16.03.2023, 02:03 ✶
Patrzyła na niego zza woalu jasnych rzęs rzucających cienie na jej policzki. Zaraz potem księżyc, którego światło dotychczas wpadało do środka przez rozszczelnienia zasłonę, schował swe oblicze za ciemnym woalem chmur i sypialnia Elliotta stała się jeszcze mroczniejsza; wówczas sylwetka Simone stała się pełniejsza, bardziej materialna. Prawie tak, jakby była tu obok niego żywa, lecz niesamowicie chłodna.
Na jej twarzy ponownie zagościł smutek. Zbliżyła się do męża i wsparła swe czoło o jego własne, patrząc mu przy tym w oczy.
— Och najmilszy — wyszeptała — Jesteś taki rozdarty, taki rozbity... Możesz próbować karmić mnie kłamstwami o swym wyrachowaniu, ale twe słowa już mnie ranią. Nie należę bowiem już do świata żywych i nie czuję niczego, poza smutkiem z twojego powodu. Ale ty? Och, ty jak nikt inny powinieneś wiedzieć, że najwięcej kosztuje oszukiwanie samego siebie.
Odsunęła się nieco od niego i pogładziła jego jasne włosy. Na dźwięk imienia syna poruszyła się niespokojnie, a zaraz potem zeszła z łoża i stanęła obok niego, a właściwie to zawisła - jej stopy unosiły się bowiem kilka centymetrów nad ziemią.
— Nie kłam, że zrobiłeś to dla niego — ramiona kobiety uniosły się i opadły w ciężkim westchnieniu — To nie jego dobrem kierowałeś się w pierwszej kolejności, a swoim własnym lękiem. Sądziłeś, że bym ci zaszkodziła? Naprawdę uważałaś, że mogłabym wystąpić przeciwko tobie.
Odwróciła się do niego plecami i podleciała do drzwi.
— Brzydziłam się ciebie, owszem. Ale nie ze względu na twoje chore skłonności, a przynajmniej to nie był główny powód. Nie, Elliocie... — głos jej drżał, gdy wyrzucała swój żal, wciąż stojąc do niego odwrócona plecami — Brzydziłam się ciebie, bo mnie oszukałeś. W cyniczny sposób wykorzystałeś jako argument za tym, że jesteś normalny. Upokorzyłeś mnie i zraniłeś. Być może gdybyś był ze mną od początku szczery i dał mi czas na oswojenie się z myślą, że jesteś dewiantem, który nigdy mnie nie pokocha... Ale ty... ty pozwoliłeś mi uwierzyć, że jest między nami uczucie, podobne do tego, które zdrowy mężczyzna żywi do kobiety.
Umilkła, kładąc dłoń na klamce. Na moment zapadła nieprzyjemna cisza.
— Nicholas jest u siebie? — zapytała, ale nie czekała na odpowiedź. Zamiast tego wyszła z sypialni, przypominając sobie w ostatniej chwili, że w obecnej sytuacji nie musi kłopotać się z otwieraniem drzwi, przez które najzwyczajniej w świecie przeniknęła.
Na jej twarzy ponownie zagościł smutek. Zbliżyła się do męża i wsparła swe czoło o jego własne, patrząc mu przy tym w oczy.
— Och najmilszy — wyszeptała — Jesteś taki rozdarty, taki rozbity... Możesz próbować karmić mnie kłamstwami o swym wyrachowaniu, ale twe słowa już mnie ranią. Nie należę bowiem już do świata żywych i nie czuję niczego, poza smutkiem z twojego powodu. Ale ty? Och, ty jak nikt inny powinieneś wiedzieć, że najwięcej kosztuje oszukiwanie samego siebie.
Odsunęła się nieco od niego i pogładziła jego jasne włosy. Na dźwięk imienia syna poruszyła się niespokojnie, a zaraz potem zeszła z łoża i stanęła obok niego, a właściwie to zawisła - jej stopy unosiły się bowiem kilka centymetrów nad ziemią.
— Nie kłam, że zrobiłeś to dla niego — ramiona kobiety uniosły się i opadły w ciężkim westchnieniu — To nie jego dobrem kierowałeś się w pierwszej kolejności, a swoim własnym lękiem. Sądziłeś, że bym ci zaszkodziła? Naprawdę uważałaś, że mogłabym wystąpić przeciwko tobie.
Odwróciła się do niego plecami i podleciała do drzwi.
— Brzydziłam się ciebie, owszem. Ale nie ze względu na twoje chore skłonności, a przynajmniej to nie był główny powód. Nie, Elliocie... — głos jej drżał, gdy wyrzucała swój żal, wciąż stojąc do niego odwrócona plecami — Brzydziłam się ciebie, bo mnie oszukałeś. W cyniczny sposób wykorzystałeś jako argument za tym, że jesteś normalny. Upokorzyłeś mnie i zraniłeś. Być może gdybyś był ze mną od początku szczery i dał mi czas na oswojenie się z myślą, że jesteś dewiantem, który nigdy mnie nie pokocha... Ale ty... ty pozwoliłeś mi uwierzyć, że jest między nami uczucie, podobne do tego, które zdrowy mężczyzna żywi do kobiety.
Umilkła, kładąc dłoń na klamce. Na moment zapadła nieprzyjemna cisza.
— Nicholas jest u siebie? — zapytała, ale nie czekała na odpowiedź. Zamiast tego wyszła z sypialni, przypominając sobie w ostatniej chwili, że w obecnej sytuacji nie musi kłopotać się z otwieraniem drzwi, przez które najzwyczajniej w świecie przeniknęła.