Asena stała i patrzyła, jakby na moment ktoś wyjął ją z rzeczywistości, albo sama oddzieliła się od swojego ciała. A potem usłyszała głos. Dziwnie znajomy, aczkolwiek potrzebowała chwili, że by zorientować kto to był. Spojrzenie wyostrzyło się, mrugnęła i wreszcie złapała Lukasa za rękę, jakby wciąż nie do końca pewna że był prawdziwy.
— Ty? Co ty tu robisz? — tu w Londynie, tu na Pokątnej, tu obok niej. Dookoła szalał ogień i cała sceneria wydawała się zwyczajnie surrealistyczna, tak samo jak i moment kiedy stojący nieopodal nich mężczyzna postanowił działać. — Kurwa — podsumowało chyba idealnie to, co kłębiło się jej w głowie. Coś kazało jej uciekać. Najlepiej prosto do Rejwachu, gdzie było bezpiecznie. A przynajmniej bezpieczniej niż tutaj. Ale coś innego szarpnęło nią gwałtownie, w pogoni za chyba samobójcą – nikt o normalnych zmysłach nie wbiegałby do płonącego budynku, no chyba że było tam dosłownie wszystko co stanowiło o jego życiu. A Greyback znała to uczucie, kiedy traciło się wszystko. W pewnym momencie swojego życia przeżywała je raz po raz, jak w nieprzyjemnym i słabo napisanym filmie. — Idę za nim — poinformowała go pewnym siebie głosem. — I mam nadzieję że jeśli coś się stanie, to przynajmniej mnie stamtąd wyciągniesz — bo jak umrze to wstanie z grobu i będzie go nawiedzać do końca życia. W sumie ciekawe czy wilkołak po śmierci wciąż był wilkołakiem.
Oderwała się od niego szybko i zręcznie, zanim zdążył w wyraźny sposób zaoponować, albo postanowić ją zatrzymać. Pobiegła – do kamienicy, za Suttonem, rozglądając się dookoła i przysłaniając usta rękawem.
// af ◉◉◉◉○ na wbiegnięcie do płonącego budynku
Sukces!
Blood is rare and sweet as cherry wine