22.05.2026, 16:02 ✶
Kate malowała w jakiejś wewnętrznej panice, absolutnie niepewna, czy bardziej deprymuje ją palące spojrzenie rudego wampira, który domagał się malowania, fakt, że ten francuski wampir pochyla się tak blisko niej (i myśl czy zaraz jej nie użre), czy może sam fakt, że malowała właśnie portrety trumienne, a przecież zazwyczaj nie zajmowała się takimi rzeczami. Z pewną nieskończoną ulgą odnotowała, że uchwyciła chociaż odrobinę podobieństwa, a potem odetchnęła, gdy najpierw Gabriel pochwalił jej zdolności, a potem ten rudy się rozpromienił.
– Doskonałe! Doskonałe! Proszę to przyjąć na dowód wdzięczności! – zawołał, prawie wyrywając jej rysunek, i wpychając zamiast tego sakiewkę. I och, zaczął pokazywać obrazek innym wampirom, a ona poczuła się nagle jakoś niedorzecznie wręcz dumna i zadowolona z siebie. Kate zacisnęła na sakiewce kurczowo palce, bo wyglądało na to, że jednak nie zostanie tej nocy pożarta.
Chyba.
I jeszcze zarobiła! Kate nie była w żadnym razie biedna, można było uznać ją za zamożną, ale nie dysponowała wielkim, rodowym majątkiem, a dodatkowe fundusze na materiały oraz naukę pieczętowania, były całkiem mile widziane.
– W biżuterii i robieniu amuletów jestem zdecydowanie lepsza niż w malowaniu – odparła wampirowi, już z większą pewnością siebie, bo jeżeli szło o wystrugiwanie kształtów w drewnie albo manipulowanie złotem i srebrem, to czuła się naprawdę bardzo pewna swego. Zdołała nawet się uśmiechnąć, kiedy jego ciemnowłosa towarzyszka spytała, ile policzyłaby za portret jej towarzysza. – Och… nie… nie jestem pewna, czy ja dam radę. Nie lepiej zatrudnić takiego prawdziwego malarza? – spytała, znowu spłoszona i niepewna, czy zaraz się nie okaże, że mianowano ją nadworną malarką wampirów, o ile w ogóle wampiry miały jakiś dwór czy coś takiego. – Ale bardzo chętnie pokażę pani moją biżuterię. O na przykład ta spinka… – zapewniła już z większym entuzjazmem, przekrzywiając nieco głowę, aby zademonstrować wampirzycy spinkę w kształcie księżyca, otoczonego gwiazdami, podtrzymującą jej ciemne włosy.
– Doskonałe! Doskonałe! Proszę to przyjąć na dowód wdzięczności! – zawołał, prawie wyrywając jej rysunek, i wpychając zamiast tego sakiewkę. I och, zaczął pokazywać obrazek innym wampirom, a ona poczuła się nagle jakoś niedorzecznie wręcz dumna i zadowolona z siebie. Kate zacisnęła na sakiewce kurczowo palce, bo wyglądało na to, że jednak nie zostanie tej nocy pożarta.
Chyba.
I jeszcze zarobiła! Kate nie była w żadnym razie biedna, można było uznać ją za zamożną, ale nie dysponowała wielkim, rodowym majątkiem, a dodatkowe fundusze na materiały oraz naukę pieczętowania, były całkiem mile widziane.
– W biżuterii i robieniu amuletów jestem zdecydowanie lepsza niż w malowaniu – odparła wampirowi, już z większą pewnością siebie, bo jeżeli szło o wystrugiwanie kształtów w drewnie albo manipulowanie złotem i srebrem, to czuła się naprawdę bardzo pewna swego. Zdołała nawet się uśmiechnąć, kiedy jego ciemnowłosa towarzyszka spytała, ile policzyłaby za portret jej towarzysza. – Och… nie… nie jestem pewna, czy ja dam radę. Nie lepiej zatrudnić takiego prawdziwego malarza? – spytała, znowu spłoszona i niepewna, czy zaraz się nie okaże, że mianowano ją nadworną malarką wampirów, o ile w ogóle wampiry miały jakiś dwór czy coś takiego. – Ale bardzo chętnie pokażę pani moją biżuterię. O na przykład ta spinka… – zapewniła już z większym entuzjazmem, przekrzywiając nieco głowę, aby zademonstrować wampirzycy spinkę w kształcie księżyca, otoczonego gwiazdami, podtrzymującą jej ciemne włosy.