30.05.2026, 17:58 ✶
Gustaw zatrzymał się na półpiętrze i spojrzał przez ramię. W przygaszonym świetle lamp panna Lestrange zdawała się należeć bardziej do świata kart powieści zalegających na stosach w jej mieszkaniu. Nie wyglądała na kogoś, kto przybył do Paryża z zamiarem znalezienia w nim czegokolwiek godnego uwagi.
— Très élégant — zauważył z łagodnym uśmiechem, gdy minęła go, aby sięgnąć po kapelusz. — Ach, ależ właśnie od tego jestem, mademoiselle — to jest od martwienia się na zapas. Od przewidywania nieszczęść…. Taki los człowieka parającego się prawem. Z wiekiem człowiek przywiązywał się do swoich przywar jak do starych przyjaciół. — To jedna z niewielu przyjemności, które pozostają człowiekowi po siedmiu dekadach życia. Proponuję zacząć od czegoś, co rzadko pokazuje się przyjezdnym.
Gdy opuścili budynek, przywitał ich chłód wiosennego wieczoru. Nad Sekwaną unosiła się srebrzysta mgła, rzędy latarni rzucały na bruk rozmyte kręgi światła. Paryż roku 1789 tętnił niepokojem, który Gustaw wyczuwał jak drżenie struny. Zgiełk mieszczaństwa, szepty o braku chleba, narastający gniew. Noc natomiast należała do innych mieszkańców Paryża.
Do tych, którzy nie obawiali się upływu czasu.
Szedł w milczeniu przez kilka minut aż dotarł do mniejszego placyku, gdzie czekał prywatny, elegancki powóz z herbem Delacour na drzwiach. Stangret skinął głową na widok swojego pana.
— Nie musi pani obawiać się ciekawskich spojrzeń. Mój woźnica należy do tego samego świata co my i dochowa dyskrecji równie wiernie jak własnego istnienia — wyjaśnił, otwierając drzwiczki przed Lucy. — Prawdziwe serce Paryża nie bije na powierzchni. Czy zechce mi pani zaufać i pozwoli bym pokazał je pani tej nocy?
— Très élégant — zauważył z łagodnym uśmiechem, gdy minęła go, aby sięgnąć po kapelusz. — Ach, ależ właśnie od tego jestem, mademoiselle — to jest od martwienia się na zapas. Od przewidywania nieszczęść…. Taki los człowieka parającego się prawem. Z wiekiem człowiek przywiązywał się do swoich przywar jak do starych przyjaciół. — To jedna z niewielu przyjemności, które pozostają człowiekowi po siedmiu dekadach życia. Proponuję zacząć od czegoś, co rzadko pokazuje się przyjezdnym.
Gdy opuścili budynek, przywitał ich chłód wiosennego wieczoru. Nad Sekwaną unosiła się srebrzysta mgła, rzędy latarni rzucały na bruk rozmyte kręgi światła. Paryż roku 1789 tętnił niepokojem, który Gustaw wyczuwał jak drżenie struny. Zgiełk mieszczaństwa, szepty o braku chleba, narastający gniew. Noc natomiast należała do innych mieszkańców Paryża.
Do tych, którzy nie obawiali się upływu czasu.
Szedł w milczeniu przez kilka minut aż dotarł do mniejszego placyku, gdzie czekał prywatny, elegancki powóz z herbem Delacour na drzwiach. Stangret skinął głową na widok swojego pana.
— Nie musi pani obawiać się ciekawskich spojrzeń. Mój woźnica należy do tego samego świata co my i dochowa dyskrecji równie wiernie jak własnego istnienia — wyjaśnił, otwierając drzwiczki przed Lucy. — Prawdziwe serce Paryża nie bije na powierzchni. Czy zechce mi pani zaufać i pozwoli bym pokazał je pani tej nocy?
Wiatr kołysze w locie ćmy
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw