Nie z każdym można było nawiązać równie silną relację, co ona i Theseus. Rozumieli się bez słów, wiedzieli o sobie wszystko. Jednak potrzebne były również osoby jak Erik. Z którymi można było się spotkać od czasu do czasu, trochę powspominać, poćwiczyć, dowiedzieć się co słychać, a później pójść do domu. Może nie była to specjalnie bliska relacja, wiedziała jednak, że gdyby coś się działo - to może na niego liczyć. Więź, jaką nawiązali w Hogwarcie nie przepadła, nadal można było zauważyć tą nić porozumienia. Cieszyła się, że Longbottom nadal potrafi znaleźć dla niej czas, mimo, że wcale już nie było tacy młodzi.
- Grill, zimne piwo, to coś o czym marzę, a do tego słońce, jak najwięcej słońca. - Nie mogła doczekać się lata. Wtedy zawsze więcej się chciało, energia brała się znikąd. - Wyścig miotlarski to kolejna rzecz, za którą tęsknię Erik. Poczekajmy na czerwiec, wtedy będzie można coś wymyślić, chociaż maj też właściwie nie jest najgorszy. Możemy poszukać czegoś, na pewno są organizowane jakieś dla amatorów. - Pomimo tego, że wiedziala, iż jest niebezpiecznie nie przestawała planować, nie uważała, że może jej się przytrafić coś złego. Jak tylko wróci do domu, to przejrzy prasę, poszuka informacji o wyścigach miotlarskich w okolicy. Na pewno będzie to świetną zabawą.
Wcale nie tak łatwo było jej mówić o tym Erikowi. Poczuła jednak, że dobrze jej zrobi wygadanie się. Szczególnie, że nie byli ze sobą bardzo blisko, jakoś tak łatwiej było wtedy mówić o swoich obawach. Nie chciała marudzić, ale trochę przejęła się tym wszystkim. W końcu nie miała pojęcia do czego mogą się posunąć. Szczególnie kiedy groził jej własny brak. Gdy więzy krwi przestawały mieć znaczenie, a organizacja przesłaniała cały świat robiło się niebezpiecznie. Tacy byli śmierciożercy - fanatycy, ślepo podążający za swoim panem. - Niestety rodziny się nie wybiera. - Nie mogło być idealnie. W końcu dzięki nim została łowcą potworów, od dziecka uczyła się z nimi walczyć, jednak byli tradycjonalistami, do których nie docierało, że ich poglądy nie powinny mieć już racji bytu. Gerry przestała z tym walczyć, wiedziała, że nie ma możliwości by coś zmienić. - Straszne jest to, że bez zastanowienia robią wszystko, co tylko im każe. Nie umiem tego zrozumieć. - Skomentowała jeszcze.
Przyglądała się uważnie Erikowi, słuchała tego, co miał do powiedzenia. - Jest dla nich priorytetowa, ale w tym też leży problem. Nie chcą, aby tacy jak my łączyli swoją krew z mugolakami. Uważają, że jak pokażą, że sobie tego nie życzą, będą atakować, to coś zmienią i czystokrwistym odechce się romansowania z mugolakami. Tak właściwie, to nie wiem, myślą, że uda im się wygrać z prawdziwym uczuciem? Te wszystkie aranżowane małżeństwa uczyniły przecież już tyle krzywd. - Wiele osób kończyło nieszczęśliwych u boku osób, których nawet nie lubili. Jaki to miało sens? Kto by się spodziewał, że z Ger będzie taka romantyczka, wiele się zmienia, kiedy na swojej drodze spotyka się osobę, na której zaczyna zależeć.
Sama Yaxley już dawno przestała szukać logiki w zachowaniu popleczników Lorda Voldemorta. Uważała, że ich działania nie mają sensu. Kto bowiem sięga po argument jakim jest przemoc? Ci którym jest brak jakichkolwiek innych. Byli pod ścianą, jedyne co im pozostawało to siła, ale druga strona też ją miała i co najważniejsze nie wszyscy się ich bali, wręcz przeciwnie - dzielnie walczyli ryzykując swoje życie.
- Masz rację, w końcu nawet mi może zdarzyć się coś złego. Nie przywykłam jednak do tego że ktoś może się o mnie martwić. - Yaxley przez lata prowadziła raczej samotny tryb życia, nigdy nie musiała się nikomu tłumaczyć, ani akceptować tego, że ktoś po ludzku może się o nią martwić. Powinna trochę inaczej na to wszystko spojrzeć. Erik jej to uświadomił. Dobrze było czasem porozmawiać z kimś, z kim nie przebywało się na co dzień.
Nie dała Longbottomowi konkretnej informacji z kim się spotyka, bo to by była już przesada, nie byli przecież najbliższymi przyjaciółmi. Miała świadomość, że Thomas jest jego partnerem, ale najwyraźniej póki co sam mu nic wyśpiewał - chciała go trochę sprawdzić wspominając o tym Erikowi.
Ku jej zaskoczeniu zaklęcie, które rzuciła w stronę Erika faktycznie tam poleciało. Biedny, nie był na to gotowy - pewnie nie spodziewał się, że uda jej się jej cokolwiek wyczarować. Nie ma się co dziwić - w końcu ostatnio różdżka w ogóle nie chciała z nią współpracować. Uśmiechnęła się fo siebie, zadowolona, że jej się udało. - Wszystko gra? - Wolała zapytać, choć chyba niepotrzebnie, Longbottom próbował rzucić zaklęcie w jej kierunku, niestety nic się nie wydarzyło. Czuła, że niedługo zacznie się denerwować - tak jak ona ostatnim razem. Nie czekała jednak długo. To był jej dzień. Machnęła szybko różdżką i mruknęła pod nosem zaklęcie. Chciała wyczarować pod Erikiem dziurę - w którą wpadnie - dół.
Sukces!