21.05.2026, 09:57 ✶
Faktycznie wyrósł. Szkoda, że to ostatecznie był tylko żart, bo przecież Crow wcale by nie narzekał, gdyby intensywnie nawiedzał cudze myśli i jednocześnie wspaniale, że tak było – Cain mu już przecież pokazał jak piekielnie niebezpieczną i bolesną grą było igranie z cudzymi uczuciami. Takie to było jego życie właśnie – nie chciał nikogo krzywdzić ani ranić swoją obecnością, jednocześnie nie potrafił szukać w oczach Zenka czegokolwiek innego niż obojętność.
Obojętność była najgorsza.
Jak się w sobie zbierze, żeby na niego spojrzeć jeszcze raz, zamiast wlepiać wzrok w cień na ścianie, niech to będzie cokolwiek innego niż obojętność.
Rozpacz, gniewny żar, pożądanie, niechęć. Istniało tak wiele emocji, na których potrafił umościć się przytulnie i znaleźć swoje trwałe miejsce, ale nie potrafił zrobić tego na obojętności. Kiedy Zenek postanowił się przebrać, myśli mu skręciły w to, że to jednak jemu przyjdzie być osobą mającą powiedzieć tutaj coś znaczącego, a w takich momentach przychodziły mu do głowy tylko zdania wulgarne i prowokatorskie – no bo obok nich obojętnie przejść się nie dało. Obok dawnego przyjaciela smutnego z powodu kopca błędów, co go sam sobie usypał – owszem. Czasem nawet trzeba było dla własnego komfortu psychicznego.
Nie zdążył przeanalizować tego bardziej, bo sprzeczność goniła sprzeczność i tak też ku jego jednoczesnej radości (bo coś mu łeb odciągnęło od użalania się nad sobą) i rozpaczy (bo przestał być najważniejszy) został poproszony o pomoc.
Zapach czystości nigdy nie był zapachem szczególnie przez niego lubianym, więc podświadomie doszukiwał się ukrytego pod nim, charakterystycznego zapachu ciała opierającego się o niego muzyka. Z jakiegoś powodu czuł głównie ten przeklęty kaktus.
– Oprzyj się mocno – zasugerował, dociskając jego przedramię do własnej nogi, świadom tego, że wilgotna jeszcze dłoń przyczepi się do skórzanych spodni na tyle, żeby przy ewentualnym szarpnięciu facet nie wywrócił się i nie zrobił sobie przez tę absurdalną sytuację krzywdy. Następnie puścił jego rękę i w sposób niezbyt delikatny, ale za to w miarę precyzyjny. Uwolnił go z tej pułapki, ale niekonieczne ze swojej bliskości, choć tym razem nie było w tym większego podtekstu. Zrzuciwszy mokrą koszulkę na podłogę, złapał Zenka za brodę, żeby go unieruchomić przy analizie czubka jego głowy. – Jak jesteś cipką, to się mogę przebiec do apteki Lupinów i kupić ci jakieś smarowidło, ale – a to ale było dosyć ważne, bo Crow rozumiał magię na poziomie wzbudzającym zaufanie, o ile wierzyłeś, że to nie na ciebie tym razem Ścieżki wydały wyrok śmierci – równie dobrze mogę ci to odciąć i podważyć resztkę nożem. – Co mogło być lepszą opcją również z tego względu, że wcale by tego nie kupił, tylko ukradł. A później powiedział, że nie ukradł, ale w duchu powiedział sobie, że nie ukradł, bo zapierdolił.
Nie puścił jego brody. Uniósł ją do góry i spojrzał na niego wreszcie.
– Jesteś zły? Mogę tu zostać? – Dopiero wtedy jego palce przestały się zaciskać. Jeśli otrzymał odpowiedź przynajmniej neutralną, zrzucił z siebie skórzaną kurtkę, która opadła w dół w akompaniamencie brzdęku noszonego w niej żelastwa.
Obojętność była najgorsza.
Jak się w sobie zbierze, żeby na niego spojrzeć jeszcze raz, zamiast wlepiać wzrok w cień na ścianie, niech to będzie cokolwiek innego niż obojętność.
Rozpacz, gniewny żar, pożądanie, niechęć. Istniało tak wiele emocji, na których potrafił umościć się przytulnie i znaleźć swoje trwałe miejsce, ale nie potrafił zrobić tego na obojętności. Kiedy Zenek postanowił się przebrać, myśli mu skręciły w to, że to jednak jemu przyjdzie być osobą mającą powiedzieć tutaj coś znaczącego, a w takich momentach przychodziły mu do głowy tylko zdania wulgarne i prowokatorskie – no bo obok nich obojętnie przejść się nie dało. Obok dawnego przyjaciela smutnego z powodu kopca błędów, co go sam sobie usypał – owszem. Czasem nawet trzeba było dla własnego komfortu psychicznego.
Nie zdążył przeanalizować tego bardziej, bo sprzeczność goniła sprzeczność i tak też ku jego jednoczesnej radości (bo coś mu łeb odciągnęło od użalania się nad sobą) i rozpaczy (bo przestał być najważniejszy) został poproszony o pomoc.
Zapach czystości nigdy nie był zapachem szczególnie przez niego lubianym, więc podświadomie doszukiwał się ukrytego pod nim, charakterystycznego zapachu ciała opierającego się o niego muzyka. Z jakiegoś powodu czuł głównie ten przeklęty kaktus.
– Oprzyj się mocno – zasugerował, dociskając jego przedramię do własnej nogi, świadom tego, że wilgotna jeszcze dłoń przyczepi się do skórzanych spodni na tyle, żeby przy ewentualnym szarpnięciu facet nie wywrócił się i nie zrobił sobie przez tę absurdalną sytuację krzywdy. Następnie puścił jego rękę i w sposób niezbyt delikatny, ale za to w miarę precyzyjny. Uwolnił go z tej pułapki, ale niekonieczne ze swojej bliskości, choć tym razem nie było w tym większego podtekstu. Zrzuciwszy mokrą koszulkę na podłogę, złapał Zenka za brodę, żeby go unieruchomić przy analizie czubka jego głowy. – Jak jesteś cipką, to się mogę przebiec do apteki Lupinów i kupić ci jakieś smarowidło, ale – a to ale było dosyć ważne, bo Crow rozumiał magię na poziomie wzbudzającym zaufanie, o ile wierzyłeś, że to nie na ciebie tym razem Ścieżki wydały wyrok śmierci – równie dobrze mogę ci to odciąć i podważyć resztkę nożem. – Co mogło być lepszą opcją również z tego względu, że wcale by tego nie kupił, tylko ukradł. A później powiedział, że nie ukradł, ale w duchu powiedział sobie, że nie ukradł, bo zapierdolił.
Nie puścił jego brody. Uniósł ją do góry i spojrzał na niego wreszcie.
– Jesteś zły? Mogę tu zostać? – Dopiero wtedy jego palce przestały się zaciskać. Jeśli otrzymał odpowiedź przynajmniej neutralną, zrzucił z siebie skórzaną kurtkę, która opadła w dół w akompaniamencie brzdęku noszonego w niej żelastwa.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.