29.05.2026, 08:20 ✶
Brenna przystanęła dwa kroki za Dorą, nie pchając się dalej: nie rozpoznałaby chińskiego, magicznego korzenia, nawet gdyby taki dał jej w twarz, pozwoliła więc, by to dziewczyna prowadziła rozmowę. Sama z pewnym zainteresowaniem wdychała mieszankę zapachów i wodziła spojrzeniem po towarach wystawionych na półkach oraz piętrzących się na specjalnym stoliczku na środku sklepu. Większość rzecz jasna miała azjatyckie napisy, Brenna nie miała więc zielonego pojęcia, z czym ma do czynienia, ale przy kilku wystawiono karteczki z angielskimi napisami. Ostatecznie więc z ciekawości wzięła dwa opakowania herbaty w ładnych, kolorowych opakowaniach i podsunęła je sprzedawcy, bo niby dlaczego nie: jeżeli coś z nią będzie nie tak, Nora albo Dora na pewno to zauważą. A była ciekawa czy chińska herbata faktycznie może być lepsza niż ta, jaką pijali na co dzień. Coś tam się jej w głowie trzepało o jakichś ceremoniach herbacianych, więc chyba lubili herbatę? A może tu chodziło o Japonię?
– Och, bezoar? – mruknęła, kiedy wyszły i wepchnęła opakowania herbaty do torby. – Może to i lepiej, bo co jak co, ale hodowanie kozy, by wyciągnąć jej coś z żołądka, nie było na liście moich najbliższych planów. To na co masz ochotę? Makaron z wołowiną? Znaczy się, mam nadzieję, że z wołowiną, a nie jakimś szczurem. Kurczaka z ryżem w sosie? Chyba rozpoznamy kurczaka… Albo pierożki. Albo wiesz co? Po co się ograniczać. Weźmy wszystkiego po trochu, i podzielimy się z Erikiem, a jak będzie dobre, to zaniosę trochę Alkowi i Millie…
Bo najwyraźniej niedobrym mogła karmić brata, ale już nie Moodych, im zamierzała dać mugolskie jedzenie dopiero po przetestowaniu, czy na pewno jest smaczne i bezpieczne. Tak oto zaczęły rundkę po pobliskich knajpkach i straganikach, kupując wszystko, co akurat któraś z nich uznała za potencjalnie interesujące, a potem obładowane bardzo dużą ilością papierowych toreb i rozsiewające wokół zapach kurczaka oraz sosu słodko – kwaśnego znikły w jednej z pobliskich uliczek.
– Och, bezoar? – mruknęła, kiedy wyszły i wepchnęła opakowania herbaty do torby. – Może to i lepiej, bo co jak co, ale hodowanie kozy, by wyciągnąć jej coś z żołądka, nie było na liście moich najbliższych planów. To na co masz ochotę? Makaron z wołowiną? Znaczy się, mam nadzieję, że z wołowiną, a nie jakimś szczurem. Kurczaka z ryżem w sosie? Chyba rozpoznamy kurczaka… Albo pierożki. Albo wiesz co? Po co się ograniczać. Weźmy wszystkiego po trochu, i podzielimy się z Erikiem, a jak będzie dobre, to zaniosę trochę Alkowi i Millie…
Bo najwyraźniej niedobrym mogła karmić brata, ale już nie Moodych, im zamierzała dać mugolskie jedzenie dopiero po przetestowaniu, czy na pewno jest smaczne i bezpieczne. Tak oto zaczęły rundkę po pobliskich knajpkach i straganikach, kupując wszystko, co akurat któraś z nich uznała za potencjalnie interesujące, a potem obładowane bardzo dużą ilością papierowych toreb i rozsiewające wokół zapach kurczaka oraz sosu słodko – kwaśnego znikły w jednej z pobliskich uliczek.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.