- A czy ja wyglądam Ci na kogoś takiego? - Specjalnie to powiedział, żeby zobaczyć, jak zaczyna się irytować. Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości, na pewno wiedział, co miała na myśli. Geraldine ceniła sobie jakość materiałów, one mogły zdziałać cuda, lubiła też wykorzystywać wszystkie części zwierząt na które polowała, tak, aby nic się nie zmarnowało, nie zabijała przecież dla zabawy, a dla komponentów, a więc warto było wykorzystać wszystko, co się dało. Magiczne ubrania mogły zdziałać cuda, uchronić ich przed naprawdę sporą ilością przypadkowych uszkodzeń. Wydawało się to dla Geraldine dość istotne, najwyraźniej Benjy jednak nie podzielał tego entuzjazmu - trudno, albo po prostu ja podpuszczał, to też nie byłoby niczym nowym.
- Odpowiednie ubrania mogą ułatwić nam pracę, też jestem przywiązana do swojego płaszcza, chodzę w nim od dekady, a może i więcej, ale tylko dlatego, że został odpowiednio stworzony i nie muszę mu przyszywać rękawów. - Na całe szczęście, bo nie potrafiła szyć, materiał i szwy były jednak na tyle trwałe, że nie musiała tego robić, wszystko działało samo i zależało jej na tym, aby mieli jak najwięcej podobnych ubrań dostępnych od ręki, tak samo jak broni - akurat tego im nie brakowało.
- Tak, oczywiście, że chodzi mi o smoking. - Przewróciła jeszcze oczami. - Idealnie się nadaje do biegania po lasach. - Prychnęła, nie mogąc się powstrzymać od kolejnego komentarza. Jak widać, nadal potrafili całkiem nieźle się irytować, mimo swojego zupełnie nowego sojuszu.
Później ich jakże istotną rozmowę o ubraniach przerwała obecność tej dziwnej gromady, która pojawiła się zupełnie znikąd. Greengrass - Yaxley stała z boku, grzecznie się wszystkiemu przypatrywała w przeciwieństwie do swojego kompana. Widziała, że jest bliski wybuchu. Będzie musiała jakoś go odsunąć od tego pomysłu.
Goblin zamiast ugryźć się w język postanowił nadal kontynuować temat, nie wiedział co robił, nie miał pojęcia… nie było sensu igrać z ogniem, szkoda, że nie zdawał sobie z tego sprawy. Geraldine wyprostowała się, żeby móc jak najszybciej zareagować, kiedy sprawy zaczną wymykać się spod kontroli.
Widziała, że ten o ostrych zębach chciał powiedzieć coś więcej, przekroczyć kolejne granice, ale nie zamierzała mu na to pozwolić, nie miała zamiaru też pozwolić na to, aby Benjy wdał się w bójkę w tym miejscu, nie miała ona żadnego sensu.
- Benjy, już późno, powinniśmy iść. - Nie czekała na reakcję, wsunęła mu po prostu rękę pod ramię i pociągnęła go za sobą, mimo tego, że widziała w jego oczach pioruny, które sugerowały, że dopiero zaczynał się zajmować tematem. - Życzę miłego wieczoru. - Rzuciła jeszcze tamtej grupce na odchodne, przesadnie miłym, sztucznym tonem głosu. Musieli znaleźć się jak najdalej stąd, a najlepiej by było wylać na jej towarzysza kubeł zimnej wody, może wtedy by się nieco uspokoił.