytywaną jak otwarta księga, rozumianą bez dystansu.
Na jego słowa uśmiechnęła się czarująco, z tą miękką swobodą, która przychodziła jej naturalnie. Kąciki jej ust uniosły się odrobinę wyżej, a złoto maski przechwyciło światło z sali balowej tak, że przez krótką chwilę wszystko wyglądało niemal zbyt pięknie, zbyt lekkie, jak scena z opowieści, która świadomie pomija mniej wygodne fragmenty. Bo przecież kiedyś dokładnie takie słowa działały na nią bezbłędnie. Niekoniecznie te konkretne, ale cały ten sposób mówienia. W tamtych czasach łatwiej było pomylić błysk z czymś trwałym. Fascynację z oddaniem. Grę z prawdą. Zwłaszcza gdy ktoś potrafił prowadzić ją tak płynnie, z tak niewymuszoną elegancją, że człowiek zaczynał wierzyć, że spontaniczność i szczerość naprawdę mogą wyglądać właśnie w ten sposób. Teraz widziała więcej. Teraz sama potrafiła prowadzić tę grę.
- Chyba rozpłynę się ze szczęścia - odpowiedziała z tą delikatną ironią, która bardziej muskała niż uderzała, ale pod którą wyraźnie pobrzmiewało rozbawienie. To było zdecydowanie w jego stylu - brać rzeczywistość i obracać ją w dłoniach tak długo, aż zaczynała układać się dokładnie tak, jak chciał ją widzieć. Nadawać zdarzeniom odpowiedni kształt, odpowiednią narrację, odpowiednie światło. Louvain od zawsze miał talent do sprzedawania własnej wersji wydarzeń z taką pewnością, że człowiek niemal mimowolnie zaczynał zastanawiać się, czy przypadkiem to on nie pamięta czegoś źle. Bo czy to był jakikolwiek komplement, że dostrzegł ją w tłumie, skoro nawet nie wiedział, że to ona? - A może i to, i to? - wymruczała z zadziornym błyskiem w oku, bo przecież znała granice, potrafiła je przekraczać, ale wiedziała też, które linie były nienaruszalne.
- Ach tak? To może powiedz mi, co jest w moim stylu. Skoro tak dobrze mnie znasz - próbowała brzmieć neutralnie, pozostać obojętną. Myślał, że nieprzemyślane ryzyko było w jej stylu? Zmieniła się, a sam fakt, że potrafił nadal uderzyć w czuły punkt, powodował, że jej irytacja narastała. Najgorsze było właśnie to spokojne przekonanie, z jakim je wypowiedział, jakby mówił o czymś oczywistym. Jakby znał ją na tyle dobrze, by dostrzec pod warstwą ostrożności coś większego. Przecież jej nie znał, już nie. A mimo wszystko częściowo miał rację. Bo Astoria była ambitna. Zawsze była. Ale to nie ambicja budziła się w niej najmocniej, gdy myślała o działaniu. To zemsta. Nie romantyczna potrzeba walki za ideę, nie ekscytacja rewolucją, nie fascynacja brutalną siłą. Zemsta była znacznie mniej efektowna. Bardziej osobista. Bardziej gorzka. I właśnie dlatego nie zamierzała wypowiadać jej na głos. Nie miała najmniejszego zamiaru podawać mu własnej nienawiści jak gotowej broni.
Część niej chciała sprawczości. Chciała już nigdy więcej nie być biernym obserwatorem wydarzeń, które potrafiły w jednej chwili obrócić czyjeś życie w popiół. Chciała widzieć znaki wcześniej. Rozumieć więcej. Mieć wpływ. Ale z drugiej strony rozumiała aż za dobrze, ile kosztuje ludzi przekonanie, że kontrolują chaos tylko dlatego, że stoją bliżej jego centrum. I może właśnie dlatego wciąż stała tutaj, na granicy. Nigdy całkowicie po jednej stronie. Nigdy do końca po drugiej.
Odwróciła się od niego powoli, niemal leniwie, ale w tym ruchu było coś z wycofania, którego nie potrafiła już zamaskować kolejną ironiczną uwagą. Materiał sukni zaszeleścił cicho, kiedy oparła przedramiona o balustradę i skierowała wzrok ku ogrodowi tonącemu w nocnym półmroku. Powietrze wydawało się chłodniejsze niż wcześniej. Astoria wpatrywała się w ten obraz długo - jak człowiek próbujący uporządkować własne myśli poprzez skupienie wzroku na czymś prostszym od nich. Problem polegał na tym, że sama już nie wiedziała, czego właściwie chce. Jeszcze kilka lat temu odpowiedź wydawała się prosta. Świat miał określony porządek, określone granice, określone role. A teraz?
- Nie wiem, może - odwróciła się w końcu, by znów na niego spojrzeć. Zrobiła krok. Jeden, wyraźny, pewny. I ten krok zmienił dystans między nimi w coś znacznie bardziej osobistego niż wcześniej. Przestrzeń, którą jeszcze przed chwilą wypełniała rozmowa, teraz zaczęła się kurczyć, jakby balkon sam z siebie przestał być miejscem na słowa, a stał się miejscem na decyzje. Różnica wzrostu sprawiła, że musiała unieść głowę, by utrzymać z nim kontakt wzrokowy. Jej dłoń uniosła się powoli, a palce zacisnęły się na jego podbródku, nie brutalnie, ale stanowczo, w geście, który bardziej zatrzymywał niż ograniczał. Nie pozwalał mu odwrócić głowy. Nie pozwalał mu uciec wzrokiem gdziekolwiek indziej niż wprost w nią.
- Tylko... czy mogę ci zaufać, Lou? - właśnie w jego oczach szukała odpowiedzi. Znała go z pięknych słów i zapewnień, ale to nie wystarczyło. Próbowała yłapać najmniejsze pęknięcie w powierzchni, najmniejszy moment zawahania, cień reakcji, który mógłby zdradzić więcej niż wszystkie jego dotychczasowe słowa. Chciała zobaczyć coś, co wyłamie się z jego kontroli. Nie zamierzała dać się zmanipulować po raz kolejny - szukała szczerości, która była ukryta gdzieś głęboko. Może była poza jej zasięgiem, ale potrzebowała czegoś, co dałoby jej cień nadziei, jeśli miałaby podjąć ryzyko.


learn the rules
then
break some

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (10177), Louvain Lestrange (9759)




Wiadomości w tym wątku
[07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 15.01.2026, 04:36
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 20.01.2026, 03:06
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 27.02.2026, 20:42
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 06.03.2026, 03:04
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 08.03.2026, 21:15
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 14.03.2026, 17:14
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 15.03.2026, 21:13
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 17.03.2026, 03:29
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 29.03.2026, 21:57
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 03.04.2026, 02:09
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 29.04.2026, 01:41
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 13.05.2026, 01:12
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 14.05.2026, 22:40
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 19.05.2026, 01:26
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 29.05.2026, 23:09
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 04.06.2026, 17:30
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 08.06.2026, 01:03
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 10.06.2026, 00:17

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa