24.10.2022, 19:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2022, 20:07 przez Sacharissa Macmillan.)
Londyn 10.03.1972
Najdroższa Przyjaciółko,
Modlę się do Matki, żeby list mój zastał Cię w dobrym zdrowiu i spokoju ducha. Mnie niestety nie jest to dane. Jestem tak, tu przepraszam za rynsztokowe słownictwo, wkurwiona, że sobie nie jesteś tego wstanie wyobrazić. Ten zasmarkany Klecha (zwany we wcześniejszej naszej korespondencji, mym ukochanym mężem lub Ślubnym) zasugerował, bardzo delikatnie jak to tylko on potrafi, że nic nie robię cały dzień i w dobrym guście byłoby, gdybym pomogła jego matce w kowenie. Czy ty to rozumiesz - JA NIC NIE ROBIĘ! A kto wychowuje Ambrosia, Bartusia i Cyntię? Kto kieruje skrzatami, by w tym domu był zawsze porządek, na każdego czekał ciepły posiłek, a kominek dawał przyjemne ciepło? Kto opatruje ranne kolana, wyciera gile z nosa, pilnuje by guwernantka nie wkładała im do głów jakiś bzdur o równouprawnieniu, a dodatkowo znajduje czas na koło brydżowe? Nikt, no według Jaśnie Oświeconego to wszystko robi się samo. Gdybym nie miała magicznej różdżki, zasugerowałabym, że magia, wszystko ogarnia.
Kończąc ten przydługi wstęp może nie potrzebujesz asystentki? Szukam czegoś, żeby mu pokazać jak będzie wyglądało jego zakichane życie, kiedy znajdę sobie w końcu zajęcie.
Ucałuj ode mnie Williama i pozdrów wszystkich.
Całuję
S. Macmillan