29.05.2026, 07:33 ✶
O aspekcie językowym i o tym, że Dora mogłaby skończyć z czymś dziwnym czy że mogłyby zostać załadowane do jakiegoś vana Brenna nawet nie pomyślała. Wprawdzie nie pozwoliłaby, aby jakaś igła choćby zbliżyła się do jej twarzy, a próba załadowania ich do jakiegoś vana mogłaby skończyć się na tym, że Brenna grzecznie by na to pozwoliła, kazałaby Dorze się teleportować, a potem porywacze zamiast dwóch dziewczyn zastaliby wilka, ale jakieś brzydkie słowa na dłoni faktycznie mogłyby Crawleyównie grozić…
– To świetny pomysł – zgodziła się z Dorą i po prostu odeszły, obejrzeć tę domniemaną siedemnastkę dokładnie, zostawiając za sobą bardzo niezadowolonego tatuażystę (który natychmiast chwycił kolejną ofiarę i zaczął zapewniać ją, że cudownym sposobem akurat ma wolne miejsce na tatuaż). Bo może było tu jednak jakieś przejście do bardziej magicznego zakładu albo sprzedawcę je z tą całą siedemnastką zwyczajnie wmawiał. – Jakby od razu zaczął o pierożkach, to może je nawet bym od niego kupiła, ale jakoś tak sobie myślę, że ktoś kto jednocześnie nakłuwa skórę i wypełnia ją tuszem, i robi pierożki, nie może być równie dobry w obu tych rzeczach…
I czy w takim miejscu w ogóle można utrzymać czystość, jeżeli nie możesz używać starych, dobrych zaklęć oczyszczających?
– To wygląda jak eee… apteka. Albo herbaciarnia. Albo punkt sprzedaży bardzo nielegalnych substancji, ale chyba możemy sprawdzić, a potem poszukać kurczaka i pierożków – oceniła Brenna przystając przez drzwiami, które wiodły do lokalu w tym samym budynku czyli domniemanej siedemnastce. Zajrzała przez okno do środka, przypatrując się półkom i sprzedawcy. Nie przypominało to apteki Lupinów ani w ogóle żadnej, w jakiej Brenna kiedykolwiek bywała, ale brała poprawkę na to, że byli to mugole oraz, cóż, Chińczycy. Nawiedziła ją myśl, że z jednej strony bardzo chętnie odwiedziłaby kiedyś Chiny, z drugiej, że to pewnie musi być naprawdę przerażające miejsce.
– To świetny pomysł – zgodziła się z Dorą i po prostu odeszły, obejrzeć tę domniemaną siedemnastkę dokładnie, zostawiając za sobą bardzo niezadowolonego tatuażystę (który natychmiast chwycił kolejną ofiarę i zaczął zapewniać ją, że cudownym sposobem akurat ma wolne miejsce na tatuaż). Bo może było tu jednak jakieś przejście do bardziej magicznego zakładu albo sprzedawcę je z tą całą siedemnastką zwyczajnie wmawiał. – Jakby od razu zaczął o pierożkach, to może je nawet bym od niego kupiła, ale jakoś tak sobie myślę, że ktoś kto jednocześnie nakłuwa skórę i wypełnia ją tuszem, i robi pierożki, nie może być równie dobry w obu tych rzeczach…
I czy w takim miejscu w ogóle można utrzymać czystość, jeżeli nie możesz używać starych, dobrych zaklęć oczyszczających?
– To wygląda jak eee… apteka. Albo herbaciarnia. Albo punkt sprzedaży bardzo nielegalnych substancji, ale chyba możemy sprawdzić, a potem poszukać kurczaka i pierożków – oceniła Brenna przystając przez drzwiami, które wiodły do lokalu w tym samym budynku czyli domniemanej siedemnastce. Zajrzała przez okno do środka, przypatrując się półkom i sprzedawcy. Nie przypominało to apteki Lupinów ani w ogóle żadnej, w jakiej Brenna kiedykolwiek bywała, ale brała poprawkę na to, że byli to mugole oraz, cóż, Chińczycy. Nawiedziła ją myśl, że z jednej strony bardzo chętnie odwiedziłaby kiedyś Chiny, z drugiej, że to pewnie musi być naprawdę przerażające miejsce.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.