16.03.2023, 11:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.03.2023, 14:21 przez Brenna Longbottom.)
- Widzisz? Będę musiała spróbować. Ale to może przy innej okazji, bo moja kuzynka z jakichś powodów koniecznie chciała być w pobliżu. Nie wiem, czy żeby mnie wspierać czy wyśmiać, gdyby mi się nie udało – powiedziała Brenna jeszcze lekko nim podeszła do koła.
Chwilę później ona była posiadaczką pejcza, a Atreus magicznych kajdanek. To dopiero dostał się im zestaw.
- Cóż, to chyba lepsze niż szyszka – skomentowała z odrobiną rozbawienia. Nawet autentycznego, bo rozbawienie faktycznie przemknęło przez jej aurę na krótki moment, nim utonęło w ogólnym przygnębieniu i jakiejś dziwnej zawziętości. I tylko uśmiech pozostał przyklejony do ust, kiedy ukrywała pejcz (przez moment przez jej głowę przeszła absurdalna wizja używania go przeciwko śmierciożercom), a potem obserwowała z lekko przekrzywioną głową kolejne osoby przy stoisku… koło i minę goblina, która też wiele mówiła.
Czerwony, czerwony, czerwony.
- Zaczynam dostrzegać pewną prawidłowość – mruknęła, kiedy najpierw jej brat dostał karty z nagimi kobietami, a potem Steward koralikową bieliznę i wreszcie Ulysses Rookwood plakat z (zdaje się) Vakelem Dołohowem. Mówiła i o rodzaju nagród, i o tym, że cóż - oboje chyba jasno mogli powiedzieć, że owszem, goblin kombinował przy kole.
A potem, zanim zdążyła ruszyć do goblina, aby skonfiskować koło oraz go aresztować, na moment stoisko goblina zostało przysłonięte przez… konia? Brenna zamrugała, jakby niepewna, czy nie ma zwidów, ale zaraz za nim pojawił się też Elliott Malfoy. Ciężko by rozstrzygnąć, czy skoro sam podjudził Jamila, robił jej teraz kłopot, czy wyświadczał przysługę, odciągając na chwilę uwagę – bo na zgarnianie Anwara miała jeszcze mniejszą chęć niż na łapanie goblina. Jako Brygadzistka nie powinna tak myśleć, ale co ją obchodził drobny złodziejaszek, gdy patrząc po ludziach wokół, obracając się co rusz do ogniska, zastanawiała się… kto z nich dożyje jutra.
- Witaj, Elliocie – przywitała się, spoglądając na Malfoya. – Myślę, że tak, najlepiej będzie, jeśli wróci do domu. Chociaż chętnie zaprzyjaźniłabym się z Philipem, muszę poprosić, żebyś się z tym pośpieszył, w tłumie tworzy zagrożenie – powiedziała łagodnie. Mimo całej swej paranoi, która kazała między innymi zastanawiać się, czy Atreus jest śmierciożercą, nie wpadła na to, że koń ma być dywersją wobec próby złodziejstwa. W końcu Malfoy wydawał dwadzieścia tysięcy na kolację, mógłby kupić worek goblina, koło goblina i samego goblina. - Może zamiast prowadzać go po okolicy zagrasz w loterii? Erik wygrał... hm, ciekawe karty z paniami - rzuciła, ot chcąc go trochę pogonić i przy okazji zyskać ostatni eksponat do eksperymentów.
Chwilę później ona była posiadaczką pejcza, a Atreus magicznych kajdanek. To dopiero dostał się im zestaw.
- Cóż, to chyba lepsze niż szyszka – skomentowała z odrobiną rozbawienia. Nawet autentycznego, bo rozbawienie faktycznie przemknęło przez jej aurę na krótki moment, nim utonęło w ogólnym przygnębieniu i jakiejś dziwnej zawziętości. I tylko uśmiech pozostał przyklejony do ust, kiedy ukrywała pejcz (przez moment przez jej głowę przeszła absurdalna wizja używania go przeciwko śmierciożercom), a potem obserwowała z lekko przekrzywioną głową kolejne osoby przy stoisku… koło i minę goblina, która też wiele mówiła.
Czerwony, czerwony, czerwony.
- Zaczynam dostrzegać pewną prawidłowość – mruknęła, kiedy najpierw jej brat dostał karty z nagimi kobietami, a potem Steward koralikową bieliznę i wreszcie Ulysses Rookwood plakat z (zdaje się) Vakelem Dołohowem. Mówiła i o rodzaju nagród, i o tym, że cóż - oboje chyba jasno mogli powiedzieć, że owszem, goblin kombinował przy kole.
A potem, zanim zdążyła ruszyć do goblina, aby skonfiskować koło oraz go aresztować, na moment stoisko goblina zostało przysłonięte przez… konia? Brenna zamrugała, jakby niepewna, czy nie ma zwidów, ale zaraz za nim pojawił się też Elliott Malfoy. Ciężko by rozstrzygnąć, czy skoro sam podjudził Jamila, robił jej teraz kłopot, czy wyświadczał przysługę, odciągając na chwilę uwagę – bo na zgarnianie Anwara miała jeszcze mniejszą chęć niż na łapanie goblina. Jako Brygadzistka nie powinna tak myśleć, ale co ją obchodził drobny złodziejaszek, gdy patrząc po ludziach wokół, obracając się co rusz do ogniska, zastanawiała się… kto z nich dożyje jutra.
- Witaj, Elliocie – przywitała się, spoglądając na Malfoya. – Myślę, że tak, najlepiej będzie, jeśli wróci do domu. Chociaż chętnie zaprzyjaźniłabym się z Philipem, muszę poprosić, żebyś się z tym pośpieszył, w tłumie tworzy zagrożenie – powiedziała łagodnie. Mimo całej swej paranoi, która kazała między innymi zastanawiać się, czy Atreus jest śmierciożercą, nie wpadła na to, że koń ma być dywersją wobec próby złodziejstwa. W końcu Malfoy wydawał dwadzieścia tysięcy na kolację, mógłby kupić worek goblina, koło goblina i samego goblina. - Może zamiast prowadzać go po okolicy zagrasz w loterii? Erik wygrał... hm, ciekawe karty z paniami - rzuciła, ot chcąc go trochę pogonić i przy okazji zyskać ostatni eksponat do eksperymentów.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.