• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [07.10.72] Get your pride out of your mouth

[07.10.72] Get your pride out of your mouth
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#14
19.05.2026, 01:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2026, 01:37 przez Astoria Avery.)  
Powietrze na balkonie było chłodne, ale nieprzyjemny ciężar rozmowy miał w sobie coś duszniejszego niż nocne ciepło. Astoria wyprostowała się powoli, niemal dostojnie, jakby sama postawa była ostatnią linią obrony przed tym wszystkim, co próbowało przedrzeć się głębiej pod skórę. - Udawanie? - powtórzyła, jakby ważyła prawdziwość tej tezy. Cichy oddech opuścił jej usta, przypominając krótkie parsknięcie rozbawienia, choć w jej spojrzeniu nie było nic lekkiego. - Po prostu nie wkładam już ręki do ognia, tylko dlatego, że podobają mi się tańczące płomienie - wypowiedziała to cicho, ale między słowami rozciągało się znacznie więcej, niż powiedziała wprost. Bo przecież kiedyś właśnie to robiła. Zachłystywała się ogniem bez zastanowienia. Wtedy płomienie wydawały się czymś pięknym - jasnym, żywym, hipnotyzującym. Nie myślała o tym, że ogień nie przestaje parzyć tylko dlatego, że rzuca złote światło.
Kącik jej ust drgnął ledwie zauważalnie, cieniem uśmiechu, który nie miał w sobie ani ciepła, ani prawdziwego rozbawienia. Bardziej coś na kształt gorzkiej satysfakcji. Jakby właśnie potwierdził jej coś, czego i tak była pewna. Ten odruchowy nacisk palców, ta potrzeba odebrania kontroli choćby w najdrobniejszym geście - Louvain pozostał sobą bardziej, niż pewnie chciałby przyznać. Nawet teraz. Nawet wobec niej. Ból przeszedł przez wnętrze dłoni ostrą, cienką linią, niemal elektrycznym impulsem, który na moment napiął mięśnie jej ramienia. Po Spalonej Nocy jej ciało zdradzało ją szybciej niż dawniej. Dym, obrażenia, tygodnie dochodzenia do siebie pozostawiły po sobie ślady głębsze niż tylko zmęczenie. Wciąż była smukła i elegancka, ale pod tą elegancją kryła się kruchość, której nienawidziła bardziej niż własnego strachu. Czasem czuła ją w płucach podczas zbyt szybkiego oddechu. Czasem w osłabieniu dłoni. Teraz odezwała się właśnie tam, pod jego palcami. A jednak nawet jeden mięsień nie drgnął jej na twarzy. Nie cofnęła się. Nie spuściła wzroku. Nie pozwoliła sobie na najmniejszy grymas. Zamiast tego uniosła drugą dłoń i zaczęła powoli rozmasowywać uwolniony nadgarstek, spokojnym, znudzonym ruchem, jakby poprawiała po prostu niewidoczne zagniecenie materiału. Cała jej duma była właśnie w takich chwilach - w milczeniu wobec bólu, którego nikt nie miał prawa zobaczyć. Patrzyła mu prosto w oczy z tą samą hardą pewnością, teraz jednak nie było między nimi szkolnych przepychanek ani flirtu ukrytego pod warstwą złośliwości. Było coś cięższego. Ostrzejszego. Bo nie była jego przeciwnikiem. I właśnie dlatego ten pokaz siły wydawał jej się absurdalny.
Nie atakowała go, nie próbowała go zdemaskować, szantażować ani wyciągać z niego sekretów dla własnej korzyści. A mimo to zareagował dokładnie tak, jak reagują ludzie, którzy przywykli, że każdy kontakt jest walką o dominację. Jakby nawet najdelikatniejszy dotyk musiał zostać natychmiast sprowadzony do odpowiednich proporcji siły. To mówiło o nim więcej niż wszystkie jego wcześniejsze metafory o sztuce, chaosie i poświęceniu. Może to zabolało bardziej niż sam uścisk. Bo przez krótką chwilę naprawdę chciała zobaczyć w jego oczach coś innego. Nie słabość, ale może cień człowieka, którego kiedyś znała tak dobrze. Tymczasem Louvain nadal odpowiadał instynktem drapieżnika.
Uśmiech zbladł odrobinę na dźwięk jego słów, choć nie zniknął całkowicie. Pozostał gdzieś przy kąciku ust, cienki i chłodny jak rysa na porcelanie.
- Nie musisz mi tego mówić - odparła, może trochę za ostro. Miał przecież rację, dobrze już było. Dobrze było wtedy, kiedy Julian jeszcze żył i jego obecność wydawała się czymś oczywistym, niezniszczalnym, jakby starszy brat miał istnieć obok niej zawsze. Dobrze było, zanim śmierć przyszła do nich w tak absurdalnie brutalny sposób, pozostawiając po sobie nie tylko pustkę, ale i ogromny gniew. Dobrze było, zanim uzdrowiciele zaczęli mówić do niej ostrożniejszym tonem, zanim nauczyła się rozpoznawać po spojrzeniach innych, że choroba nie jest już tylko przejściowym problemem. Zanim fiolki eliksirów stały się równie naturalnym elementem jej życia co biżuteria odkładana wieczorem na toaletkę. Dobrze było, zanim Londyn zaczął pachnieć dymem. Zanim ludzie zaczęli mówić o wojnie nie jak o odległej możliwości, lecz jak o czymś, co już stoi pod drzwiami i tylko czeka na odpowiedni moment. Dlatego jego słowa nie robiły na niej wrażenia objawienia. Nie odkrywały przed nią żadnej brutalnej prawdy o świecie. Astoria znała ją aż za dobrze. Może nawet lepiej niż chciałby zakładać. Nie potrzebowała, żeby ktoś tłumaczył jej, że bezpieczeństwo jest iluzją. Iluzje kończyły się zwykle wtedy, gdy człowiek po raz pierwszy wyciągał rękę do trumny kogoś, kogo kochał.
Louvain zawsze miał w sobie urok ludzi, którzy wchodzą do pomieszczenia z przekonaniem, że świat powinien zrobić im miejsce. Jeszcze w Hogwarcie poruszał się tak, jakby nigdy nie przyszło mu zapłacić ceny za własne decyzje. Jakby życie było wyłącznie kolejną sceną, na której wystarczy odpowiednio rozłożyć ręce i uśmiechnąć się odrobinę pewniej od innych. Nawet jego okrucieństwo bywało wtedy lekkie. Młodzieńcze. Niepozbawione egoizmu, ale wciąż jeszcze nie do końca świadome własnego ciężaru. Teraz było inaczej. Teraz widziała człowieka, który za maską pozorów ukrywał znacznie większy bagaż, niż chciałby przyznać. Nie odsunęła się. Może dlatego, że pod całą jego bezczelnością, pod potrzebą kontroli i tym nieustannym balansowaniem na granicy manipulacji, dostrzegła coś więcej.
- Nie oczekuję od ciebie obietnic o spokoju ani bezpieczeństwie - odezwała się w końcu cicho. Nie wyglądała jak ktoś proszący o ratunek. Nigdy nie pozwoliłaby sobie na coś takiego. Mimot to jego propozycja była kusząca właśnie dlatego, że nie próbowała udawać niewinności. Astoria wiedziała aż za dobrze, że los ani Matka nie nagradzały ludzi dobrych ani ostrożnych.
- Chcę tylko wiedzieć, czy jeśli zdecyduję się podejść bliżej... sceny, to nie potraktujesz mnie jak kolejnego pionka do przesunięcia wtedy, kiedy będzie ci wygodnie - rozumiała zamysł, potrafiła wyobrazić sobie, że nie byłaby wtajemniczana w strategie, że nikt nie będzie na nią chuchać i dmuchać, ale teraz nie chodziło o sprawę, o konsekwencje jej decyzji ani o ryzyko, które miałaby podjąć. Chodziło o niego. O jego kalkulacje i zachowania. - Czy będziesz ze mną szczery. Na tyle, na ile w ogóle jeszcze potrafisz. Czy kiedy przyjdzie odpowiedni moment, nie poświęcisz mnie bez mrugnięcia okiem dla własnych ambicji - w jej głosie nie było dramatyzmu. Właśnie to czyniło te słowa cięższymi. Nie brzmiały jak emocjonalny wyrzut ani echo dawnej urazy. Bardziej jak chłodna analiza osoby, która znała go kiedyś zbyt dobrze i wiedziała, jak łatwo  potrafił oddzielać ludzi od własnych celów, kiedy uznawał, że rachunek strat nadal się opłaca. Nie chciała być marionetką w jego rękach; w niczyich rękach. Chciała podejmować świadome decyzje, logiczne i spójne z jej światopoglądem.
Czy rozsądniej było przeczekać? Przeczekać burzę z dala od centrum wydarzeń. Nie wychylać się bardziej, niż było konieczne. Chronić rodzinę. Siebie. Brać lekarstwa, pilnować spokoju, żyć ostrożnie, jakby odpowiednio delikatne ruchy mogły oszukać los i sprawić, że ominie ich to wszystko jeszcze raz. Tylko że Spalona Noc udowodniła jej coś znacznie gorszego. Że można stać z boku i mimo to znaleźć się w samym środku piekła. Bierność nie chroniła przed konsekwencjami, tylko oddawała kontrolę komuś innemu. A Astoria nienawidziła braku kontroli. Mimo wszystko jego ostatnie słowa zabrzmiały w jej głowie zbyt znajomo. Dla siebie i swoich bliskich. I choć rozumiała logikę stojącą za tymi słowami, choć część niej nawet chciała w nią uwierzyć, instynktownie wyczuwała w tym także subtelne przesunięcie ciężaru, jakieś eleganckie popchnięcie w stronę decyzji, którą on sam uważał za słuszną. Próba manipulacji, aż za dobrze jej znana. Może właśnie to wahało ją najbardziej. Nie sama idea. Nie nawet ryzyko. Tylko fakt, że stojąc obok niego, zaczynała rozumieć, jak łatwo można pomylić własne pragnienia z cudzym wpływem. Odwróciła lekko głowę, spoglądając na niego kątem oka. Wyglądał niemal tak samo, jak dawniej. A jednak teraz widziała też ciężar ukryty pod elegancją. Zmęczenie schowane pod ironią. Coś znacznie mniej nietykalnego, niż próbował pokazywać. I paradoksalnie to sprawiało, że wierzyła mu bardziej, niż wtedy, gdy próbował ją oczarować.
- Co musiałabym zrobić? - wyrwało się z jej ust, zanim zdążyła powstrzymać napływ ciekawości.


learn the rules
then
break some

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (10177), Louvain Lestrange (9759)




Wiadomości w tym wątku
[07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 15.01.2026, 04:36
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 20.01.2026, 03:06
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 27.02.2026, 20:42
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 06.03.2026, 03:04
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 08.03.2026, 21:15
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 14.03.2026, 17:14
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 15.03.2026, 21:13
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 17.03.2026, 03:29
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 29.03.2026, 21:57
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 03.04.2026, 02:09
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 29.04.2026, 01:41
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 13.05.2026, 01:12
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 14.05.2026, 22:40
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 19.05.2026, 01:26
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 29.05.2026, 23:09
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 04.06.2026, 17:30
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 08.06.2026, 01:03
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 10.06.2026, 00:17

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa