Czy rzeczywiście skazany był na żałobę? Czy może powinien spytać właścicielkę stoiska o szczegóły związane z onyksem? Może kryło się tu jakieś pozytywne znaczenie?
Rozważania przerwało wylosowanie kulki. Oto chwila prawdy. Głos przyszłości. Nakładał dodatkowe znaczenia na tą nic nie znaczącą loteryjkę, ale cóż innego mu zostało?
Ostrożnie otworzył kulkę i przyjrzał się pierścieniowi. Obiekt zabłysł na zielono. Martin przyjrzał się misternie wyrzeźbionemu kameleonowi. Cóż za interesujący wybór. A najważniejsze — w końcu pojawił się kolor. Ale to nie wszystko. Pierścionki te miały mieć dodatkowe efekty magiczne. Wsunął więc go na palec...
W pierwszej chwili nie zrozumiał, co się dzieje. Usłyszał krzyk Daisy i odwrócił się w jej stronę. Co będzie niesamowite? Czy pierścień zmienił coś w jego wyglądzie? Spojrzał w dół, a wtedy kosmyki włosów wsunęły mu się na twarz i dojrzał.
Mieniły się na tęczowo.
Zapatrzył się w to wyjątkowe zjawisko, gdy dotarła do niego druga część wypowiedzi. "Znowu?" Czy to rzeczywiście autorka jego poprzedniego zdjęcia?
— Poczekaj — zawołał za nią najprawdopodobniej zbyt słabo, by głos przebił się przez tłumy, ale zaraz też ruszył w stronę kobiety. — Czy to ty robiłaś zdjęcia na balu Longbottomów?
Głos Martina był spokojny. Zdecydowanie nie wypływał z niego zarzut, bardziej zainteresowanie. Tęcza jego włosów wyglądała komicznie w połączeniu z czernią jego stroju i oszpeconą bliznami twarzą. Dotąd nie pomyślał, że to może z ich powodu mało kto chce z nim rozmawiać, co może stać się również teraz.