13.05.2026, 10:01 ✶
Dom, zwłaszcza duży, wymagał sporo pracy. Oczywiście w wypadku czarodziejów było to łatwiejsze, bo mogli użyć zaklęć, wciąż jednak konieczne były starania i motywacja. Rosier, zawsze mieszkający w mieście, pewnie niezbyt zdawał sobie z tego sprawę (i beztrosko przyjmował, że po prostu znajdzie skrzata, zatrudni ogrodnika i jak trzeba to i kogoś jeszcze), ale też ot zaniedbanie wyjaśniał sobie choćby tym, że pewnie właściciel nie rezydował tutaj od jakiegoś czasu.
– Słuszna uwaga, pewnie mam to w dokładnych danych, ale przyznaję, że na razie nie przeczytałem wszystkich szczegółów – stwierdził Chris. Odrzucił z listy kilka budynków, które z różnych względów odpadały w przedbiegach, pozostałe dwa postanowił natomiast obejrzeć i później ewentualnie sprawdzić każdy szczegół. Pociągnięcie dachu lakierem przeciwogniowym nie wydawało mu się jednak nie do wykonania. – Nie sądzę jednak, żeby znowu postanowili sypać ogień z nieba. Zesłali już wicher na Knieję, ogień na połowę Anglii, więc teraz prawdopodobnie powinienem raczej przygotować tutaj wały przeciwpowodziowe i jakiś rów – powiedział, może z odrobiną kpiny, ale tak sobie odnotował, aby sprawdzić, jak wyglądała sprawa czarodziejskich zabezpieczeń przeciwpowodziowych. Miał jednak nadzieję, że Brighton nie będzie jednym z tych miejsc, które śmierciożercy postanowią zatapiać… – Myślę, że salon i gabinet, przynajmniej na początek. Sypialnię w razie potrzeby łatwo przemodelować.
Nic Victorii nie zaskoczyło, a i asystentka Christophera była tu odebrać klucze. Nie rozglądała się dokładnie, ale Rosier zakładał, że jeśli weszła do salonu i nic jej nie zjadło, to i nie zeżre ich (biedny, naiwny człowiek). Lestrange nie zastały więc żadne niebezpieczeństwa. Dębowy parkiet, w całkiem dobrym stanie, spory kominek, wystarczający, aby skorzystać z Fiuu, meble wiekowe, ale z gatunku takich, jakie często widywało się w domach czarodziejów. Ktoś posprzątał tu o tyle, że na sprzętach nie było kurzu, pewnie wymiecionego zaklęciami, acz już dwa fotele przy kominku, choć wyglądające na wygodne, na pewno trzeba by oczyścić, jedwabną tapetę na ścianach najlepiej wymienić, a ciężkie zasłony, przysłaniające okno, uprać.
Rosier ruszył właśnie ku nim, by je odsunąć: i gdy zaczął walczyć z jedną z nich, chcąc wpuścić do środka światło… rozległo się jakieś… bzyczenie.
– Słuszna uwaga, pewnie mam to w dokładnych danych, ale przyznaję, że na razie nie przeczytałem wszystkich szczegółów – stwierdził Chris. Odrzucił z listy kilka budynków, które z różnych względów odpadały w przedbiegach, pozostałe dwa postanowił natomiast obejrzeć i później ewentualnie sprawdzić każdy szczegół. Pociągnięcie dachu lakierem przeciwogniowym nie wydawało mu się jednak nie do wykonania. – Nie sądzę jednak, żeby znowu postanowili sypać ogień z nieba. Zesłali już wicher na Knieję, ogień na połowę Anglii, więc teraz prawdopodobnie powinienem raczej przygotować tutaj wały przeciwpowodziowe i jakiś rów – powiedział, może z odrobiną kpiny, ale tak sobie odnotował, aby sprawdzić, jak wyglądała sprawa czarodziejskich zabezpieczeń przeciwpowodziowych. Miał jednak nadzieję, że Brighton nie będzie jednym z tych miejsc, które śmierciożercy postanowią zatapiać… – Myślę, że salon i gabinet, przynajmniej na początek. Sypialnię w razie potrzeby łatwo przemodelować.
Nic Victorii nie zaskoczyło, a i asystentka Christophera była tu odebrać klucze. Nie rozglądała się dokładnie, ale Rosier zakładał, że jeśli weszła do salonu i nic jej nie zjadło, to i nie zeżre ich (biedny, naiwny człowiek). Lestrange nie zastały więc żadne niebezpieczeństwa. Dębowy parkiet, w całkiem dobrym stanie, spory kominek, wystarczający, aby skorzystać z Fiuu, meble wiekowe, ale z gatunku takich, jakie często widywało się w domach czarodziejów. Ktoś posprzątał tu o tyle, że na sprzętach nie było kurzu, pewnie wymiecionego zaklęciami, acz już dwa fotele przy kominku, choć wyglądające na wygodne, na pewno trzeba by oczyścić, jedwabną tapetę na ścianach najlepiej wymienić, a ciężkie zasłony, przysłaniające okno, uprać.
Rosier ruszył właśnie ku nim, by je odsunąć: i gdy zaczął walczyć z jedną z nich, chcąc wpuścić do środka światło… rozległo się jakieś… bzyczenie.