19.05.2026, 17:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.05.2026, 17:57 przez Brenna Longbottom.)
Kiedy tylko uwolnili się z zamknięcia, pierwszym co zrobiła Brenna, było zrobienie na górze kawy. Zazwyczaj była raczej tą bardziej opanowaną, dość pogodną i czerpiącą skądś ogromne zasoby energii, ale czuła, że jeśli tej kawy nie wypije, to stanie na środku korytarza i zacznie krzyczeć.
Nie żeby wiele osób usłyszało, bo było już tak późno, że w Ministerstwie zostali głównie pracownicy służb szybkiego reagowania i bezpieczeństwa. Ale i tak byłoby to trochę kłopotliwe, więc po prostu opadła na krzesło, siedziała na tym przez jakieś pięć minut i popijała kawę, wpatrując się we wciąż puste biurko Stanleya Borgina. Pocieszała się myślą, że przynajmniej po tym paskudnym dniu, który nadciągnął po w sumie to nieprzespanej prawie nocy i innym, ciężkim dniu, przynajmniej nie musi go oglądać. Dopiero potem skończyła papierkową robotę, zanim wyszła z Atreusem. Kofeina trochę rozjaśniła jej w głowie, a poza tym wymawianie się teraz zmęczeniem tylko naprawdę by spowodowało, że nigdy nie otworzyłaby ust, żeby z nim pogadać. Właściwie na pewno się domyślał i wątpiła by czymś mogła go zaskoczyć – jakby… swego czasu wyczuwał, kiedy w coś się wpakowała, a nawet jeśli pakowała się w coś często w pracy, to było tego trochę za dużo, i po prawdzie też nigdy ani ona, ani Zakon nie dokonali czegoś tak spektakularnego, aby opowiedzenie o tym mogło na kimś zrobić wrażenie, nigdy nie mieli większych sukcesów. Ale chyba przynajmniej wypadało, żeby usłyszał to od niej.
Herbata wypita w tym domu raz przyprawiła ją o halucynacje, ale Brenna wciąż zrzucała je na samotniczki, i raz sprawiła, że Brenna zasnęła na kanapie, ale to z kolei zrzucała na zmęczenie. Sięgnęła więc po kubek bez większego namysłu i nawet nie spytała, czy znowu nie piją jakiejś dziwnej mieszanki. O alkohol nie prosiła: nawet gdyby pijała go regularnie, to w tym momencie zdawał się jej bardzo złym pomysłem.
– Taaaak, że chyba wypada powiedzieć tak wprost, że kiedy nie pakuję się w kłopoty w związku z pracą, to pakuję się w kłopoty, bo poprosił o pomoc ktoś, kto miał jakieś problemy z naśladowcami i innymi w szlafrokach. W rodzaju… jak ktoś musi się ukryć, bo go szukają, albo coś wie, i nie może iść do ministerstwa, żeby nie skończyć trzy metry pod ziemią, to często przychodzi tak jakby do mnie albo do kogoś, komu pomagam.
Nie żeby wiele osób usłyszało, bo było już tak późno, że w Ministerstwie zostali głównie pracownicy służb szybkiego reagowania i bezpieczeństwa. Ale i tak byłoby to trochę kłopotliwe, więc po prostu opadła na krzesło, siedziała na tym przez jakieś pięć minut i popijała kawę, wpatrując się we wciąż puste biurko Stanleya Borgina. Pocieszała się myślą, że przynajmniej po tym paskudnym dniu, który nadciągnął po w sumie to nieprzespanej prawie nocy i innym, ciężkim dniu, przynajmniej nie musi go oglądać. Dopiero potem skończyła papierkową robotę, zanim wyszła z Atreusem. Kofeina trochę rozjaśniła jej w głowie, a poza tym wymawianie się teraz zmęczeniem tylko naprawdę by spowodowało, że nigdy nie otworzyłaby ust, żeby z nim pogadać. Właściwie na pewno się domyślał i wątpiła by czymś mogła go zaskoczyć – jakby… swego czasu wyczuwał, kiedy w coś się wpakowała, a nawet jeśli pakowała się w coś często w pracy, to było tego trochę za dużo, i po prawdzie też nigdy ani ona, ani Zakon nie dokonali czegoś tak spektakularnego, aby opowiedzenie o tym mogło na kimś zrobić wrażenie, nigdy nie mieli większych sukcesów. Ale chyba przynajmniej wypadało, żeby usłyszał to od niej.
Herbata wypita w tym domu raz przyprawiła ją o halucynacje, ale Brenna wciąż zrzucała je na samotniczki, i raz sprawiła, że Brenna zasnęła na kanapie, ale to z kolei zrzucała na zmęczenie. Sięgnęła więc po kubek bez większego namysłu i nawet nie spytała, czy znowu nie piją jakiejś dziwnej mieszanki. O alkohol nie prosiła: nawet gdyby pijała go regularnie, to w tym momencie zdawał się jej bardzo złym pomysłem.
– Taaaak, że chyba wypada powiedzieć tak wprost, że kiedy nie pakuję się w kłopoty w związku z pracą, to pakuję się w kłopoty, bo poprosił o pomoc ktoś, kto miał jakieś problemy z naśladowcami i innymi w szlafrokach. W rodzaju… jak ktoś musi się ukryć, bo go szukają, albo coś wie, i nie może iść do ministerstwa, żeby nie skończyć trzy metry pod ziemią, to często przychodzi tak jakby do mnie albo do kogoś, komu pomagam.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.