15.03.2023, 23:32 ✶
Dzieciak, oczywiście, w pierwszych chwilach próbował się wyrwać, jakby w nadziei, że może uścisk brygadzistki nie okaże się być dość silny. Jednakże to starcie nie należało do równych, więc…
- No już, oddawaj – popędziła młodego. Być może miał dość poważne powody, żeby kraść, ale to nie znaczy, że miały przymknąć oko na przestępstwo i pozwolić mu umknąć ze zdobyczą. Ale… w teorii mogły zrobić coś innego.
Zabrać zdobycz i wypuścić.
I niech dzieciak spierdala jak najdalej od polany.
- Tylko nie bijcie – niemalże zaszlochał, drżącą ręką sięgając do kieszeni. Trudno powiedzieć, czy przeciągał i grał na czas w nadziei na to, iż kobiety się rozproszą, czy rzeczywiście był taki roztrzęsiony. W każdym razie Bones nie brała jego zachowania za dobrą monetę, sądząc po podejrzliwym spojrzeniu – A… Alvin – zasmarkał, a oczy się zaszkliły.
- Alvin i co dalej? – spytała, zachowując spokój. Jeszcze. Choć możliwe, że w środku miękła powoli…
- Tyyylko A...Alvin – „wyjaśnił”, wyciągając koniec końców zrabowane błyskotki, które wylądowały na dłoni Victorii. Brygadzistka rzuciła Lestrange spojrzenie, które mogło oznaczać wszystko i nic oraz przykucnęła przy dzieciaku. Tylko Alvin? Na ile to kłamstwo, na ile prawda?
- Rodzice? – spytała cicho, nie spuszczając z niego uważnego, czujnego spojrzenia. Chyba nie musiała tłumaczyć, co dokładnie miała na myśli?
- No już, oddawaj – popędziła młodego. Być może miał dość poważne powody, żeby kraść, ale to nie znaczy, że miały przymknąć oko na przestępstwo i pozwolić mu umknąć ze zdobyczą. Ale… w teorii mogły zrobić coś innego.
Zabrać zdobycz i wypuścić.
I niech dzieciak spierdala jak najdalej od polany.
- Tylko nie bijcie – niemalże zaszlochał, drżącą ręką sięgając do kieszeni. Trudno powiedzieć, czy przeciągał i grał na czas w nadziei na to, iż kobiety się rozproszą, czy rzeczywiście był taki roztrzęsiony. W każdym razie Bones nie brała jego zachowania za dobrą monetę, sądząc po podejrzliwym spojrzeniu – A… Alvin – zasmarkał, a oczy się zaszkliły.
- Alvin i co dalej? – spytała, zachowując spokój. Jeszcze. Choć możliwe, że w środku miękła powoli…
- Tyyylko A...Alvin – „wyjaśnił”, wyciągając koniec końców zrabowane błyskotki, które wylądowały na dłoni Victorii. Brygadzistka rzuciła Lestrange spojrzenie, które mogło oznaczać wszystko i nic oraz przykucnęła przy dzieciaku. Tylko Alvin? Na ile to kłamstwo, na ile prawda?
- Rodzice? – spytała cicho, nie spuszczając z niego uważnego, czujnego spojrzenia. Chyba nie musiała tłumaczyć, co dokładnie miała na myśli?
205/930