Może i poświęcała się w drobnych sprawach dla dobra innych (w dużych pewnie też) i nie chciała przesadnie zawracać sobą głowy, ale akurat w tym wypadku mówiła całkiem szczerze. Mogły tak samo rozsiąść się pośród czerwono złotych ozdób i zjeść coś pysznego, tak samo jak i kupić jedzenie w którymś z licznych sklepików i zabrać je do domu. - Nie no, jak wygodniej - rzuciła po chwili zastanowienia, nie będąc trochę pewną, jak powinna przekonać Brennę, że jej NAPRAWDĘ wszystko jedno.
Pierożki, które proponował im nieznajomy, brzmiały całkiem dobrze. Pewnie też gdyby nie to, że były w środku chinatown i w biały dzień, to zastanowiłaby się trzy razy nad tym, czy to nie była jakaś ta sławetna podpucha gdzie ktoś je zaraz zapakuje do vana. Pojazdu jednak nigdzie nie było widać, a pan chińczyk najwyraźniej łasił się na jakiś biznes życia. Szkoda, że nie trafił w odpowiednią klientelę. Bo pierożki to tak, oczywiście. Ale tatuaże? Nawet nie chodziło o to że mogła być za młoda, albo do niej w ogóle nie pasowały, ale bałaby się okropnie, że nie znając języka skończyłaby z jakimś kurczakiem w pięciu smakach albo znakiem na psa, wytatuowanym na sobie do końca życia.
- Tak, tak. Nie szukamy, niestety - westchnęła, trochę zagubiona, biorąc z ręki Brenny, którą ta ułożyła jej na ramieniu, bardzo dużo pewności siebie. Nie na tyle dużo jednak, by głos nie zawahał się wyraźnie. No bo Dora nie chciała być niegrzeczna! - Może innym razem, wie pan… - już się rozpędzała, żeby mu powiedzieć czego szukają, ale tak na około gdyby miał być mugolem, ale pan się wyraźnie obruszył całym ich podejściem i niechęcią. Jego burknięcie spotkało się z cichym westchnięciem, niby to smutnym, ale mimo wszystko było w nim nieco ulgi bo wyglądało na to że pan nie chciał ich dalej zaczepiać. Crawleyówna zrobiła więc taktyczny krok w bok, a nawet dwa, ciągnąć Brennę za rękaw. - To może wejdziemy tu obok, sprawdzimy czy apteka, a potem weźmiemy jedzenie? - zasugerowała szeptem.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.