19.05.2026, 15:45 ✶
Jeśli szło o Kate, to prawda była taka, że istnienia charłaków w ogóle nie dostrzegała.
Byli gdzieś tam, ale ich nie zauważała, nie miała z nimi kontaktu i nie interesowało ich, co robią ze swoim życiem. Nigdy nie zastanowiła się nad tym, że bez różdżek nie mogą dostać się na ulicę Pokątną. Ani nad tym, że większość z nich wcale nie mogła odejść do świata mugoli, bo nie mogli ot tak sami załatwić sobie niemagicznych dokumentów, papierów o ukończonej edukacji, odnaleźć w świecie, z dala od którego mieszkali jako dzieci. Nie obchodził jej ten marsz nie dlatego, że była złą osobą, że potępiała charłaki albo że chciałaby, aby spotkało ich coś złego: po prostu to nie miało znaczenia w świecie Kate Barcklay.
Ale na ludzi, którzy postanowili ot tak atakować, była zła. Nie poparłaby nawet napaści na charłaka, a już na pewno nie mogła poprzeć czegoś, co wywołało ogólny chaos, skończyło się z pewnością wieloma obrażeniami, zniszczonym mieniem i przy okazji zaangażowało osobiście i ją.
Jeśli przeciwnicy charłaków chcieli coś tym uzyskać, to tylko tyle, że Kate miała teraz ochotę wpłacić parę galeonów na jakąś organizację tylko im na złość.
Ale do Astorii uśmiechnęła się nawet całkiem pogodnie, choć i z odrobiną współczucia.
– Jeżeli masz prywatnego medyka, to na pewno będzie najlepsze wyjścia – powiedziała. – Teleportować cię dokądś czy tutaj się rozstaniemy?
Sama miała zamiar początkowo wrócić za pomocą sieci Fiuu, ale w tej chwili szukanie czynnego kominka nie wydawało się jej najlepszym pomysłem. Postanowiła więc po prostu przeteleportować się stąd o jakiegoś bezpiecznego miejsca, gdzie będzie mogła odpocząć, a potem udać się dalej, nawet na dwa czy trzy skoki.
– Dziękuję. Zapamiętam – stwierdziła po prostu, kiwając głową. Wiele osób byłoby pewnie zachwyconych przysługą u Averych, ale Kate żyła w takim oddaleniu od Londynu i jego spraw, że nie potrafiła sobie wyobrazić, do czego miałaby użyć takiej przysługi.
Uśmiechnęła się więc jeszcze tylko jeszcze raz, zanim – czy to sama, czy z Astorią, by ją odstawić pod właściwe miejsce – znikła z trzaskiem.
Byli gdzieś tam, ale ich nie zauważała, nie miała z nimi kontaktu i nie interesowało ich, co robią ze swoim życiem. Nigdy nie zastanowiła się nad tym, że bez różdżek nie mogą dostać się na ulicę Pokątną. Ani nad tym, że większość z nich wcale nie mogła odejść do świata mugoli, bo nie mogli ot tak sami załatwić sobie niemagicznych dokumentów, papierów o ukończonej edukacji, odnaleźć w świecie, z dala od którego mieszkali jako dzieci. Nie obchodził jej ten marsz nie dlatego, że była złą osobą, że potępiała charłaki albo że chciałaby, aby spotkało ich coś złego: po prostu to nie miało znaczenia w świecie Kate Barcklay.
Ale na ludzi, którzy postanowili ot tak atakować, była zła. Nie poparłaby nawet napaści na charłaka, a już na pewno nie mogła poprzeć czegoś, co wywołało ogólny chaos, skończyło się z pewnością wieloma obrażeniami, zniszczonym mieniem i przy okazji zaangażowało osobiście i ją.
Jeśli przeciwnicy charłaków chcieli coś tym uzyskać, to tylko tyle, że Kate miała teraz ochotę wpłacić parę galeonów na jakąś organizację tylko im na złość.
Ale do Astorii uśmiechnęła się nawet całkiem pogodnie, choć i z odrobiną współczucia.
– Jeżeli masz prywatnego medyka, to na pewno będzie najlepsze wyjścia – powiedziała. – Teleportować cię dokądś czy tutaj się rozstaniemy?
Sama miała zamiar początkowo wrócić za pomocą sieci Fiuu, ale w tej chwili szukanie czynnego kominka nie wydawało się jej najlepszym pomysłem. Postanowiła więc po prostu przeteleportować się stąd o jakiegoś bezpiecznego miejsca, gdzie będzie mogła odpocząć, a potem udać się dalej, nawet na dwa czy trzy skoki.
– Dziękuję. Zapamiętam – stwierdziła po prostu, kiwając głową. Wiele osób byłoby pewnie zachwyconych przysługą u Averych, ale Kate żyła w takim oddaleniu od Londynu i jego spraw, że nie potrafiła sobie wyobrazić, do czego miałaby użyć takiej przysługi.
Uśmiechnęła się więc jeszcze tylko jeszcze raz, zanim – czy to sama, czy z Astorią, by ją odstawić pod właściwe miejsce – znikła z trzaskiem.
Koniec sesji