Stało się coś niesamowitego. Nie tylko wykonał kilka kroków w stronę kompletnie nieznanej osoby, ale ona również uczyniła to samo w jego kierunku.
— Nie masz za co przepraszać — odparł niezręcznie. A czy zdjęcie było ładne — nie pamiętał. To samo dotyczyło jej imienia, które najpewniej dołączyła do przesyłki. Nie objął tego wydarzenia szczególną uwagą i nigdy by sobie o tym nie przypomniał, gdyby nie to ponowne spotkanie. Ale chciał zrobić dobre pierwsze (cóż, drugie) wrażenie i skłamać, że jak najbardziej fotografia mu się spodobała.
Ugryzł się jednak w język, gdy Daisy zachwyciła się jego autentycznością. Może właśnie to ceniła w ludziach? Może ludzie poza kręgami dobrze urodzonych faktycznie nie przejmowali się etykietą tak bardzo jednocześnie nie będąc zwierzętami, jakie często spotykał w pubach późną nocą?
— Zapewne jest na to szansa — odpowiedział wciąż oniemiały, że ktoś obcy zechciał z kim kontynuować konwersację.
Towarzyszył więc Daisy w jej przygodzie. Gdy tylko ubrała pierścionek, niebieskie motyle rozbłysły w jej otoczeniu. Delikatne loty odbywały się wokół dziewczyny, przysiadając od czasu do czasu na jej twarzy i ramionach. Martina zdecydowanie urzekł ten widok. Pierścień z niebieskim oczkiem zdecydowanie był nowym wymiarem biżuterii upiększającej całą postać.
— Mogę ci zrobić zdjęcie?
Skoro miała aparat to zdecydowanie warto byłoby uchwycić piękno tego momentu. Co prawda swojej opinii na temat pierścionka nie wyraził bezpośrednio, ale jego prośba jasno mówiła, że jest pod wrażeniem.