16.05.2026, 17:21 ✶
– Czy w takim wypadku nie powinniśmy też spodziewać się błyskawic? – spytał Christoper. Sam nie był pewny, co byłoby gorsze. W tej chwili zdawało się mu, że błyskawice, ale miał dziwne wrażenie, że w wykonaniu Voldemorta i śmierciożerców każdy z tych żywiołów mógł rozbić pół Anglii.
Może naprawdę powinien kazać asystentce poszukać także domu gdzieś we Francji, w pobliżu kanału, dzielącego kraj od Anglii, i umieścić tam część swoich rzeczy. Przez moment rozważał Francję lub Włochy, ale ostatecznie nie chciał opuszczać kraju: miejsca, gdzie zbudował karierę, gdzie jego nazwisko było rozpoznawalne, gdzie mieszkała jego rodzina i przyjaciela (a i Victoria była jednym z tych argumentów, aby nie wynosić się w diabły). Nie był jednak pewien, czy jeżeli faktycznie czekają ich ataki wody, lodu oraz błyskawic nie zmieni w końcu zdania.
Christopher Rosier nigdy nie był bohaterem. I nawet mimo swego poczucia wyższości nie próbował nawet udawać, że nim jest.
– Nigdy tu nie byłem – przyznał uczciwie. – Mam przy sobie papiery zebrane przez Katty, są tam informacje o okolicy, ale tylko pobieżnie je przejrzałem.
Było tam coś o samym mieście (miało bardzo niewiele czarodziejskich punktów, ale chociaż normalnie Chris by na to narzekał, teraz uznawał za pewnego rodzaju zaletę, bo zmniejszało szansę, że miejsce przyciągnie uwagę śmierciożerców), a także kilka zdjęć okolicznych plaż. Rosier je jedynie przerzucił, aby upewnić się, że najbliższa okolica domu by mu pasowała (i stwierdził ostatecznie, że właściwie to nie wie, czy będzie mu to pasować: całe życie spędził w końcu albo w Hogwarcie, albo w mieście).
Nad propozycją nie namyślał się długo, nie analizował. Nie byłby nawet pewny, czy faktycznie próbuje wykorzystać albo tworzyć okazje, gdyby usłyszał to porównanie, które lubiła Victoria: przywykł po prostu do tego, że jeśli chciał coś zrobić albo zdobyć, to nie siadał czekając, aż samo wpadnie mu w ręce. Był zainteresowany, więc dlaczego miałby się bawić w jakieś zastanawianie albo udawanie, że jest inaczej?
Wyglądało jednak na to, że mieli spore szanse skończyć nie na plaży, a w Mungu, z ugryzieniami bachantek. Skrzydlate stworzona wypadły zza zasłony i rzuciły się ku Rosierowi, a choć czar Victorii zmiótł kilka z nich rzucając je na okno, to trzy wciąż frunęły ku Chrisowi. Machnął różdżką, próbując je odrzucić… i jednocześnie cofając tyłem przed atakiem wpadł na fotel.
flipendo
Czy wywalę się o fotel?
Może naprawdę powinien kazać asystentce poszukać także domu gdzieś we Francji, w pobliżu kanału, dzielącego kraj od Anglii, i umieścić tam część swoich rzeczy. Przez moment rozważał Francję lub Włochy, ale ostatecznie nie chciał opuszczać kraju: miejsca, gdzie zbudował karierę, gdzie jego nazwisko było rozpoznawalne, gdzie mieszkała jego rodzina i przyjaciela (a i Victoria była jednym z tych argumentów, aby nie wynosić się w diabły). Nie był jednak pewien, czy jeżeli faktycznie czekają ich ataki wody, lodu oraz błyskawic nie zmieni w końcu zdania.
Christopher Rosier nigdy nie był bohaterem. I nawet mimo swego poczucia wyższości nie próbował nawet udawać, że nim jest.
– Nigdy tu nie byłem – przyznał uczciwie. – Mam przy sobie papiery zebrane przez Katty, są tam informacje o okolicy, ale tylko pobieżnie je przejrzałem.
Było tam coś o samym mieście (miało bardzo niewiele czarodziejskich punktów, ale chociaż normalnie Chris by na to narzekał, teraz uznawał za pewnego rodzaju zaletę, bo zmniejszało szansę, że miejsce przyciągnie uwagę śmierciożerców), a także kilka zdjęć okolicznych plaż. Rosier je jedynie przerzucił, aby upewnić się, że najbliższa okolica domu by mu pasowała (i stwierdził ostatecznie, że właściwie to nie wie, czy będzie mu to pasować: całe życie spędził w końcu albo w Hogwarcie, albo w mieście).
Nad propozycją nie namyślał się długo, nie analizował. Nie byłby nawet pewny, czy faktycznie próbuje wykorzystać albo tworzyć okazje, gdyby usłyszał to porównanie, które lubiła Victoria: przywykł po prostu do tego, że jeśli chciał coś zrobić albo zdobyć, to nie siadał czekając, aż samo wpadnie mu w ręce. Był zainteresowany, więc dlaczego miałby się bawić w jakieś zastanawianie albo udawanie, że jest inaczej?
Wyglądało jednak na to, że mieli spore szanse skończyć nie na plaży, a w Mungu, z ugryzieniami bachantek. Skrzydlate stworzona wypadły zza zasłony i rzuciły się ku Rosierowi, a choć czar Victorii zmiótł kilka z nich rzucając je na okno, to trzy wciąż frunęły ku Chrisowi. Machnął różdżką, próbując je odrzucić… i jednocześnie cofając tyłem przed atakiem wpadł na fotel.
flipendo
Rzut O 1d100 - 74
Sukces!
Sukces!
Czy wywalę się o fotel?
Rzut N 1d100 - 17
Akcja nieudana
Akcja nieudana