Spasła szczurzyca, wdrapała się na jego nogawkę drogich spodni. Renigald czuł, że coś go tam ściąga, ale nie pomyślał logicznie, że to jakieś zwierzę. Co najwyżej, wiatr? Bo przecież nie mógł o coś zahaczyć. A kiedy ciężar poczuł na ramieniu drogiej szaty, wpienił się widząc szczura. Brudne kanałowe stworzenie. Czego od niego chciało? Nie wisiał jej przecież żadnego sera, mięsa, kota czy innego podatku podziemnych kanałów i ścieków.
Walka zaczęłaby się, gdyby nie reakcja wspaniałego kuzyna. Renigald chciał już podjąć decyzję o siłowym pozbyciu się szczurzycy za pomocą nie palca, ale różdżki. Może z zamiarem próby przemienienia jej w motyla, aby sobie odleciała? Albo mrówkę, żeby później zdeptać. A może nawet zwyczajnie siłowym zaklęciem odsunąć ją do siebie na bezpieczny dystans. Bo nawet nie przeszła my myśl, aby zrobić z niej pasztet.
Zamienić w pasztet?Pojawienie się Baldwina było błogosławieństwem Matki Deszczu i Kanałów, że zabrał od niego szczurzycę, co jak się okazało, była jego żywą maskotką, bo nagle jej zachowanie się dziwnie zmieniło, kiedy spoczęła na dłoni drugiego Malfoya. Renigald uwolniony od walki ze szczurem, zaczął oglądać swoje "rany", którymi było tylko zabrudzenie szaty, nogawki i co gorsze - DZIURA W RĘKAWIE!
"Ciężki dzień, Reni?" – usłyszał a brew mu drgała. Niczym robot spojrzał na Baldwina. Chyba ciesząc się, że nie powiedział "Renia", ani "Regina".- Fatalny…
Stwierdził stanowczo.
- Oblano mnie farbą. To drogie spodnie, o butach już nie mówiąc!
Wskazał obiema rękoma na nogawkę z butem, zabrudzoną farbą.
- I jeszcze ta…. Ta…
Zaczął następnie wskazywać na kieszeń kuzyna, gdzie chodziło mu o szczura, ale chyba hamował się od obrażania jego maskotki. Więc szybko przeszedł do pokazania dziury w rękawie szacie, która dla niego wyglądała jak zbrodnia wojenna.
- Zniszczyła mi szatę!
Powiedział w gniewie. Jakby chciał zmierzać do żądania odszkodowania, tylko był jeden problem. Szczur nie da mu tego odszkodowania i nie zreperuje dziury w ubraniu. Bo niby czym zapłaci? Kokardkami na ogonku?