• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[17.09.1972] Błądząc pod wiatr (Lukas Nott, Victoria Lestrange)

[17.09.1972] Błądząc pod wiatr (Lukas Nott, Victoria Lestrange)
#BigDickEnergy

When does a man die?

wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szukający Puddlemere United
Wysoki (ok. 190 cm), umięśniony mężczyzna. Kolor włosów ciemny blond, lekko roztrzepane. Jasnoniebieskie oczy. Lekko uchylone usta odsłaniają równe, białe zęby. Ubrany w koszulę, dobrze skrojoną marynarkę i dopasowane spodnie - paleta: czerń, granat, biel oraz odcienie szarości.

Lukas Nott
#5
21.05.2026, 22:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.05.2026, 22:58 przez Lukas Nott.)  
— Nie podała imienia — odparł w końcu. Głos miał niższy niż przed chwilą, jakby musiał przepchnąć słowa przez coś suchego i ciężkiego. — Zresztą… nie dziwi mnie to. Nawet jej o nie nie zapytałem.
Lekko wzruszył ramionami, ale gest wyszedł sztywno. Nie nonszalancko, nie obojętnie. Raczej tak, jakby próbował zrzucić z siebie coś niewygodnego. Od razu nie spodobało mu się to, jak zabrzmiało to zdanie. Jak wygodny wybieg człowieka, który wolał nie wiedzieć więcej, niż musiał. Tamta noc była brutalna, tak brutalna, że przebodźcowanie pożerało podstawowe zasady etykiety. Pamiętał jej twarz, pamiętał błoto na płaszczu, pamiętał ciężar jej ciała opierającego się o niego, ale nie pytał o imię, walczył z ostrym cieniem mgły. Przyłożył papierosa do ust. Zaciągnął się zbyt głęboko i niemal od razu pożałował. Dym tym razem nie rozszedł się leniwie po płucach. Ugrzązł w gardle, gorzki i ciężki, jak sadza. Lukas odwrócił głowę, wypuścił go bokiem i przez chwilę patrzył na smugę rozpadającą się w chłodnym powietrzu.
— Miała jakieś dwadzieścia lat. Może bliżej trzydziestki — powiedział po chwili. Mówił wolniej, już nie jak ktoś odpowiadający na pytanie, ale jak zawodnik odtwarzający lot po locie, skręt po skręcie, każdy ułamek sekundy przed upadkiem. — Ciemne włosy, spięte nisko. Tylko połowa wysunęła jej się z upięcia. Twarz wąska. Ostre kości policzkowe. Brązowy płaszcz, z dobrego materiału, chociaż wtedy trudno było powiedzieć, czy naprawdę jest brązowy, czy po prostu cały w błocie i sadzy.
Uniósł lewą dłoń, jakby dopiero teraz przypomniał sobie szczegół, który wcześniej przemknął pod powierzchnią pamięci.
— Miała pierścień. Na lewej dłoni. Srebrny albo biało-złoty. Nie przyglądałem się.
Zamilkł. Nie dlatego, że skończyły mu się informacje. Raczej dlatego, że pozwolił im opaść między nimi z całą ich wagą. Victoria musiała mieć czas, żeby je pochwycić, ułożyć, oddzielić to, co mogło być przypadkiem, od tego, co mogło znaczyć wszystko.
— Dość dobrze wyłapuję takie szczegóły — dodał ciszej.
Zawdzięczał to sezonom treningów w gonieniu znicza. Godzinom spędzonym wysoko nad boiskiem, gdzie jeden błysk w słońcu, jeden ruch na granicy pola widzenia, jedno drgnięcie powietrza mogły oznaczać zwycięstwo. Lukas po prostu umiał patrzeć. Nie zawsze wiedział, co zrobić z tym, co zobaczył, ale widział więcej, niż większość ludzi podejrzewała.
Strzepnął popiół na beton. Ruch miał luźny, niemal niedbały, ale palce zaciskały się na papierosie odrobinę zbyt mocno.
— Zostawiłem ją przy restauracji. Nie pamiętam szyldu. Coś z kogutem albo koroną. Może jedno i drugie. Budynek miał zielone drzwi. Jedno okno wybite, drugie zabite deską od środka. Ludzie chowali się w środku, a przed wejściem medycy składali tych, których nie dało się od razu przenieść dalej.
Kiedy temat zszedł na mecz, jego twarz stwardniała. Nie w sposób gwałtowny. Nie jak u człowieka, który poczuł się zaatakowany. Bardziej jak u zawodnika, któremu ktoś zasugerował, że powinien zejść z boiska przed gwizdkiem. Linia szczęki napięła mu się wyraźnie, a spojrzenie, dotąd rozproszone między Victorią, papierosem i przedmiotami na ławce, nagle stało się ostre.
— Nie odwołają meczu — powiedział. — I szczerze? Nie uważam, że powinni.
To nie było łatwe zdanie. Wiedział o tym. Poczuł jego ciężar natychmiast po wypowiedzeniu, jakby ktoś położył mu dłoń na karku i zmusił do pochylenia głowy. Po tamtej nocy taka opinia mogła zabrzmieć okrutnie. Płytko. Jak głos kogoś, kto ponad ludzkie nieszczęście stawia terminarz rozgrywek. Dlatego zaraz mówił dalej.
— Wiem, co się stało. Wiem, że ludzie stracili domy. Bliskich. Całe życie zapakowane w jeden worek, jeśli w ogóle mieli szczęście znaleźć worek.
Przerwał na moment. Kciukiem potarł filtr papierosa, chociaż żar zdążył już dojść prawie do końca. Nie patrzył teraz na Victorię. Patrzył gdzieś obok niej, w punkt, którego nie było.
— Ale właśnie dlatego trybuny będą pełne. Bo ludzie potrzebują przez kilka godzin udawać, że świat wraca na miejsce. Że dalej istnieją wyniki, gwizdki, zakłady, głupie kłótnie o faule i dzieciaki proszące o autografy. Potrzebują czegoś, co nie jest kolejnym raportem o trupach.
Zgasił papierosa o krawędź ławki. Przytrzymał go tam sekundę dłużej, niż było trzeba, aż niedopałek rozpadł się na szary, kruchy ślad.
— To może być naiwne. Może głupie. Ale czasem normalność też jest rodzajem oporu. Wiemy, kto podpalił pół Anglii. Jeśli teraz wszystko zatrzymamy, zamkniemy drzwi i będziemy tylko liczyć straty, to oni wygrywają.
Dopiero wtedy spojrzał na złoty fragment znicza. W świetle wyglądał niewinnie. Mały, błyszczący odłamek czegoś, co zwykle kojarzyło się z krzykiem tłumu, pędem powietrza i triumfem.
— Więc mecz się odbędzie — ciągnął Lukas. — Marlow sprzeda to jako symbol powrotu. Sponsorzy jako okazję do pokazania solidarności. Ministerstwo jako dowód, że panuje nad sytuacją. A ludzie przyjdą, bo są zmęczeni strachem.
Kącik ust drgnął mu nieprzyjemnie. To nie był uśmiech. Bardziej grymas kogoś, kto dokładnie rozumie obrzydliwą mechanikę świata i mimo to nie potrafi całkiem z niej zrezygnować.
Następnie przeszedł do pytania o śledzenie i potrzebował chwili namysłu. Najpierw opuścił wzrok. Potem przesunął nim po kopertach, sznurku, blaszce, po własnych dłoniach. Wyglądał, jakby próbował ułożyć wydarzenia w linię prostą, choć pamięć podsuwała mu raczej porozrzucane odłamki: odgłos kroków za plecami, cień w szybie, zbyt długą ciszę po zamknięciu drzwi.
— Kroki zaczęły się jakiś tydzień temu — powiedział w końcu. — Pierwszy raz po treningu. Standardowe szkolenie, potem oględziny lekarskie i do domu. Myślałem, że to jakiś dziennikarz. Albo ktoś z drużyny, kto chciał zwrócić mi bidon zostawiony w szatni.
Parsknął krótko, bez rozbawienia.
— Głupie, wiem. Ale człowiek najpierw szuka zwykłych wyjaśnień. Bo zwykłe są wygodniejsze.
Wsunął dłonie do kieszeni płaszcza, ale zaraz jedną wyjął, jakby nie umiał ustać bez ruchu.
— Drugi raz na Pokątnej, gdy wracałem z baru późnym wieczorem. Trzeci po wizycie u Marlowa, w biały dzień. Od tamtej pory… nie codziennie. Nie tak, żebym mógł powiedzieć: tak, teraz ktoś tam stoi, idź i go złap. Raczej wystarczająco często, żebym przestał już liczyć.
O miejscu, w którym spał, powiedział krócej, ale w jego głosie pojawiło się napięcie. Innego rodzaju niż wcześniej. Bardziej osobiste.
— Po ostatnim razie sprawdziłem mieszkanie trzy razy. Drzwi. Okna. Zamki. Parapety. Szafki. Nawet przestrzeń pod łóżkiem i odpływ pod prysznicem.
Przy ostatnich słowach uniósł wzrok na Victorię, jakby spodziewał się, że może uzna to za przesadę. Jeśli tak, nie zamierzał się bronić.
— Nic. Żadnych otwartych okien. Żadnych przestawionych rzeczy. Żadnych śladów włamania. Żadnego zapachu cudzej magii. Ale nie jestem aurorem. Ani klątwołamaczem. Wiem, kiedy miotła źle ciągnie w lewo. Nie wiem, kiedy ktoś zostawia w moim mieszkaniu coś, co zacznie działać dopiero za dwa dni.
Spojrzał na przedmioty rozłożone na ławce. Potem na Victorię. Tym razem patrzył prosto, bez uciekania wzrokiem, bez udawania, że sprawa jest mniejsza, niż była.
— Możesz sprawdzić wszystko. Listy, sznurek, blaszkę, szafkę, moje mieszkanie, miotłę, sprzęt meczowy. Rób, co musisz. Jeśli trzeba będzie rozebrać pół szatni, powiem Marlowowi, że to moja wina.
Dopiero wtedy podsunął jej koperty bliżej. Jednym ruchem, niemal bez namysłu. Nie było w nim ostrożności człowieka przywiązanego do własnych sekretów. Raczej zmęczenie kogoś, kto właśnie uznał, że prywatność jest luksusem, na który chwilowo nie ma go stać.
— Tylko jeśli to jest klątwa — powiedział ciszej — chcę wiedzieć szybko. Jeśli ktoś chce mnie zdjąć z miotły, trudno. Nie pierwszy raz ktoś próbuje.
Na moment zamilkł.
— Ale jeśli to ma uderzyć w trybuny, w dzieciaki albo w kogokolwiek na dole, nie będę udawał, że to dalej tylko moja sprawa.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lukas Nott (6085), Victoria Lestrange (5033)




Wiadomości w tym wątku
[17.09.1972] Błądząc pod wiatr (Lukas Nott, Victoria Lestrange) - przez Lukas Nott - 10.05.2026, 16:05
RE: [17.09.1972] Błądząc pod wiatr (Lukas Nott, Victoria Lestrange) - przez Victoria Lestrange - 11.05.2026, 20:28
RE: [17.09.1972] Błądząc pod wiatr (Lukas Nott, Victoria Lestrange) - przez Lukas Nott - 18.05.2026, 00:38
RE: [17.09.1972] Błądząc pod wiatr (Lukas Nott, Victoria Lestrange) - przez Victoria Lestrange - 20.05.2026, 21:41
RE: [17.09.1972] Błądząc pod wiatr (Lukas Nott, Victoria Lestrange) - przez Lukas Nott - 21.05.2026, 22:15
RE: [17.09.1972] Błądząc pod wiatr (Lukas Nott, Victoria Lestrange) - przez Victoria Lestrange - 23.05.2026, 23:04
RE: [17.09.1972] Błądząc pod wiatr (Lukas Nott, Victoria Lestrange) - przez Lukas Nott - 26.05.2026, 12:33
RE: [17.09.1972] Błądząc pod wiatr (Lukas Nott, Victoria Lestrange) - przez Victoria Lestrange - 31.05.2026, 15:21
RE: [17.09.1972] Błądząc pod wiatr (Lukas Nott, Victoria Lestrange) - przez Lukas Nott - 01.06.2026, 19:09
RE: [17.09.1972] Błądząc pod wiatr (Lukas Nott, Victoria Lestrange) - przez Victoria Lestrange - 02.06.2026, 14:32
RE: [17.09.1972] Błądząc pod wiatr (Lukas Nott, Victoria Lestrange) - przez Lukas Nott - 02.06.2026, 19:21
RE: [17.09.1972] Błądząc pod wiatr (Lukas Nott, Victoria Lestrange) - przez Victoria Lestrange - 03.06.2026, 00:05
RE: [17.09.1972] Błądząc pod wiatr (Lukas Nott, Victoria Lestrange) - przez Lukas Nott - 09.06.2026, 23:27
RE: [17.09.1972] Błądząc pod wiatr (Lukas Nott, Victoria Lestrange) - przez Victoria Lestrange - 16.06.2026, 22:22

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa