02.06.2026, 00:02 ✶
Astoria siedziała przy biurku w swoim gabinecie, przeglądając po raz kolejny dokumentację dotyczącą obrazu. Znaczna część jej aktualnej pracy to oględziny prywatnych kolekcji należących do klientów galerii, wycenianie strat i organizowanie prac konserwatorskich. Płótna uszkodzone przez ogień i wilgoć, rzeźby naruszone podczas ewakuacji, dzieła, które wymagały oczyszczenia z sadzy. Większość problemów była przewidywalna. Czasochłonna, kosztowna, lecz przewidywalna. Ten jeden przypadek nie należał do tej kategorii. Potrafiła rozpoznać klątwę, wadliwy urok czy nieudaną próbę zaczarowania płótna. Ale to… wykraczało poza jej kompetencje.
Właściciel obrazu należał do wpływowych ludzi, a sprawa wymagała całkowitej dyskrecji. Gdyby informacje o nawiedzonym dziele wydostały się poza wąskie grono zainteresowanych, ucierpiałaby zarówno reputacja klienta, jak i galerii. Dlatego potrzebowała specjalisty. Nazwisko Eugene'a usłyszała od jednego z wieloletnich pracowników galerii. Mężczyzna zarzekał się, że jako medium pomógł kiedyś jego rodzinie w sprawie, której nie potrafił rozwiązać żaden łamacz klątw. Musiała spróbować, dlatego zaprosiła mężczyznę na spotkanie.
O umówionej godzinie rozległo się pukanie do drzwi, ku zadowoleniu Astorii, która szczególnie doceniała punktualność w spotkaniach biznesowych. Gabinet kobiety, podobnie jak reszta galerii, sprawiał wrażenie miejsca, w którym wszystko zostało dokładnie przemyślane. Nie było tu przepychu charakterystycznego dla wielu czystokrwistych rodów. Zamiast tego panował uporządkowany, wyważony luksus. Ciemne regały uginały się pod ciężarem ksiąg poświęconych historii sztuki, historii magii i konserwacji zabytków. Na biurku nie leżało nic poza kilkoma uporządkowanymi dokumentami, kałamarzem i cienką teczką zawierającą informacje o zleceniu. Był jednak jeden element, który zaburzał tę harmonię. Tuż obok biurka stała sztaluga, a na niej spoczywał obraz przykryty ciężką, ciemną płachtą. Materiał szczelnie zasłaniał ramę, lecz nawet pod nim dzieło wydawało się niepokojąco obecne. Jakby sam fakt zakrycia nie wystarczał, by stłumić to, co kryło się pod spodem. Wstała, gdy Eugene przekroczył próg.
- Witam, jestem Astoria Avery, dziękuję za przybycie - przywitała go miłym acz rzeczowym tonem. Ciemnozielona suknia podkreślała jej smukłą sylwetkę, a wysoko upięte włosy odsłaniały twarz. Zmęczenie ostatnich tygodni było widoczne jedynie dla wyjątkowo spostrzegawczych obserwatorów. Przez krótką chwilę przyglądała mu się uważnie. Prezentował się schludnie, choć dostrzegła też delikatne spięcie. Wskazała jedno z krzeseł stojących naprzeciw biurka, po czym sama zajęła miejsce.
- Wezwałam tu pana, ponieważ potrzebuję pomocy z obrazem. Przypuszczam, że został… nawiedzony. Wydaje dźwięki, zawodzi, niekiedy krwawi, a innym razem przedstawia sceny grozy - zaczęła, podsuwając mu teczkę z dokładnym opisem dolegliwości. Jeden z pracowników przysiągł nawet, że przez kilka sekund widział na płótnie coś przypominającego stertę ludzkich ciał. Nazwisko klienta zostało celowo zamazane.
- Wykluczyliśmy już klątwy - dodała po chwili, splatając dłonie na blacie biurka. Przez ostatnie dni dzieło obejrzało dwóch łamaczy klątw. Na obrazie nie znaleziono śladów aktywnej klątwy, nie wykryto też żadnych przekleństw rodowych, złośliwych uroków ani artefaktów ukrytych w ramie. Sprawdzono pigmenty, płótno, drewno, nawet gwoździe użyte podczas konserwacji. Na próżno.
- Może mi pan pomóc?
Właściciel obrazu należał do wpływowych ludzi, a sprawa wymagała całkowitej dyskrecji. Gdyby informacje o nawiedzonym dziele wydostały się poza wąskie grono zainteresowanych, ucierpiałaby zarówno reputacja klienta, jak i galerii. Dlatego potrzebowała specjalisty. Nazwisko Eugene'a usłyszała od jednego z wieloletnich pracowników galerii. Mężczyzna zarzekał się, że jako medium pomógł kiedyś jego rodzinie w sprawie, której nie potrafił rozwiązać żaden łamacz klątw. Musiała spróbować, dlatego zaprosiła mężczyznę na spotkanie.
O umówionej godzinie rozległo się pukanie do drzwi, ku zadowoleniu Astorii, która szczególnie doceniała punktualność w spotkaniach biznesowych. Gabinet kobiety, podobnie jak reszta galerii, sprawiał wrażenie miejsca, w którym wszystko zostało dokładnie przemyślane. Nie było tu przepychu charakterystycznego dla wielu czystokrwistych rodów. Zamiast tego panował uporządkowany, wyważony luksus. Ciemne regały uginały się pod ciężarem ksiąg poświęconych historii sztuki, historii magii i konserwacji zabytków. Na biurku nie leżało nic poza kilkoma uporządkowanymi dokumentami, kałamarzem i cienką teczką zawierającą informacje o zleceniu. Był jednak jeden element, który zaburzał tę harmonię. Tuż obok biurka stała sztaluga, a na niej spoczywał obraz przykryty ciężką, ciemną płachtą. Materiał szczelnie zasłaniał ramę, lecz nawet pod nim dzieło wydawało się niepokojąco obecne. Jakby sam fakt zakrycia nie wystarczał, by stłumić to, co kryło się pod spodem. Wstała, gdy Eugene przekroczył próg.
- Witam, jestem Astoria Avery, dziękuję za przybycie - przywitała go miłym acz rzeczowym tonem. Ciemnozielona suknia podkreślała jej smukłą sylwetkę, a wysoko upięte włosy odsłaniały twarz. Zmęczenie ostatnich tygodni było widoczne jedynie dla wyjątkowo spostrzegawczych obserwatorów. Przez krótką chwilę przyglądała mu się uważnie. Prezentował się schludnie, choć dostrzegła też delikatne spięcie. Wskazała jedno z krzeseł stojących naprzeciw biurka, po czym sama zajęła miejsce.
- Wezwałam tu pana, ponieważ potrzebuję pomocy z obrazem. Przypuszczam, że został… nawiedzony. Wydaje dźwięki, zawodzi, niekiedy krwawi, a innym razem przedstawia sceny grozy - zaczęła, podsuwając mu teczkę z dokładnym opisem dolegliwości. Jeden z pracowników przysiągł nawet, że przez kilka sekund widział na płótnie coś przypominającego stertę ludzkich ciał. Nazwisko klienta zostało celowo zamazane.
- Wykluczyliśmy już klątwy - dodała po chwili, splatając dłonie na blacie biurka. Przez ostatnie dni dzieło obejrzało dwóch łamaczy klątw. Na obrazie nie znaleziono śladów aktywnej klątwy, nie wykryto też żadnych przekleństw rodowych, złośliwych uroków ani artefaktów ukrytych w ramie. Sprawdzono pigmenty, płótno, drewno, nawet gwoździe użyte podczas konserwacji. Na próżno.
- Może mi pan pomóc?
learn the rules
then break some
then break some