Nora zamrugała. Nie miała pojęcia skąd wzięła się ta młoda dziewczyna, niestety ją zauważyła. Wydawała się nie widzieć tego, co działo się obok nich, zauważyła właśnie ją, jakby to ona była najbardziej interesującym elementem w tym zaułku, gdzie przecież ledwie przed chwilą doszło do najprawdziwszej bitwy i to ona powinna ją zainteresować, a nie Figgówna.
Uśmiechnęła się do dziewczyny, bo skoro już się do niej odezwała, to warto było być miłym, rodzice jej to powtarzali, nie miała pojęcia, czy umiała jej pomóc, ale mogła spróbować.
- W przeliczniku? Chcesz przeliczać galeony i knuty na ciasteczka? - Robili tak czasami z rodzeństwem, kiedy dostawali pieniądze od babci, czy rodziców. Zastanawiali się ile słodkości można za nie kupić. - Na funty? Co to są funty? Jakiś specjalny rodzaj słodkości? Jasne, że Ci pomogę, chociaż nie wiem jak, jeśli mi pokażesz to mogę pomóc. - Nie widziała ku temu żadnych przeciwwskazań, skoro się do niej odezwała to na pewno uważała, że da radę sobie poradzić z tym, co chciała zrobić. Nie chciała być obojętna wobec obcej, warto było pomagać, mamusia jej to powtarzała i babcia Lizzy.
Oczywiście, że nie zauważyła, że tamta wsadza rękę do jej niewielkiej, różowej torebeczki, którą miała zawieszoną na ramieniu, była zbytnio przejęta tym, że chciała, aby ona jej pomogła. Wydawała się być taka dorosła, mało kto prosił dzieci o pomoc, chciała się do czegoś przydać, skoro nadarzyła się ku temu okazja, nie miała pojęcia o tym, że to podstępne dziewczę postanowi spróbować ją przy tym obrabować. Naprawdę wierzyła w to, że świat był dobrym miejscem, pełnym miłych ludzi.
Zapomniała nawet o tym, że nie znajdowały się tu same, szybko zaabsorbowało ją to całe przeliczanie, o którym nie miała zielonego pojęcia, czekała, aż dziewczyna wyjaśni jej dokładnie o co chodzi i wtedy będzie mogła jej pomóc.