Bakłażan okazał się być dużo trudniejszym warzywem do współpracy niż zakładała. Drążyła go i drążyła, aż rozsypał się jej w rękach. Niestety nic z tego nie wyszło. Nie spodziewała się takiego obrotu sytuacji, ale jak wiadomo, każdy potężny rzemieślnik miewa czasem wyrób, który musi trafić do kosza na śmieci. W tym przypadku okazał się być nim lampion stworzony dla jej przyjaciela. Zawiodła się odrobinę na sobie. Postanowiła też zrobić sobie krótką przerwę od warzyw. Wiadomo, że czasem warto nieco przewietrzyć głowę.
Przy drugim blacie panna Figg miała przygotowane stanowisko do tworzenia świec i kadzideł. Postanowiła więc teraz przenieść się do niego. Dobrze było skupić się na czymś innym, aby przestać myśleć o porażce. Zamocowała bawełniany kont, a później zaczęła topić wosk sojowy w metalowej miseczce. Dołożyła barwniki, chciała, aby świece Dory były pomarańczowo-czarne. Dorzuciła do miseczki cynamon, goździki, gałkę muszkatołową. Kiedy świeca zaczęła zastygać postanowiła do niej dodać elementy dekoracyjne - suszoną szałwię, piołun i płatki nagietka, stwierdziła również że zatopi w niej kawałek obsydianu.
Słaby sukces...