20.05.2026, 00:37 ✶
Przez kilka długich sekund stała jeszcze w miejscu, jakby coś niewidzialnego trzymało ją na dystans - nie Desideria, lecz własna duma, pamięć wszystkich gorzkich słów i tych miesięcy milczenia, podczas których obie uparcie udawały, że brak tej drugiej wcale nie zostawił po sobie pustki. Ale teraz, w chłodzie ogrodu, pośród czarnych róż i cichnącej muzyki dobiegającej z rezydencji, tamte urazy nagle wydawały się dziwnie odległe. Nadal istniały, owszem. Nie zniknęły cudownie tylko dlatego, że jedna noc okazała się trudniejsza od innych. Astoria nie należała do osób naiwnych i doskonale wiedziała, że pewnych rzeczy nie dało się zamieść pod dywan jednym spojrzeniem czy kilkoma drżącymi przeprosinami. A jednak była też wystarczająco spostrzegawcza, by dostrzec coś ważniejszego od urażonej ambicji. Desideria potrzebowała teraz przyjaciółki. Nie widowni. Nie kolejnej osoby gotowej ocenić ją chłodno i wyliczyć wszystkie błędy. Nie eleganckiej damy rzucającej uprzejme banały, po których należało poprawić maskę i wrócić na salę balową, jakby nic się nie wydarzyło. Potrzebowała kogoś, kto po prostu zostanie. Ta świadomość przyszła nagle i nieprzyjemnie miękko, rozlewając się pod jej żebrami z irytującą łatwością. Przez tyle czasu była przekonana, że najlepiej będzie utrzymywać dystans, pozwolić tej relacji umrzeć powoli i elegancko, zamiast wciąż wracać do tych samych błędów, zazdrości i wybuchów urażonej dumy. Amimo to nie potrafiła się odwrócić plecami.
Westchnęła cicho. Dopiero z bliska widziała wyraźnie, jak bardzo Desideria próbowała trzymać się resztkami sił. Jak desperacko starała się odzyskać kontrolę nad własnym głosem, oddechem, twarzą. Jakby sama obecność cudzych oczu była czymś zawstydzającym.
- Nie wiedziałam - przyznała po chwili. Nie śledziła Louvaina. Nie czytała plotkarskich rubryk z uwagą, z jaką robiła to część socjety, nie analizowała, z kim pojawiał się publicznie ani jakie nowe skandale przypisywały mu gazety. Astoria od dawna miała wrażenie, że londyńskie towarzystwo żywi się cudzym nieszczęściem z niemal odrażającym entuzjazmem, więc nauczyła się przeglądać podobne artykuły obojętnie, bardziej dla orientacji niż zainteresowania. Widocznie przeoczyła moment, w którym zaczął prowadzać się z jakąś kobietą. I sądząc po stanie Desiderii - nie była to niewinna plotka rozdmuchana przez znudzone dziennikarki. Wyciągnęła dłoń i bardzo delikatnie poprawiła kosmyk ciemnych włosów, który przykleił się Desiderii do wilgotnego policzka.
- Rozmawiałaś z nim o tym? Może to nic takiego? - zapytała, choć nie miała wielu złudzeń, biorąc pod uwagę, jaką stronę Lou sama zdążyła poznać. Nie chciała jej już dokładać, ale przecież przed tym ją właśnie ostrzegała. Patrzyła na nią uważnie, z coraz większym przekonaniem, że sprawa nie kończyła się na kilku artykułach i towarzyskich plotkach.
- Nie byłabyś w takim stanie, gdyby tylko o to chodziło. Co zrobił dzisiaj? - chyba nie potwierdził jej romansu prosto w twarz? Potrafił być okrutny, ale czy wobec narzeczonej nie miał ani za grosz uczucia czy opiekuńczości?
Westchnęła cicho. Dopiero z bliska widziała wyraźnie, jak bardzo Desideria próbowała trzymać się resztkami sił. Jak desperacko starała się odzyskać kontrolę nad własnym głosem, oddechem, twarzą. Jakby sama obecność cudzych oczu była czymś zawstydzającym.
- Nie wiedziałam - przyznała po chwili. Nie śledziła Louvaina. Nie czytała plotkarskich rubryk z uwagą, z jaką robiła to część socjety, nie analizowała, z kim pojawiał się publicznie ani jakie nowe skandale przypisywały mu gazety. Astoria od dawna miała wrażenie, że londyńskie towarzystwo żywi się cudzym nieszczęściem z niemal odrażającym entuzjazmem, więc nauczyła się przeglądać podobne artykuły obojętnie, bardziej dla orientacji niż zainteresowania. Widocznie przeoczyła moment, w którym zaczął prowadzać się z jakąś kobietą. I sądząc po stanie Desiderii - nie była to niewinna plotka rozdmuchana przez znudzone dziennikarki. Wyciągnęła dłoń i bardzo delikatnie poprawiła kosmyk ciemnych włosów, który przykleił się Desiderii do wilgotnego policzka.
- Rozmawiałaś z nim o tym? Może to nic takiego? - zapytała, choć nie miała wielu złudzeń, biorąc pod uwagę, jaką stronę Lou sama zdążyła poznać. Nie chciała jej już dokładać, ale przecież przed tym ją właśnie ostrzegała. Patrzyła na nią uważnie, z coraz większym przekonaniem, że sprawa nie kończyła się na kilku artykułach i towarzyskich plotkach.
- Nie byłabyś w takim stanie, gdyby tylko o to chodziło. Co zrobił dzisiaj? - chyba nie potwierdził jej romansu prosto w twarz? Potrafił być okrutny, ale czy wobec narzeczonej nie miał ani za grosz uczucia czy opiekuńczości?
learn the rules
then break some
then break some