23.05.2026, 15:44 ✶
– Nie wyskoczą na nas, kiedy wrócimy do salonu? – upewnił się Rosier, bo bycie pogryzionym przez takie małe potworki, nie wydawało się mu zbyt atrakcyjną możliwością. Nie zależało mu zupełnie, aby ułatwić sprawę właścicielowi, który nie sprawdził, czy potencjalni nabywcy będą tu bezpieczni i nie wspomniał w papierach o możliwych problemach, ale naprawdę wolał iść z Victorią na plażę niż pędzić do szpitala po specjalny eliksir. Postanowił jej jednak zaufać, że schowają się w zasłonach i ruszył po prostu ku kuchni, zostawiając na razie bahanki w spokoju.
– Jeżeli to same bahanki, to masz rację… ale jeśli coś tkwi też w kuchni, trzeba by założyć, że może być więcej niespodzianek w pozostałych pomieszczeniach. Czy wszystkie będzie tak łatwo usunąć? Nie chciałbym pierwszej nocy po przeprowadzeniu się tu odkryć na przykład… że zatrudniona do oczyszczenia ekipa nie zauważyła jakiegoś potwora pod łóżkiem – stwierdził z pewnym wahaniem. Z jednej strony może miała rację i był zbyt wybredny, z drugiej wzdrygał się wewnętrznie na myśl o wybraniu domu, od piwnicy po strych pełnego jakichś szkodników. Chwilowo jednak uznał, że decyzję podejmie w zależności od tego, co znajdą w kuchni.
Pomieszczenie miało kształt prostokąta, a Chris, który nie gotował (chyba że świąteczne puddingi, jak nagle go na takie naszło), niezbyt umiał ocenić, czy było praktycznie urządzone, czy wręcz przeciwnie. Nie miał zamiaru tutaj jeść, nie przeszkadzało mu więc, że stół był raczej niezbyt wielki, a krzesła przy nim mało wygodne, za to docenił że szafki wyglądały solidnie i wykonano je chyba z dębu. Ściana wymagała rzecz jasna odmalowania, ale to nie wydawało się mu większym problemem.
– Najpierw zobaczmy… – zasugerował, jeszcze w progu, zanim weszli w głąb pomieszczenia. Machnął różdżką i szafki zaczęły się po kolei otwierać, a on czekał, czy wylecą z nich kolejne, owłosione owady, nic takiego jednak się nie stało. Część była pusta, w niektórych wciąż znajdowała się stara zastawa (tę akurat Rosier wiedział, że wyrzuci, chyba że okaże się zabytkowa, bo ani myślał jeść z cudzych talerzy). – Przynajmniej nie zostawił śmieci – ocenił z pewną ulgą i zaczął iść wzdłuż rzędu szafek, ku oknu. Tu nie było szczęśliwie zasłon.
Co pominął?
Szuflady.
I jedna z nich zagrzechotała teraz złowrogo…
– Jeżeli to same bahanki, to masz rację… ale jeśli coś tkwi też w kuchni, trzeba by założyć, że może być więcej niespodzianek w pozostałych pomieszczeniach. Czy wszystkie będzie tak łatwo usunąć? Nie chciałbym pierwszej nocy po przeprowadzeniu się tu odkryć na przykład… że zatrudniona do oczyszczenia ekipa nie zauważyła jakiegoś potwora pod łóżkiem – stwierdził z pewnym wahaniem. Z jednej strony może miała rację i był zbyt wybredny, z drugiej wzdrygał się wewnętrznie na myśl o wybraniu domu, od piwnicy po strych pełnego jakichś szkodników. Chwilowo jednak uznał, że decyzję podejmie w zależności od tego, co znajdą w kuchni.
Pomieszczenie miało kształt prostokąta, a Chris, który nie gotował (chyba że świąteczne puddingi, jak nagle go na takie naszło), niezbyt umiał ocenić, czy było praktycznie urządzone, czy wręcz przeciwnie. Nie miał zamiaru tutaj jeść, nie przeszkadzało mu więc, że stół był raczej niezbyt wielki, a krzesła przy nim mało wygodne, za to docenił że szafki wyglądały solidnie i wykonano je chyba z dębu. Ściana wymagała rzecz jasna odmalowania, ale to nie wydawało się mu większym problemem.
– Najpierw zobaczmy… – zasugerował, jeszcze w progu, zanim weszli w głąb pomieszczenia. Machnął różdżką i szafki zaczęły się po kolei otwierać, a on czekał, czy wylecą z nich kolejne, owłosione owady, nic takiego jednak się nie stało. Część była pusta, w niektórych wciąż znajdowała się stara zastawa (tę akurat Rosier wiedział, że wyrzuci, chyba że okaże się zabytkowa, bo ani myślał jeść z cudzych talerzy). – Przynajmniej nie zostawił śmieci – ocenił z pewną ulgą i zaczął iść wzdłuż rzędu szafek, ku oknu. Tu nie było szczęśliwie zasłon.
Co pominął?
Szuflady.
I jedna z nich zagrzechotała teraz złowrogo…