Pracowało jej się bardzo przyjemnie, zwłaszcza, że nikt nie zawracał jej głowy. Była tu tylko ona i jej warzywa. Lata doświadczenia robiły swoje, potrafiła się z nimi obchodzić jak nikt inny. Nożyk powoli powodował, że dynia nabierała naprawdę pięknych kształtów. Panna Figg była zadowolona ze swojego dzieła. Wierzyła w to, że Brennie również się spodoba, zresztą Longbottomówna nie należała do osób szczególnie wymagających, co nie zmieniało faktu, że Norka przykładała się do swojej pracy. Odstawiła ją na bok bardzo zadowolona ze swojego efektu. Nie mogła przekazać jej przy pomocy Pączka, bo biedny nie byłby w stanie się podnieść od blatu z takim pakunkiem, będzie musiała więc wspomnieć przyjaciółce o tym, że mogła odebrać swoje zamówienie.
Kolejnym warzywem, które znalazło się w jej dłoni był patison, bardzo dorodny patison, nieco awangardowy. Od razu pomyślała o tym, że idealnie pasował do Benjy'ego. Nie był typowy, tak samo jak mężczyzna, którego niedawno poznała. Zabrała się więc do pracy i zaczęła w nim rzeźbić, myślała o tym, że będzie nadawał się do tego, aby ochronić jego dom przed nawiedzeniem w trakcie sabatu.
Sukces!