13.05.2026, 23:41 ✶
Niemal nie odrywała od niego wzroku. Stała blisko stołu, lekko pochylona, z jedną dłonią wspartą o drewno, drugą ostrożnie przesuwając po łuskach Vulcora, jakby bała się, że gwałtowniejszy ruch mógłby spłoszyć tę chwilę albo sprawić, że zniknie równie nagle, jak się pojawiła. Smoczognik wtulił łeb mocniej w jej dłoń, a ona mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem. W odpowiedzi zaczęła mówić do niego półszeptem, krótkimi, miękkimi dźwiękami bardziej przypominającymi uspokajające ćwierkanie niż prawdziwe słowa. Dotykała go ostrożnie, jakby na nowo próbowała zapamiętać fakturę jego łusek, ciężar małego ciała i sposób, w jaki reagował na każdy ruch jej palców. Jakby przez tę rozłąkę zdążyła zapomnieć, jak wygląda jego obecność obok niej, i teraz musiała uczyć się jej od początku.
- Oj, jest za co - upierała się, a kiedy mężczyzna otworzył klatkę, Vulcor zawahał się tylko przez moment. Potem, z tą charakterystyczną dla siebie ciekawością, wysunął łeb na zewnątrz, rozchylił skrzydła i wspiął się na krawędź stołu. Przez chwilę rozglądał się po pomieszczeniu, czujnie i uważnie, jak stworzenie, które wracało na dobrze znane terytorium po zbyt długiej nieobecności. Astoria obserwowała go w milczeniu. Zwierzę wzbiło się w powietrze i przeleciał nisko nad jednym z foteli, zahaczył ogonem o ciężką zasłonę i niemal natychmiast skierował się ku wysokiemu regałowi, który najwyraźniej pamiętał doskonale. Zatrzymał się na jednej z półek, po czym ruszył dalej, zwiedzając kolejne kąty z wyraźnym zainteresowaniem. Vulcor był chaotyczny, impulsywny i nieprzewidywalny - wszystkim tym, czym ona sama nigdy sobie nie pozwalała być. A jednak właśnie dlatego jego obecność działała na nią kojąco.
Wróciła spojrzeniem do Leviego, gdy zorientowała się, o co tak naprawdę ją prosi. Obraz, do którego mógłby wejść. Potrafiła to zrobić. Lata nauki, praktyki i obsesyjnego doskonalenia warsztatu sprawiły, że posiadała umiejętności pozwalające tworzyć takie dzieła. Tyle że jemu nie mogła podarować nic mniejszego perfekcji. Zwykle do niej dążyła i nie było to tyle ambicją, co poczuciem obowiązku. Potrafiła godzinami poprawiać pojedynczy detal tylko dlatego, że światło układało się nie tak, jak powinno.
- Cóż, mogę spróbować - postanowiła po dłuższej chwili milczenia. Mogła to zrobić. Nawet jeśli oznaczało to dziesiątki poprawek, bezsenne noce i kolejne płótna odrzucane z frustracją. Nawet jeśli nigdy nie uznałaby pracy za naprawdę skończoną. - Ale mam dwa warunki. Po pierwsze powiesz mi, gdzie będzie wisiał i do czego jest ci potrzebny - zażądała, choć prawdopodobnie i tak by jej powiedział prędzej czy później. - Po drugie, potrzebuję pomocy z... jajkiem.
Odwróciła się ku jednej z komód stojących pod ścianą. Szuflada wysunęła się bezszelestnie, a ona wyjęła z niej zawiniątko zabezpieczone ciemnym materiałem. Kiedy rozchyliła tkaninę, między jej dłońmi ukazało się jajo, które w strukturze przypominało szyszkę.
- Słyszałam tylko plotki o jakimś eksporcie ze wschodu... ale nie chcę się go pozbywać - może powinna oddać je władzom, może niepotrzebnie brała sobie na głowę kolejny obowiązek, ale martwiła się, co może się stać z bezbronnym stworzeniem. Patrzyła na przyjaciela, czy jest w stanie rozpoznać, z czym mają do czynienia i co właściwie z tym zrobić, bo sama zdążyła trochę poczytać, ale dalej nie była pewna kolejnych kroków. - Wiesz, co tam może być?
- Oj, jest za co - upierała się, a kiedy mężczyzna otworzył klatkę, Vulcor zawahał się tylko przez moment. Potem, z tą charakterystyczną dla siebie ciekawością, wysunął łeb na zewnątrz, rozchylił skrzydła i wspiął się na krawędź stołu. Przez chwilę rozglądał się po pomieszczeniu, czujnie i uważnie, jak stworzenie, które wracało na dobrze znane terytorium po zbyt długiej nieobecności. Astoria obserwowała go w milczeniu. Zwierzę wzbiło się w powietrze i przeleciał nisko nad jednym z foteli, zahaczył ogonem o ciężką zasłonę i niemal natychmiast skierował się ku wysokiemu regałowi, który najwyraźniej pamiętał doskonale. Zatrzymał się na jednej z półek, po czym ruszył dalej, zwiedzając kolejne kąty z wyraźnym zainteresowaniem. Vulcor był chaotyczny, impulsywny i nieprzewidywalny - wszystkim tym, czym ona sama nigdy sobie nie pozwalała być. A jednak właśnie dlatego jego obecność działała na nią kojąco.
Wróciła spojrzeniem do Leviego, gdy zorientowała się, o co tak naprawdę ją prosi. Obraz, do którego mógłby wejść. Potrafiła to zrobić. Lata nauki, praktyki i obsesyjnego doskonalenia warsztatu sprawiły, że posiadała umiejętności pozwalające tworzyć takie dzieła. Tyle że jemu nie mogła podarować nic mniejszego perfekcji. Zwykle do niej dążyła i nie było to tyle ambicją, co poczuciem obowiązku. Potrafiła godzinami poprawiać pojedynczy detal tylko dlatego, że światło układało się nie tak, jak powinno.
- Cóż, mogę spróbować - postanowiła po dłuższej chwili milczenia. Mogła to zrobić. Nawet jeśli oznaczało to dziesiątki poprawek, bezsenne noce i kolejne płótna odrzucane z frustracją. Nawet jeśli nigdy nie uznałaby pracy za naprawdę skończoną. - Ale mam dwa warunki. Po pierwsze powiesz mi, gdzie będzie wisiał i do czego jest ci potrzebny - zażądała, choć prawdopodobnie i tak by jej powiedział prędzej czy później. - Po drugie, potrzebuję pomocy z... jajkiem.
Odwróciła się ku jednej z komód stojących pod ścianą. Szuflada wysunęła się bezszelestnie, a ona wyjęła z niej zawiniątko zabezpieczone ciemnym materiałem. Kiedy rozchyliła tkaninę, między jej dłońmi ukazało się jajo, które w strukturze przypominało szyszkę.
- Słyszałam tylko plotki o jakimś eksporcie ze wschodu... ale nie chcę się go pozbywać - może powinna oddać je władzom, może niepotrzebnie brała sobie na głowę kolejny obowiązek, ale martwiła się, co może się stać z bezbronnym stworzeniem. Patrzyła na przyjaciela, czy jest w stanie rozpoznać, z czym mają do czynienia i co właściwie z tym zrobić, bo sama zdążyła trochę poczytać, ale dalej nie była pewna kolejnych kroków. - Wiesz, co tam może być?
learn the rules
then break some
then break some