— Proszę zażywać taką samą dawkę w interwałach, przez, um, tydzień i dwa dni przerwy. Proszę w tym dwudniowym okresie zwracać uwagę, czy się nie pogarsza — podała kobiecie wszystkie dokumenty, zamykając jej kartotekę, chowając ją dokładnie do beżowej koperty i odkładając do pudełeczka opisanego jako: przyjęci, od razu segrgując nazwisko do środka kartotek medycznych, w miejscu, gdzie była pierwsza literka nazwiska Victorii, dla ułatwienia pracy osobie dbającej o dokumentację.
— Jak wspominałam, czarna flegma może się pojawić, nie jest to oznaka niczego złego. To krew lub inne dziwne wydzieliny mogą być niepokojące, jednak nie stwierdziliśmy takich przypadków. Reszta to plotki i panika. Proszę o siebie dbać i w miarę możliwości…. w miarę możliwości odpoczywać. — W swoim czasie Deirdre widziała różnego rodzaju flegmę i gluty, od magicznych psikusów na rodzeństwie, gdzie zewsząd wypływała błyszcząca, tęczowa maź, przez choroby i klątwy, po, ostatecznie, krwawienia. Najgorsze sytuacje jakie napotkała w tym gabinecie dotyczyły dzieci, ale musiała przyznać, że mogło być gorzej i to znacznie. Małe dzieci mogły od kaszlu wymiotować na przykład.
Nerwy ustąpiły, gdy aurorka udała się do wyjścia. Powinna się bardziej oswoić ze spotykaniem ludzi, których mogła znać lub którzy byli w jakiś sposób uprzywilejowani. Jeszcze dużo pracy przed nią, bo co by zrobiła, jakby pojawił się taki Vakel Dolohov? Mógł być jej dalekim stryjem, nadal był gwiazdą. Głupie myślenie. Takie osoby miały prywatnych uzdrowicieli, a nie przychodzili czekać w kolejce na przyjęcie w sprawie kaszlu.
Chyba.
— Do widzenia pani Lestrange. Proszę zostawić otwarte drzwi. — Deirdre wstała, umyła ręce i zawołała: — Następny!