Rozmowa z czarodziejem niezadowolonego z jakości obrazków przygotowanych przez Ulę nie należała do najłatwiejszych. Mężczyzna za wszelką cenę starał się przekonać Erika, że wcale nic złego nie zrobił, a zaklęcie było tylko „niewinnym żartem” i przecież nikomu nic się nie stało, a więc po co robić raban? W końcu było Beltane, więc wszyscy powinni się nawzajem miłować. Nie w tym względzie, skomentował w myślach Longbottom, powstrzymując kwaśny wyraz twarzy, ograniczając się do lekkiego skrzywienia się.
— Dobra, proszę pana — zapowiedział, biorąc głęboki oddech. — Zrobimy tak. Pan przyjmuje mandat i ładnie go zapłaci za kilka dni, wyjątkowo nie podbije go o dodatkowe zakłócanie porządku. Pan będzie się trzymał z dala od głównych bazarków i przestanie nękać sprzedawców. W zamian będzie mógł Pan tu zostać. Taka propozycja od... dobrego brygadzisty — Mruknął porozumiewawczo do faceta, dyskretnie zerkając w kierunku Patricka. — Mogę zapewnić, że mój partner nie będzie taki dobry. A wiadomo, czasy teraz ciężkie, chyba lepiej wydać ciężko zarobione galeony na coś innego niż mandaty, co?
Czy było to ludzkie podejście? Być może. Gdyby nie to, że przez wprowadzone przez Beltane zabezpieczenia mieli problemy z teleportacją, zapewne wysłałby jakiegoś młodego brygadzistę, żeby zabrał ich dowcipnisia na dołek na kilka godzin. Niestety, teraz nie za bardzo mieli taką możliwość, a poza tym nie mogli uszczuplać już i tak małych sił Ministerstwa Magii na festynie. Na szczęście argumenty Erika przemówiły do czarodzieja i ten po odebraniu kwitka z mandatem oddalił się. O ile wie co dla niego dobre, to nie będzie już zaczepiał innych handlarzy na festynie.
Westchnął cicho, rozglądając się na boki. Patrick dalej dyskutował z Ulą, więc postanowił dodać mu parę dodatkowych minut, aby wytłumaczyć z nią, co tutaj właściwie zaszło. Co mu szkodzi przejść się na krótki spacer? Przecież nie zajdzie daleko. O, sprawdzi, czy przypadkiem ten incydent nie wywołał fali kolejnych! Tak, to doskonały pomysł. Niedługo później Erik znalazł się niedaleko stoiska z loterią pewnego goblina, którego kojarzył z poprzedniego festynu z okazji Ostary. Może tym razem lepiej mu pójdzie?
Ustawił się w kolejkę i właśnie wtedy wypatrzył w tłumie swoją siostrę Brennę wraz z Atreusem Bulstrodem, którzy wpatrywali się nadzwyczaj intensywnie w kierunku stoiska. Zmarszczył brwi, nie wiedząc, czy powinien zwracać na siebie ich uwagę. Wyglądali na szczerze przejętych, tylko... Czym? Też chcieli wziąć udział w zabawie, ale się wstydzili? A może wypatrzyli coś podejrzanego? Eh, w każdym razie, Erik postanowił spróbować szczęścia na loterii, starając się nie zerkać co chwilę na Brennę.
Po odebraniu nagrody zerknął jednak w kierunku parze pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów i uśmiechnął się do nich niemrawo. Kto wie, co takiego kombinowali. Po zakończonym polowaniu i sprawdzeniu sytuacji w innej sekcji sabatu Erik wrócił do Patricka i Uli.
— Wybacz Patricku, zabłądziłem nieco — stwierdził, uśmiechając się do panny Brzęczyszczykiewicz. — Mam nadzieję, że wszystko w porządku i się pani nie wystraszyła tego typa? Oh, i wspaniały pokaz umiejętności.
!goblin
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞