Nie dość, że dali się zaobrączkować w tym samym momencie, to padło na podobną kategorię człowieka, co Geraldine wydawało się całkiem zabawne, bo pewnie postronne osoby mógł kłuć w oczy kontrast jaki pojawiał się między nimi, a ich partnerami. Jak widać jednak nic sobie z tego nie robili, nie znała wszystkich szczegółów historii Fenwicka i jego wybranki, mogła podejrzewać, że była równie wyboista, co jej i Roise'a, nie sądziła bowiem, aby Benjy podejmował takie decyzje irracjonalnie, zresztą widziała w Rumunii, jak bardzo mu zależy. Nadal była pełna podziwu dla tego, jak rozwiązał swój kłopot, nie spodziewała się, że po prostu weźmie z tą kobietą ślub, jak widać był pełen niespodzianek.
Nawet ucieszyła się, kiedy go zobaczyła, co było sporą zmianą, zważając na to, że ich początki były dość trudne. No, te nowe początki, kojarzyli się przecież w jego poprzednim życiu, nie mieli szansy wtedy jakoś mocno się do siebie zbliżyć z racji na dość napięte stosunki między rodzinami. Była jednak całkiem zadowolona z tego, że ich drogi znowu się przecięły. Widziała w nim naprawdę sporo z Yaxleyów, co uważała za ogromną zaletę, nigdy nie ukrywała, że uwielbia swoją rodzinę.
- Nie był to najbardziej przyjemny czas, co? - Nie chodziło jej nawet o ból, a o to, że doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że medycy mieli bardzo konkretne podejście, kiedy chodziło o zdrowie ich najbliższych. Znając go pewnie jak i ona machnąłby ręką na swoje obrażenia i nie cackał się ze sobą, uniemożliwiała to jednak obecność osobistego medyka. Jako, że też posiadała swojego własnego wiedziała, że bywa to upierdliwe.
- Straszni są, co nie? - Niesamowite było to, że mogła z nim dzielić ten los. - Najgorsze, że w naszym przypadku będzie to wracać niczym bumerang. - Nie było się co oszukiwać, na pewno prędzej, czy później przytrafi im się kolejny uraz wymagający uwagi. Często przecież znajdowali się w niebezpieczeństwie, nie mogło więc być inaczej, nie zawsze dało się poradzić sobie z zagrożeniem bez szwanku. Taki już urok ich pracy.
- Zaskakująco dobrze, obawiałam się, że będzie mi tego brakować - Machnęła ręką pokazując na otoczenie. Może nie był to najlepszy przykład, bo Nokturn nie był szczególnie uroczy, ale chodziło jej ogólnie o miasto. - jednak okazało się zupełnie inaczej. - Nie miała zbyt wiele do powiedzenia na ten temat, właściwie to dorastała przecież na wsi, z czasem zapragnęła czegoś innego, ale w końcu wróciła do korzeni.
- Musiałam podrzucić jedną, drobną przesyłkę, ojciec prosił. - Ojciec prosił, Geraldine spełniała te prośby, to pewnie też nigdy nie miało się zmienić.
- Szykuje się zlecenie do ogarnięcia, jeszcze je dogaduje, ale pewnie niedługo będziemy musieli się wybrać do Zakazanego Lasu. Masz coś przeciwko powrotowi do szkoły? - Nie było sensu jeszcze mówić na co przyjdzie im polować, ale wolała wspomnieć o tym, że niebawem, być może udadzą się w okolice Hogwartu.
Nagle zrobiło się drobne zamieszanie, zza winkla wyszła grupa czarodziejów i goblinów, odruchowo spojrzała w ich stronę. Nieczęsto tak tłumnie poruszano się po Nokturnie. Dziwne. Dyskutowali całkiem głośno, jednak trudno jej było jeszcze wyłapać temat ich rozmowy, bo znajdowali się zbyt daleko.