16.03.2023, 00:41 ✶
Steward obserwował uważnie jak dalej potoczyła się walka. A ta nie była specjalnie spektakularna, ale za to bardzo, bardzo skuteczna. Zagwizdał, gdy Heather Wood udało się zarzucić lasso na nieumarłego. Ściągnięcie go do dziury było już tylko kolejnym, całkiem naturalnym krokiem, który też się powiódł.
Sam zbliżył się do wyrwy w ziemi nieco i popatrzył w dół na miotające się w środku dwa, żywe trupy. Nie przeszkadzał, gdy Mavelle starała się wzniecić jeszcze większy pożar. Wreszcie i on dorzucił swój płonący patyk. W końcu im więcej ognia, tym więcej ognia a nic tak nie działało na nieumarłych jak pożar.
- Dopilnujmy, żeby padły – rzucił w stronę trzech kobiet. W pierwszej kolejności, Steward skupił się na szukaniu suchych gałęzi. Podpalał je i zrzucał do dołu, tak długo aż wreszcie ogień pochłonął czających się w dziurze nieumarłych. Jeśli trzy brygadzistki mu pomogły to całość pewnie nie zajęła im zbyt wiele czasu.
Dopiero po tym, jak minęło zagrożenie, wyprostował się. Wyciągnął różdżkę i z cichym lumos sprawdził, czy magia rzeczywiście wróciła na swoje miejsce. Cóż, pierwsza część zadania powinna zostać wykonana. Najprawdopodobniej kolejne ofiary przypadkowego teleportowania się na Mglistych Mokradłach, będą mogły przynajmniej się bezpiecznie odteleportować dalej.
– To było doskonałe, Heather – pochwalił brygadzistkę. – Mav, Brenno… Wy też dobrze się spisałyście – dodał jeszcze. Choć w ich przypadku raczej nie musiał tego mówić. Znali się już na tyle długo, że musiały wiedzieć, że doceniał ich umiejętności. – A teraz wracamy nad jezioro. One czegoś pilnowały – przypomniał.
Jeszcze nie wiedział w jaki sposób mogli to wyciągnąć. I czy wyciąganie tego w ogóle było bezpieczne, ale wychodził z założenia, że kiedy już zamordują żywe trupy (a właściwie odeślą je do krainy śmierci, w której nieszczęsne ciała już dawno powinny tkwić), magia wreszcie powróci na Mgliste Mokradła. A razem z nią, dużo łatwiej będzie sobie poradzić z podejrzanym czymś, co musiał umieścić w wodzie jakiś czarnoksiężnik.
- Może sieć? – zapytał, spoglądając na jezioro. Jakoś trzeba było wydostać to, co się znajdowało w środku. – Chyba, że zadziałałaby zwykła magia?
Sam zbliżył się do wyrwy w ziemi nieco i popatrzył w dół na miotające się w środku dwa, żywe trupy. Nie przeszkadzał, gdy Mavelle starała się wzniecić jeszcze większy pożar. Wreszcie i on dorzucił swój płonący patyk. W końcu im więcej ognia, tym więcej ognia a nic tak nie działało na nieumarłych jak pożar.
- Dopilnujmy, żeby padły – rzucił w stronę trzech kobiet. W pierwszej kolejności, Steward skupił się na szukaniu suchych gałęzi. Podpalał je i zrzucał do dołu, tak długo aż wreszcie ogień pochłonął czających się w dziurze nieumarłych. Jeśli trzy brygadzistki mu pomogły to całość pewnie nie zajęła im zbyt wiele czasu.
Dopiero po tym, jak minęło zagrożenie, wyprostował się. Wyciągnął różdżkę i z cichym lumos sprawdził, czy magia rzeczywiście wróciła na swoje miejsce. Cóż, pierwsza część zadania powinna zostać wykonana. Najprawdopodobniej kolejne ofiary przypadkowego teleportowania się na Mglistych Mokradłach, będą mogły przynajmniej się bezpiecznie odteleportować dalej.
– To było doskonałe, Heather – pochwalił brygadzistkę. – Mav, Brenno… Wy też dobrze się spisałyście – dodał jeszcze. Choć w ich przypadku raczej nie musiał tego mówić. Znali się już na tyle długo, że musiały wiedzieć, że doceniał ich umiejętności. – A teraz wracamy nad jezioro. One czegoś pilnowały – przypomniał.
Jeszcze nie wiedział w jaki sposób mogli to wyciągnąć. I czy wyciąganie tego w ogóle było bezpieczne, ale wychodził z założenia, że kiedy już zamordują żywe trupy (a właściwie odeślą je do krainy śmierci, w której nieszczęsne ciała już dawno powinny tkwić), magia wreszcie powróci na Mgliste Mokradła. A razem z nią, dużo łatwiej będzie sobie poradzić z podejrzanym czymś, co musiał umieścić w wodzie jakiś czarnoksiężnik.
- Może sieć? – zapytał, spoglądając na jezioro. Jakoś trzeba było wydostać to, co się znajdowało w środku. – Chyba, że zadziałałaby zwykła magia?