19.05.2026, 21:38 ✶
Czyli w brygadzie również panowała nerwowa atmosfera. Electra zastanawiała się, czy tak właśnie czuli się ludzie w trakcie ważnych wydarzeń historycznych; jakby cała rzeczywistość zaczynała się kręcić wokół tej jednej rzeczy. Ona sama przyszła na świat już po zakończeniu wielkiej wojny, ale dorastając Londynie, mogła dostrzec pozostałości po zniszczeniach. Czy przed jej wybuchem w społeczeństwie także dało się odczuć napięcie? Jeśli tak, to jak radzili sobie z nim jej rodzice, którzy również byli wtedy nastolatkami? Część Prewettówny chciała spytać mamę o radę, ale druga część zdawała sobie sprawę z tego, że przywoływanie wspomnień dotyczących wojny w jej obecnym stanie nie było najlepszym pomysłem.
Na szczęście komentarz Hesii wyrwał ją z tych dołujących rozmyślań. Dziewczyna miała rację; niezależnie od napięć wywołanych manifestem jakiegoś oszołoma, życie toczyło się na tyle normalnie, że brygadziści wciąż rozglądali się za porzuconymi miotłami. Może właśnie ostentacyjne nieprzejmowanie się było jednym z rodzajów oporu? Oczywiście, nie chodziło o czystokrwistych pokroju Electry, ale widok mugolaków cieszących się pełnią życia zapewne wkurzyłby zwolenników Lorda Voldemorta.
– Tak, masz rację. – uśmiechnęła się do Bletchley, po tym jak ta dodała jej otuchy. – Mam nadzieję... Tak czy siak nie jest im to na rękę. – Prewettówna nie interesowała się jakoś bardzo polityka (w sumie to wcale), lecz w ciągu swojego nastoletniego życia była świadkiem paru wydarzeń, które podkopały jej zaufanie do władz; kontrowersje związane z Nobby'm Leachem, brak reakcji na postulaty charłaków, przyzwolenie na dyskryminację osób o statusie krwi innym niż czysta... Lista była całkiem długa, ale nigdy nie spodziewałaby się, że pozwolą działać jakiemuś wariatowi, który siał strach w społeczeństwie. – Jestem pewna, że aurorzy tacy jak twój tato szybko sobie z nim poradzą. – z tego co słyszała, pan Bletchley był prawdziwym profesjonalistą.
Obróciła trzymaną w dłoniach miotłę. Gdyby teraz pożegnała się z Hestią, mogłaby sprawnie uniknąć kwestii mandatu. Jednak bardzo miło rozmawiało jej się z koleżanką i nie chciała, by dzisiejsza wpadka położyła się cieniem na całej ich relacji. Najchętniej posiedziałaby z nią jeszcze chwilę.
– Wracając... Przepraszam za tę akcję z miotłą pani władzo. Bardzo żałuję i nie będę już więcej tak robić. – powiedziała tonem trochę przerysowanym, ale z pewnością szczerym. – A teraz, skoro otrzymałam już odpowiednią naganę to... Mogę wiedzieć o której kończy pani dyżur? – uśmiechnęła się do Bletchley zachęcająco.
Na szczęście komentarz Hesii wyrwał ją z tych dołujących rozmyślań. Dziewczyna miała rację; niezależnie od napięć wywołanych manifestem jakiegoś oszołoma, życie toczyło się na tyle normalnie, że brygadziści wciąż rozglądali się za porzuconymi miotłami. Może właśnie ostentacyjne nieprzejmowanie się było jednym z rodzajów oporu? Oczywiście, nie chodziło o czystokrwistych pokroju Electry, ale widok mugolaków cieszących się pełnią życia zapewne wkurzyłby zwolenników Lorda Voldemorta.
– Tak, masz rację. – uśmiechnęła się do Bletchley, po tym jak ta dodała jej otuchy. – Mam nadzieję... Tak czy siak nie jest im to na rękę. – Prewettówna nie interesowała się jakoś bardzo polityka (w sumie to wcale), lecz w ciągu swojego nastoletniego życia była świadkiem paru wydarzeń, które podkopały jej zaufanie do władz; kontrowersje związane z Nobby'm Leachem, brak reakcji na postulaty charłaków, przyzwolenie na dyskryminację osób o statusie krwi innym niż czysta... Lista była całkiem długa, ale nigdy nie spodziewałaby się, że pozwolą działać jakiemuś wariatowi, który siał strach w społeczeństwie. – Jestem pewna, że aurorzy tacy jak twój tato szybko sobie z nim poradzą. – z tego co słyszała, pan Bletchley był prawdziwym profesjonalistą.
Obróciła trzymaną w dłoniach miotłę. Gdyby teraz pożegnała się z Hestią, mogłaby sprawnie uniknąć kwestii mandatu. Jednak bardzo miło rozmawiało jej się z koleżanką i nie chciała, by dzisiejsza wpadka położyła się cieniem na całej ich relacji. Najchętniej posiedziałaby z nią jeszcze chwilę.
– Wracając... Przepraszam za tę akcję z miotłą pani władzo. Bardzo żałuję i nie będę już więcej tak robić. – powiedziała tonem trochę przerysowanym, ale z pewnością szczerym. – A teraz, skoro otrzymałam już odpowiednią naganę to... Mogę wiedzieć o której kończy pani dyżur? – uśmiechnęła się do Bletchley zachęcająco.
The older you get the more rules they're gonna try to get you to follow.
You just gotta keep livin' man,
L-I-V-I-N
You just gotta keep livin' man,
L-I-V-I-N