18.05.2026, 15:41 ✶
Śladem Astorii wpatrzył się w otaczające ich obrazy. Sylwetki postaci splecione w miłosnym tańcu, w pocałunkach, wydały mu się znajome. Swą fizjonomią przypominały odrobinę martwe ciała, blade ghule lub wampiry. Ich usta skąpane we krwi, ich ciała nieproporcjonalne, dziwnie wydłużone. Nawet skąd potrafił dostrzec ostre kości policzkowe na wychudzonych twarzach.
Tymczasem Valliantowie wydawali się delektować strachem swojej zdobyczy. Tak jakby czekali aż lęk zamarynuje ciała, nada mięsu niepowtarzalny smak. Ten chłód, te uprzedmiatawiające spojrzenia nasilały niepokój u Othella. Był bowiem miarowo odczłowieczany, pozbawiany swego niepowtarzalnego statusu. Stawał się nawet nie zwierzęciem, a workiem na krew. Pożywieniem.
— Masz rację — przyznał, spoglądając z ukosa na Astorię. Jej szmaragdowe oczy lśniły w nietypowo bladym świetle świec.
Czy to możliwe, że jakiś nieczysty, bezbożny rytuał mógł ich ocalić? Czy pokonałby te plugawe istoty? To wszystko brzmiało dziwnie znajomo. Othello, w czasach pracy w rodzinnym Mauzoleum, zdążył zgłębić trochę czarnej magii. Wymiana krwi, mieszanie porządków miłości i przemocy, dwóch sprzecznych pierwiastków, to czyniło takie czary jednocześnie niebezpiecznymi i pociągającymi. Krew stanowiła istotny składnik. Czarnoksięskie inkantacje wprost uwielbiały fragmenty ludzkiego ciała wyrwane z całości. A krew? Była półżywa, półmartwa. Te istoty kochały jej smak, bo zarazem odpowiadał ich naturze i dawała im coś, czego już nigdy nie mogli doświadczyć.
A zwykły człowiek pijący krew... zawsze łamał jakieś prawa. To mogło się więc udać, a jednak czegoś tu brakowało. Tego zmieszania, charakterystycznego dla rytuałów tego typu.
— Pocałunek musi połączyć się z piciem krwi — rzekł cicho, odrobinę chrapliwie. — Nie trzeba miłości. Zresztą to zawsze tylko pokaz, prawda? Tylko gra. Wszak czy "kocham cię" nie skonwencjonalizowało się na tyle, by utracić prawdziwe znaczenie? Czy to, co nazywamy miłością, nie jest jedynie konsekwencją w jednej decyzji? Czy małżeństwa to nie są zwykłe przysięgi? Czy pocałunek to coś więcej niż dotknięcie ust ustami?
Tymczasem Valliantowie wydawali się delektować strachem swojej zdobyczy. Tak jakby czekali aż lęk zamarynuje ciała, nada mięsu niepowtarzalny smak. Ten chłód, te uprzedmiatawiające spojrzenia nasilały niepokój u Othella. Był bowiem miarowo odczłowieczany, pozbawiany swego niepowtarzalnego statusu. Stawał się nawet nie zwierzęciem, a workiem na krew. Pożywieniem.
— Masz rację — przyznał, spoglądając z ukosa na Astorię. Jej szmaragdowe oczy lśniły w nietypowo bladym świetle świec.
Czy to możliwe, że jakiś nieczysty, bezbożny rytuał mógł ich ocalić? Czy pokonałby te plugawe istoty? To wszystko brzmiało dziwnie znajomo. Othello, w czasach pracy w rodzinnym Mauzoleum, zdążył zgłębić trochę czarnej magii. Wymiana krwi, mieszanie porządków miłości i przemocy, dwóch sprzecznych pierwiastków, to czyniło takie czary jednocześnie niebezpiecznymi i pociągającymi. Krew stanowiła istotny składnik. Czarnoksięskie inkantacje wprost uwielbiały fragmenty ludzkiego ciała wyrwane z całości. A krew? Była półżywa, półmartwa. Te istoty kochały jej smak, bo zarazem odpowiadał ich naturze i dawała im coś, czego już nigdy nie mogli doświadczyć.
A zwykły człowiek pijący krew... zawsze łamał jakieś prawa. To mogło się więc udać, a jednak czegoś tu brakowało. Tego zmieszania, charakterystycznego dla rytuałów tego typu.
— Pocałunek musi połączyć się z piciem krwi — rzekł cicho, odrobinę chrapliwie. — Nie trzeba miłości. Zresztą to zawsze tylko pokaz, prawda? Tylko gra. Wszak czy "kocham cię" nie skonwencjonalizowało się na tyle, by utracić prawdziwe znaczenie? Czy to, co nazywamy miłością, nie jest jedynie konsekwencją w jednej decyzji? Czy małżeństwa to nie są zwykłe przysięgi? Czy pocałunek to coś więcej niż dotknięcie ust ustami?
Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.