18.05.2026, 23:12 ✶
Astoria skinęła głową powoli, niemal odruchowo, kiedy kobieta przedstawiła się pełnym imieniem i nazwiskiem. W tym geście kryło się ciche potwierdzenie - pamiętała. Może nie znały się dobrze, może ich dotychczasowe interakcje ograniczały się do przelotnych spotkań na salonach, wymienionych mimochodem uprzejmości albo krótkich rozmów prowadzonych gdzieś między tańcem a kolejnym toastem podczas sabatów, ale nazwisko nie było jej obce. Jednocześnie absolutnie nie zdziwił jej brak rozpoznania z drugiej strony. To było naturalne. Ich światy przecinały się jedynie powierzchownie, nie oczekiwała zapamiętania, choć czarodzieje zwykle kojarzyli rodzinę, prestiż i galerię.
- Masz rację - mruknęła. Na wspomnienie Munga jej spojrzenie mimowolnie przesunęło się ku wylotowi alejki, gdzie wciąż przewijały się pojedyncze sylwetki uciekających ludzi, a echo zamieszania odbijało się od kamienic coraz bardziej stłumionym pogłosem. Dopiero teraz, kiedy adrenalina zaczynała ustępować, jej umysł był w stanie naprawdę wyobrazić sobie skalę tego, co właśnie wydarzyło się na ulicy. Mung musiał tonąć w chaosie. Połamane kości. Stratowani ludzie. Ataki paniki. Oparzenia od rzuconych zaklęć. Ta myśl sprawiła, że mimowolnie zacisnęła mocniej szczękę. Nie chciała tam trafić, jeśli nie musiała. Dlatego na kilka sekund odsunęła od siebie wszystko inne i skupiła się wyłącznie na własnym ciele. Powoli nabrała powietrza. Żebra zaprotestowały tępo przy głębszym wdechu, ale nie poczuła ostrego ukłucia, które sugerowałoby coś poważniejszego. Stopy pulsowały nieprzyjemnie po tym, jak wielokrotnie ktoś nadepnął na nie w tłumie, a jedno kolano nadal piekło po upadku na bruk. Oddech pozostawał nierówny, odrobinę zbyt płytki, jednak znała swoje ciało na tyle dobrze, by wyłapać różnicę między zmęczeniem a prawdziwym zagrożeniem. Włochatość serca zmusiła ją do ostrożności wobec własnego organizmu; nauczyła ją słuchać sygnałów szybciej niż inni. Była poobijana, ale chyba nic poza tym. Dopiero teraz zaczynało do niej docierać, jak bardzo była spięta - jak całe ciało pozostawało w gotowości jeszcze długo po tym, gdy zagrożenie minęło. Mięśnie karku bolały od napięcia, dłonie miała lodowate mimo przyspieszonego pulsu, a w uszach nadal pobrzmiewał jej tamten chaos.
- Mi chyba też nic poważnego nie dolega. Najwyżej wezwę uzdrowiciela do domu - dodała i wzięła powoli głębszy wdech, a potem kolejny. - Wygląda na to, że już nawet maszerować nie wolno - uśmiechnęła się jeszcze blado. Nie popierała tego marszu. Nawet teraz, po wszystkim, nie zamierzała nagle zmieniać własnych przekonań pod wpływem chwili. Charłaki pozostawały dla niej ludźmi stojącymi obok magicznego świata, nigdy naprawdę w jego centrum. A jednak atakowanie tłumu pełnego przypadkowych ludzi - kobiet, starszych czarodziejów, przechodniów, osób, które równie dobrze mogły znaleźć się tam przez zwykły pech - wydawało jej się czymś prymitywnym. Tanim i chaotycznym. Pozbawionym jakiejkolwiek klasy czy honoru, nawet jeśli sama idea marszu wzbudzała w niej głównie obojętność i irytację.
Westchnęła cicho i otworzyła oczy, czując, że myśli wreszcie zaczynają układać się w znajomy porządek. Emocje nadal pulsowały gdzieś pod powierzchnią, ale przestawały nią rządzić. Zaczęła się zastanawiać, czy będzie się w stanie teleportować, czy jednak będzie zmuszona prosić o pomoc.
- Niestety. Ale jeśli zmienisz zdanie albo będziesz czegoś potrzebowała, znajdziesz mnie w galerii OdNowa - Astoria nie puszczała w niepamięć swoich długów, dlatego zostawiła dziewczynie furtkę.
- Masz rację - mruknęła. Na wspomnienie Munga jej spojrzenie mimowolnie przesunęło się ku wylotowi alejki, gdzie wciąż przewijały się pojedyncze sylwetki uciekających ludzi, a echo zamieszania odbijało się od kamienic coraz bardziej stłumionym pogłosem. Dopiero teraz, kiedy adrenalina zaczynała ustępować, jej umysł był w stanie naprawdę wyobrazić sobie skalę tego, co właśnie wydarzyło się na ulicy. Mung musiał tonąć w chaosie. Połamane kości. Stratowani ludzie. Ataki paniki. Oparzenia od rzuconych zaklęć. Ta myśl sprawiła, że mimowolnie zacisnęła mocniej szczękę. Nie chciała tam trafić, jeśli nie musiała. Dlatego na kilka sekund odsunęła od siebie wszystko inne i skupiła się wyłącznie na własnym ciele. Powoli nabrała powietrza. Żebra zaprotestowały tępo przy głębszym wdechu, ale nie poczuła ostrego ukłucia, które sugerowałoby coś poważniejszego. Stopy pulsowały nieprzyjemnie po tym, jak wielokrotnie ktoś nadepnął na nie w tłumie, a jedno kolano nadal piekło po upadku na bruk. Oddech pozostawał nierówny, odrobinę zbyt płytki, jednak znała swoje ciało na tyle dobrze, by wyłapać różnicę między zmęczeniem a prawdziwym zagrożeniem. Włochatość serca zmusiła ją do ostrożności wobec własnego organizmu; nauczyła ją słuchać sygnałów szybciej niż inni. Była poobijana, ale chyba nic poza tym. Dopiero teraz zaczynało do niej docierać, jak bardzo była spięta - jak całe ciało pozostawało w gotowości jeszcze długo po tym, gdy zagrożenie minęło. Mięśnie karku bolały od napięcia, dłonie miała lodowate mimo przyspieszonego pulsu, a w uszach nadal pobrzmiewał jej tamten chaos.
- Mi chyba też nic poważnego nie dolega. Najwyżej wezwę uzdrowiciela do domu - dodała i wzięła powoli głębszy wdech, a potem kolejny. - Wygląda na to, że już nawet maszerować nie wolno - uśmiechnęła się jeszcze blado. Nie popierała tego marszu. Nawet teraz, po wszystkim, nie zamierzała nagle zmieniać własnych przekonań pod wpływem chwili. Charłaki pozostawały dla niej ludźmi stojącymi obok magicznego świata, nigdy naprawdę w jego centrum. A jednak atakowanie tłumu pełnego przypadkowych ludzi - kobiet, starszych czarodziejów, przechodniów, osób, które równie dobrze mogły znaleźć się tam przez zwykły pech - wydawało jej się czymś prymitywnym. Tanim i chaotycznym. Pozbawionym jakiejkolwiek klasy czy honoru, nawet jeśli sama idea marszu wzbudzała w niej głównie obojętność i irytację.
Westchnęła cicho i otworzyła oczy, czując, że myśli wreszcie zaczynają układać się w znajomy porządek. Emocje nadal pulsowały gdzieś pod powierzchnią, ale przestawały nią rządzić. Zaczęła się zastanawiać, czy będzie się w stanie teleportować, czy jednak będzie zmuszona prosić o pomoc.
- Niestety. Ale jeśli zmienisz zdanie albo będziesz czegoś potrzebowała, znajdziesz mnie w galerii OdNowa - Astoria nie puszczała w niepamięć swoich długów, dlatego zostawiła dziewczynie furtkę.
learn the rules
then break some
then break some