16.05.2026, 07:11 ✶
Brenna kiwnęła głową, i chyba trochę jej ulżyło, że jednak „taki ich”. Miała pewne obawy, że mugole sprzedający cudowne składniki byli jednak albo oszustami, może oferujących nawet coś szkodliwego albo w najlepszym wypadku sprzedawali po prostu zwykłe ziółka, które trochę pomogą na żołądek albo coś takiego. I nie chodziło tu nawet o patrzenie na nich z góry, bo potrafili wynaleźć całkiem niezłe rzeczy, biorąc pod uwagę, że nie mieli dostępu do magii, ale ot… nie mogli przecież korzystać ze składników faktycznie magicznych. Wprawdzie Brenna nie sądziła, by Dora mogła podać komuś coś szkodliwego, ale nie chciała, aby dziewczyna poczuła się rozczarowana.
– Nie mam pojęcia, kto tak twierdzi, ale uważam, że ta osoba wiedziała, co mówi – orzekła Brenna, która jeść bardzo lubiła i bardzo chętnie próbowała nowych smaków, a za granicą oczywiście, że zabawnie było zwiedzać, ale ostatecznie z Włoch chyba najlepiej zapamiętała pizzę, kawę oraz włoskie desery. – Chcesz usiąść gdzieś tutaj? – spytała, niepewna chyba, co Dora miała na myśli: czy że sam zakup jedzenia tutaj i zabrania go „na wynos” będzie niepowtarzalnym doświadczeniem, czy zatrzymanie się w którejś z knajpek, wśród tych wszystkich kolorów, nawoływań w obco brzmiącym języku oraz symboli chińskiej kultury. Nie żeby Brenna zamierzała protestować, gdyby Crawleyówna uznała, że faktycznie chce tu przysiąść i zjeść na miejscu (mogły zawsze spróbować różnych rzeczy i kupić więcej, by zabrać ze sobą: Brenna uznała nagle, że to dopiero absolutnie genialny plan.)
– Hm… to miało być gdzieś przy siedemnastce? – spytała niepewnie, zatrzymując się pod jednym budynkiem. Może przejście do magicznego sklepu mieściło się w jednym z tych dwóch „na wierzchu”? Jeden to był chyba sklep z porcelaną, a z kolei drugi tuż obok wyglądał jak studio tatuażu, ale Brenna nie była pewna, do którego z nich powinny skierować swoje kroki.
– Nie mam pojęcia, kto tak twierdzi, ale uważam, że ta osoba wiedziała, co mówi – orzekła Brenna, która jeść bardzo lubiła i bardzo chętnie próbowała nowych smaków, a za granicą oczywiście, że zabawnie było zwiedzać, ale ostatecznie z Włoch chyba najlepiej zapamiętała pizzę, kawę oraz włoskie desery. – Chcesz usiąść gdzieś tutaj? – spytała, niepewna chyba, co Dora miała na myśli: czy że sam zakup jedzenia tutaj i zabrania go „na wynos” będzie niepowtarzalnym doświadczeniem, czy zatrzymanie się w którejś z knajpek, wśród tych wszystkich kolorów, nawoływań w obco brzmiącym języku oraz symboli chińskiej kultury. Nie żeby Brenna zamierzała protestować, gdyby Crawleyówna uznała, że faktycznie chce tu przysiąść i zjeść na miejscu (mogły zawsze spróbować różnych rzeczy i kupić więcej, by zabrać ze sobą: Brenna uznała nagle, że to dopiero absolutnie genialny plan.)
– Hm… to miało być gdzieś przy siedemnastce? – spytała niepewnie, zatrzymując się pod jednym budynkiem. Może przejście do magicznego sklepu mieściło się w jednym z tych dwóch „na wierzchu”? Jeden to był chyba sklep z porcelaną, a z kolei drugi tuż obok wyglądał jak studio tatuażu, ale Brenna nie była pewna, do którego z nich powinny skierować swoje kroki.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.