26.05.2026, 09:13 ✶
Mniejsze zło…
Gdzieś w dalszych zakątkach jego podświadomości chowała się nieśmiało myśl, że Hannibal swoim działaniem właściwie próbował go ratować. I właściwie to go uratował, bo w momencie ataku Śmierciożercy, sądząc, że trafili na swojego, przestali zwracać na nich dwóch uwagę w momencie, w którym krzyki ucichły. Dało im to szansę ucieczki.
Niestety, rodzina Jessiego nie miała tej szansy. Rita i Theo zginęli po długich torturach, trafieni Avadą. Charlotte natomiast w swoich ostatnich chwilach musiała patrzeć i słyszeć, jak dwoje jej dzieci było torturowanych przez Śmierciożerców, natomiast trzecie, najstarszy syn, raniony był przez osobę, którą nazywał swoim najlepszym przyjacielem. Może kiedyś, jeżeli ten koszmar dobiegnie końca, będą w stanie znaleźć mogiłę, do której ktoś może wrzucił ich ciała, i Hannibal będzie mógł wyjaśnić swoje działanie. Może będzie miał szansę uspokoić matczynego ducha, ale chociaż uciszyć swoje sumienie.
W pewnym momencie spojrzenie Jessiego złagodniało. Jedna z dłoni uniosła się nad ziemią i drżące palce próbowały sięgnąć siedzącego obok przyjaciela, ale ostatecznie opadły na ruszający się w urywanym oddechu tors.
Hannibal był jedynym, który mu pozostał, tak jak Jessie był jedynym, który pozostał Hannibalowi. Nie było nikogo więcej - nikt nie przeżył i widok ich nieruchomych, pozbawionych życia ciał wciąż gnębił Jaspera w snach.
Mruknął cicho, kiedy Hannibal się odezwał, i odkaszlnął, czując coś zalegającego mu w gardle.
-Wydaje mi się, że… powinniśmy mieć trochę Szkiele-Wzro - powiedział, a jego głos był nieprzyjemnie zachrypnięty. -Jak twoje żebro?
Mogło mu się to jedynie wydawać, ale chyba w palce wpadła mu niewielka buteleczka tego właśnie eliksiru, kiedy uzupełniali zapasy.
Przyjął wyciągniętą do niego dłoń i dźwignął się z ziemi, krzywiąc się nie tylko przez ból na plecach, ale również protest zmęczonych biegiem i stresem mięśni. Jeżeli Hannibal mu na to pozwolił, zabrał z powrotem swój plecak.
Wnętrze niedokończonego budynku wyglądało tak, jak można było się po nim spodziewać - opuszczony, zakurzony, z mnóstwem pajęczyn i trzeszczącym pod butami gruzem. Na podłodze rozłożone były materace i był to całkiem miły widok dla ciał, zmęczonych spaniem na twardej ziemi albo siedzeniu samochodu.
-Myślisz, że ktoś tam zdołał uciec?
Gdzieś w dalszych zakątkach jego podświadomości chowała się nieśmiało myśl, że Hannibal swoim działaniem właściwie próbował go ratować. I właściwie to go uratował, bo w momencie ataku Śmierciożercy, sądząc, że trafili na swojego, przestali zwracać na nich dwóch uwagę w momencie, w którym krzyki ucichły. Dało im to szansę ucieczki.
Niestety, rodzina Jessiego nie miała tej szansy. Rita i Theo zginęli po długich torturach, trafieni Avadą. Charlotte natomiast w swoich ostatnich chwilach musiała patrzeć i słyszeć, jak dwoje jej dzieci było torturowanych przez Śmierciożerców, natomiast trzecie, najstarszy syn, raniony był przez osobę, którą nazywał swoim najlepszym przyjacielem. Może kiedyś, jeżeli ten koszmar dobiegnie końca, będą w stanie znaleźć mogiłę, do której ktoś może wrzucił ich ciała, i Hannibal będzie mógł wyjaśnić swoje działanie. Może będzie miał szansę uspokoić matczynego ducha, ale chociaż uciszyć swoje sumienie.
W pewnym momencie spojrzenie Jessiego złagodniało. Jedna z dłoni uniosła się nad ziemią i drżące palce próbowały sięgnąć siedzącego obok przyjaciela, ale ostatecznie opadły na ruszający się w urywanym oddechu tors.
Hannibal był jedynym, który mu pozostał, tak jak Jessie był jedynym, który pozostał Hannibalowi. Nie było nikogo więcej - nikt nie przeżył i widok ich nieruchomych, pozbawionych życia ciał wciąż gnębił Jaspera w snach.
Mruknął cicho, kiedy Hannibal się odezwał, i odkaszlnął, czując coś zalegającego mu w gardle.
-Wydaje mi się, że… powinniśmy mieć trochę Szkiele-Wzro - powiedział, a jego głos był nieprzyjemnie zachrypnięty. -Jak twoje żebro?
Mogło mu się to jedynie wydawać, ale chyba w palce wpadła mu niewielka buteleczka tego właśnie eliksiru, kiedy uzupełniali zapasy.
Przyjął wyciągniętą do niego dłoń i dźwignął się z ziemi, krzywiąc się nie tylko przez ból na plecach, ale również protest zmęczonych biegiem i stresem mięśni. Jeżeli Hannibal mu na to pozwolił, zabrał z powrotem swój plecak.
Wnętrze niedokończonego budynku wyglądało tak, jak można było się po nim spodziewać - opuszczony, zakurzony, z mnóstwem pajęczyn i trzeszczącym pod butami gruzem. Na podłodze rozłożone były materace i był to całkiem miły widok dla ciał, zmęczonych spaniem na twardej ziemi albo siedzeniu samochodu.
-Myślisz, że ktoś tam zdołał uciec?