16.03.2023, 02:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2023, 02:17 przez Ulysses Rookwood.)
Ulysses przewrócił oczami.
- Cofasz się w rozwoju, Carrow – mruknął, ale ostatecznie był całkiem wdzięczny i przez to, że jego siostra do niego zagadywała i, że Alanna paplała ile wlezie.
Przez to cała sytuacja wyglądała naturalniej. Jeśli ktoś go znał, dobrze wiedział, że był pedantem. To, że przeszkadzały mu brudne buty nie było niczym dziwnym. Tak jak niczym dziwnym nie był upadek Vespery i poszukiwanie przez nią broszki a potem dziecinada Carrow. Ale i w jednym i w drugim przypadku, Ulysses starał się przynajmniej udawać, że pomaga obydwu kobietom. Przy Vesperze syknął głośno, wyciągając pośpiesznie rękę w jej stronę, gdy zobaczył potknięcie, przy Alannie rozglądał się, zasłaniając ją ciałem, gdy szukała pierścionka.
A potem było po wszystkim. Niepokój, choć powinien minąć, tylko się w nim nasilił.
- Dobrze. Chodźmy na loterię – zgodził się z siostrą. – Jak mogłaś zgubić pierścionek po babci? – zapytał Alannę, choć dobrze zdawał sobie sprawę, że raczej nie było żadnego pierścionka. Ale gdyby ich ktoś obserwował, lepiej brzmiało, gdyby ciągle martwili się zagubioną pamiątką.
Przystanął w kolejce do podejrzanie wyglądającego goblina. A potem, bardziej z musu niż z chęci kupił los na loterii. Wszystko po to, by wyglądać na człowieka, który naprawdę przyszedł tu świętować…
Skrzywił się na widok plakatu. Brak poczucia humoru sprawił, że nie docenił tego prezentu. Ale z miejsca wcisnął go Alannie.
- Masz. Uwielbiasz Dolohova.
- Cofasz się w rozwoju, Carrow – mruknął, ale ostatecznie był całkiem wdzięczny i przez to, że jego siostra do niego zagadywała i, że Alanna paplała ile wlezie.
Przez to cała sytuacja wyglądała naturalniej. Jeśli ktoś go znał, dobrze wiedział, że był pedantem. To, że przeszkadzały mu brudne buty nie było niczym dziwnym. Tak jak niczym dziwnym nie był upadek Vespery i poszukiwanie przez nią broszki a potem dziecinada Carrow. Ale i w jednym i w drugim przypadku, Ulysses starał się przynajmniej udawać, że pomaga obydwu kobietom. Przy Vesperze syknął głośno, wyciągając pośpiesznie rękę w jej stronę, gdy zobaczył potknięcie, przy Alannie rozglądał się, zasłaniając ją ciałem, gdy szukała pierścionka.
A potem było po wszystkim. Niepokój, choć powinien minąć, tylko się w nim nasilił.
- Dobrze. Chodźmy na loterię – zgodził się z siostrą. – Jak mogłaś zgubić pierścionek po babci? – zapytał Alannę, choć dobrze zdawał sobie sprawę, że raczej nie było żadnego pierścionka. Ale gdyby ich ktoś obserwował, lepiej brzmiało, gdyby ciągle martwili się zagubioną pamiątką.
Przystanął w kolejce do podejrzanie wyglądającego goblina. A potem, bardziej z musu niż z chęci kupił los na loterii. Wszystko po to, by wyglądać na człowieka, który naprawdę przyszedł tu świętować…
Skrzywił się na widok plakatu. Brak poczucia humoru sprawił, że nie docenił tego prezentu. Ale z miejsca wcisnął go Alannie.
- Masz. Uwielbiasz Dolohova.
!goblin