30.05.2026, 17:31 ✶
Hmpf, w takim razie jest nas dwoje, pomyślał Longbottom na dźwięk słów Elliotta. Za każdym razem, gdy na horyzoncie pojawiały się kolejne problemy związane z działalnością Śmierciożerców w kraju, Erikiem zaczynały targać kolejne wątpliwości. Czy działania jego bliskich faktycznie zbliżały ich do jakiejkolwiek wygranej w tym boju? Czy to, co robili, było wystarczające? I przede wszystkim: czy można było robić jeszcze więcej? Zapewne jeszcze nie raz zada sobie te same pytania.
Spalona Noc skutecznie udowodniła mu, że musieli robić więcej. Bo niebezpieczeństwo, jakie stanowili wyznawcy Czarnego Pana, wcale nie zamierzało usunąć się w cień. Podczas minionego lata można było się łudzić, że atak na Beltane nasycił ich żądzę krwi, jednak wystarczyło, aby lato się skończyło, a zło znów podniosło łeb, aby dać o sobie znać. I tym razem skala zniszczeń była dużo większa niż wcześniej. Konsekwencje tych ataków będą czuć dużo dłużej niż katastrofy na Polanie Ognisk. Erik wypuścił powoli powietrze przez usta.
— Niewykluczone — mruknął, przesuwając palcem po krawędzi podłokietnika. — Może w gruncie rzeczy liczę, że wypowiadając te wszystkie projekcje na głos, w obecności drugiej osoby, łatwiej będzie mi zrozumieć, którą drogą powinienem pójść. Jak odnaleźć się w tym, co dzieje się wokół nas, i jaką rolę mam w tym wszystkim pełnić, nie zatracając się w konflikcie do tego stopnia, że przestanę rozpoznawać samego siebie. Jak znaleźć złoty środek. — Zamilkł na moment, unosząc wzrok na Elliotta. — A może po prostu gadam od rzeczy. To też całkiem możliwe.
Szkoda tylko, że coraz częściej można odnieść wrażenie, że liczba osób, którym można pomóc, zaczyna się zmniejszać, skomentował bezgłośnie, postanawiając jednak nie zaczynać tego tematu. Skala agresji ze strony Śmierciożerców była zbyt rozległa, a oni sami - zbyt nieprzewidywalni. Chociaż Erik teoretyzował w przeszłości, że Beltane nie będzie ostatnim atakiem, tak nie spodziewał się takiej manifestacji już na początku września. Prędzej by się spodziewał końcówki października w związku z obchodami święta Samhain.
— Miałem na myśli, że przez resztę dnia nie zamierzam się już z nikim spotykać. — doprecyzował Erik, czując, że Elliot trochę łapie go za słówka. Czy go to dziwiło? Niezbyt. Bądź co bądź, był to dość częsty element ich konwersacji. — Z tego, że się z tobą spotkałem, bardzo się za to cieszę. Bądź co bądź, spędzanie z tobą czasu o tak wczesnej porze to przywilej, na który niewielu raczej może liczyć. Żałuję jedynie, że wczoraj nie wiedziałem, że tu trafię. Może byłbym dziś w nieco lepszej formie.
Posłał blondynowi niemrawy uśmiech; sprawdzie kilkugodzinna drzemka w klubokawiarni pozwoliła mu się nieco pozbierać po tym małym przyjęciu u Nory, jednak nie uważał się w tym momencie za wypoczętego. Wręcz przeciwnie; wiedział, że nie był w najlepszym stanie i gdzieś tam w środku czuł się z tego powodu zażenowany. Nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że nie dotrzymywał dziś kroku Elliottowi podczas tej dyskusji.
Skinął ledwie zauważalnie głową na propozycję odwiezienia do domu. W pierwszej chwili chciał odmówić. Może nie był w najlepszym stanie, ale przecież nie musiał od razu ryzykować teleportacji; miasto pełne było środków transportu, którymi mógłby dostać się do Doliny Godryka. Nie chciał jednak wyjść na niegrzecznego, biorąc pod uwagę, że od dłuższego czasu nie widział się z Elliottem.
— Zabiorę. Dziękuję za propozycję — potwierdził w końcu, wypuszczając spomiędzy ust ciężkie westchnienie. — Postaram przysnąć w trakcie podróży. A w międzyczasie poczekam na dole… Nie będę przeszkadzać, jeśli chcesz stąd coś jeszcze zabrać.
Podniósł się niezgrabnie z miejsca i ruszył w kierunku wyjścia na klatkę schodową, stawiając ostrożnie krok za krokiem. Podróż na pewno będzie swego rodzaju wyzwaniem; na samą myśl o ponownym odpłynięciu do krainy słów sprawiała, że zamykały mu się oczy. Cóż, będzie musiał wyłuskać z siebie resztki siły i utrzymać tę względną jasność umysłu jeszcze jakiś czas, przynajmniej dopóki nie przekroczy progu rodzinnej rezydencji. Potem, choćby się waliło i paliło (znowu), zamierzał zakopać się w pieleszach.
Spalona Noc skutecznie udowodniła mu, że musieli robić więcej. Bo niebezpieczeństwo, jakie stanowili wyznawcy Czarnego Pana, wcale nie zamierzało usunąć się w cień. Podczas minionego lata można było się łudzić, że atak na Beltane nasycił ich żądzę krwi, jednak wystarczyło, aby lato się skończyło, a zło znów podniosło łeb, aby dać o sobie znać. I tym razem skala zniszczeń była dużo większa niż wcześniej. Konsekwencje tych ataków będą czuć dużo dłużej niż katastrofy na Polanie Ognisk. Erik wypuścił powoli powietrze przez usta.
— Niewykluczone — mruknął, przesuwając palcem po krawędzi podłokietnika. — Może w gruncie rzeczy liczę, że wypowiadając te wszystkie projekcje na głos, w obecności drugiej osoby, łatwiej będzie mi zrozumieć, którą drogą powinienem pójść. Jak odnaleźć się w tym, co dzieje się wokół nas, i jaką rolę mam w tym wszystkim pełnić, nie zatracając się w konflikcie do tego stopnia, że przestanę rozpoznawać samego siebie. Jak znaleźć złoty środek. — Zamilkł na moment, unosząc wzrok na Elliotta. — A może po prostu gadam od rzeczy. To też całkiem możliwe.
Szkoda tylko, że coraz częściej można odnieść wrażenie, że liczba osób, którym można pomóc, zaczyna się zmniejszać, skomentował bezgłośnie, postanawiając jednak nie zaczynać tego tematu. Skala agresji ze strony Śmierciożerców była zbyt rozległa, a oni sami - zbyt nieprzewidywalni. Chociaż Erik teoretyzował w przeszłości, że Beltane nie będzie ostatnim atakiem, tak nie spodziewał się takiej manifestacji już na początku września. Prędzej by się spodziewał końcówki października w związku z obchodami święta Samhain.
— Miałem na myśli, że przez resztę dnia nie zamierzam się już z nikim spotykać. — doprecyzował Erik, czując, że Elliot trochę łapie go za słówka. Czy go to dziwiło? Niezbyt. Bądź co bądź, był to dość częsty element ich konwersacji. — Z tego, że się z tobą spotkałem, bardzo się za to cieszę. Bądź co bądź, spędzanie z tobą czasu o tak wczesnej porze to przywilej, na który niewielu raczej może liczyć. Żałuję jedynie, że wczoraj nie wiedziałem, że tu trafię. Może byłbym dziś w nieco lepszej formie.
Posłał blondynowi niemrawy uśmiech; sprawdzie kilkugodzinna drzemka w klubokawiarni pozwoliła mu się nieco pozbierać po tym małym przyjęciu u Nory, jednak nie uważał się w tym momencie za wypoczętego. Wręcz przeciwnie; wiedział, że nie był w najlepszym stanie i gdzieś tam w środku czuł się z tego powodu zażenowany. Nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że nie dotrzymywał dziś kroku Elliottowi podczas tej dyskusji.
Skinął ledwie zauważalnie głową na propozycję odwiezienia do domu. W pierwszej chwili chciał odmówić. Może nie był w najlepszym stanie, ale przecież nie musiał od razu ryzykować teleportacji; miasto pełne było środków transportu, którymi mógłby dostać się do Doliny Godryka. Nie chciał jednak wyjść na niegrzecznego, biorąc pod uwagę, że od dłuższego czasu nie widział się z Elliottem.
— Zabiorę. Dziękuję za propozycję — potwierdził w końcu, wypuszczając spomiędzy ust ciężkie westchnienie. — Postaram przysnąć w trakcie podróży. A w międzyczasie poczekam na dole… Nie będę przeszkadzać, jeśli chcesz stąd coś jeszcze zabrać.
Podniósł się niezgrabnie z miejsca i ruszył w kierunku wyjścia na klatkę schodową, stawiając ostrożnie krok za krokiem. Podróż na pewno będzie swego rodzaju wyzwaniem; na samą myśl o ponownym odpłynięciu do krainy słów sprawiała, że zamykały mu się oczy. Cóż, będzie musiał wyłuskać z siebie resztki siły i utrzymać tę względną jasność umysłu jeszcze jakiś czas, przynajmniej dopóki nie przekroczy progu rodzinnej rezydencji. Potem, choćby się waliło i paliło (znowu), zamierzał zakopać się w pieleszach.
Koniec sesji
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞