17.05.2026, 15:28 ✶
Z oczywistych względów jej uśmieszek przeoczył, nie stracił więc swojej bezczelności w zachowaniu i mowie ciała, bo nie miał czym się speszyć. Odrobiny szacunku jednak do Lestrange nabrał, bo się wyraźnie postawiła sugestii, jakoby pomiędzy nią i Martą mogło zaiskrzyć coś tak absurdalnego jak przyjaźń. Nie można przecież było wiecznie chować głowy w piasek i chować się przed prawda o tym, że niektóre chwasty należało wyrywać, zanim zbyt mocno się zakorzenią. Okrutne to były myśli – niepasujące do duszy pełnej słońca, walijskich gór, lasów, rzek i jezior. Ktoś mający do nich wgląd zapewne nie uwierzyłby w to, jak delikatnym i czułym człowiekiem potrafił być Seisyll, kiedy udawało mu się zdusić na moment przekazaną mu w dziedzictwie klątwę krwi. Powinien urodzić się z drzemiącym wewnątrz rykiem smoka, zamiast tego urodził się z pustką w sercu. Salazar Slyherin wypełnił ją nieskończonym echem swoich słów, nakręcając w nim nienawiść i napędzając coraz większe paranoje.
– Niech budzi, może ją stąd wreszcie wypędzą – rzucił, z zaskakująco małą ilością empatii dla dziewczynki, która zmarła tu tragicznie w jego wieku z winy nauczyciela. Kogo wychowało dormitorium Ślizgonów, ten się w cyrku nie śmiał. Szczególnie, że w cyrku też pracowały te cholerne szlamy, a uśmiechnięcie się na widok ich występu było gwarancją towarzyskiego samobója. Albo nienawidziłeś, albo byłeś nienawidzony. – Wiem jak dostać się do piwnicy nieco szybciej. – Przyznał. Podszedł do kranu i obmył ręce, później twarz i włosy, żeby wypłukać z nich wodę śmierdzącą zapomnianym dekadę temu sedesem. Następnie ruszył w kierunku drzwi. – Chodź, Lestrange. – Nie powinien i nie zamierzał zdradza jej największych sekretów tego zamku, ale mógł zdradzić jej jedno z ukrytych przejść.
– Niech budzi, może ją stąd wreszcie wypędzą – rzucił, z zaskakująco małą ilością empatii dla dziewczynki, która zmarła tu tragicznie w jego wieku z winy nauczyciela. Kogo wychowało dormitorium Ślizgonów, ten się w cyrku nie śmiał. Szczególnie, że w cyrku też pracowały te cholerne szlamy, a uśmiechnięcie się na widok ich występu było gwarancją towarzyskiego samobója. Albo nienawidziłeś, albo byłeś nienawidzony. – Wiem jak dostać się do piwnicy nieco szybciej. – Przyznał. Podszedł do kranu i obmył ręce, później twarz i włosy, żeby wypłukać z nich wodę śmierdzącą zapomnianym dekadę temu sedesem. Następnie ruszył w kierunku drzwi. – Chodź, Lestrange. – Nie powinien i nie zamierzał zdradza jej największych sekretów tego zamku, ale mógł zdradzić jej jedno z ukrytych przejść.
walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
Salazar #7f4242