24.10.2022, 20:07 ✶
- Przekarmione? Skandaliczne zaniedbanie z naszej strony. Proszę o dostarczenie zaleceń dietetycznych, panie Yaxley, osobiście dopilnuję, aby jadłospis był ściśle przestrzegany. Doceniam, że Ministerstwo aż tak dba o tutejszą faunę – oznajmiła niby to z powagą. Jakby faktycznie uwierzyła, że to jest tylko towarzyska wizyta. Że mogą poprowadzić zwykłą, może trochę absurdalną rozmowę, jak za czasów Hogwartu. Chociaż nie, tak naprawdę w to nie wierzyła. Może tego chciała. Może mogła się oszukiwać przez parę sekund, że tak faktycznie jest. Przynajmniej do momentu, w którym kolejne słowa nie zawisy w powietrzu: krótki urlop…
Idź, odpocznij, powiedział jeden ze starszych Brygadzistów, a Brenna podziękowała z uśmiechem, choć w środku dusiła się ze złości. Bo Detektyw był mężczyzną czystej krwi, jednym z tych starej daty. I nie spodobało się mu pewnie, że młoda Longbottom grzebie uparcie, że nie chce po prostu zamknąć sprawy dotyczącej zdjęć Ministra Magii, ewidentnie sfałszowanych. Pokazujących go z młodą dziewczyną. Na szczęście nigdzie się nie ukazały, przechwycono je, znalezienie winnych zaś powierzono Brennie, chyba dlatego, że była młoda i nie sądzono, że będzie kopać i kopać, i że będzie szansa na to, że się dokopie…
- Tak naprawdę wszyscy w Brygadzie potrzebowali krótkiego urlopu od mojego gadania. Podobno mój partner zagroził odejściem i ucieczką na Karaiby, jeśli będzie musiał mnie słuchać jeszcze choćby jeden dzień – odparła jednak lekko, kolejne z jej stwierdzeń, z szalonych opowieści, wygłaszanych z całkowitą powagą. Przesunęła się, by zrobić mu miejsce. Przez moment obserwowała go, jakby poszukując zmian od ostatniego spotkania, ale potem też odwróciła wzrok, kierując go gdzieś na drzewa.
Po co tu przyszedłeś? – to pytanie tańczyło na języku, ale go nie zadała, bo chociaż w pierwszej chwili zupełnie się nie domyślała, to już słowa o jej urlopie, przy takich jego powodach, coś sugerowały.
Czy miałeś z tym coś wspólnego? – i kolejne pytanie, które nie padło, nie padnie, bo była trochę hipokrytką i chociaż szukała, to nie chciała znaleźć takiej odpowiedzi, nie chciała, żeby to był on. Wolała nie znaleźć odpowiedzi wcale.
Milczała przez moment, nim wreszcie odrzuciła te pozory i powiedziała prawdę. Pracował w Ministerstwie. Pewnie i tak ją znał. Nobby Leach. Dziwne rzeczy, dziejące się wokół niego.
- „Nobby Leach powinien gryźć piach” – zacytowała, unosząc jedno z pozostałych jabłek, które leżały przy niej na huśtawce, oglądając je przez moment, nim wreszcie ugryzła. – Jedna z moich pierwszych, wspaniałych, samodzielnych spraw, graffiti na Pokątnej, sprzed… dwóch lat? Chyba Detektyw, który mi ją przydzielił, był rozczarowany, że dopadłam sprawcę. Dostał zresztą tylko pouczenie. Teraz nie chcieli dopuścić do tego, żebym znowu ich tak rozczarowała. Także tak, dostałam krótki urlop, ponoć zaległy.
W sam raz, by ktoś inny zamknął sprawę. Kolejną z, jej zdaniem, zorganizowanej kampanii nienawiści wobec Ministra Magii, obecnie ponoć podupadającego na zdrowiu.
Idź, odpocznij, powiedział jeden ze starszych Brygadzistów, a Brenna podziękowała z uśmiechem, choć w środku dusiła się ze złości. Bo Detektyw był mężczyzną czystej krwi, jednym z tych starej daty. I nie spodobało się mu pewnie, że młoda Longbottom grzebie uparcie, że nie chce po prostu zamknąć sprawy dotyczącej zdjęć Ministra Magii, ewidentnie sfałszowanych. Pokazujących go z młodą dziewczyną. Na szczęście nigdzie się nie ukazały, przechwycono je, znalezienie winnych zaś powierzono Brennie, chyba dlatego, że była młoda i nie sądzono, że będzie kopać i kopać, i że będzie szansa na to, że się dokopie…
- Tak naprawdę wszyscy w Brygadzie potrzebowali krótkiego urlopu od mojego gadania. Podobno mój partner zagroził odejściem i ucieczką na Karaiby, jeśli będzie musiał mnie słuchać jeszcze choćby jeden dzień – odparła jednak lekko, kolejne z jej stwierdzeń, z szalonych opowieści, wygłaszanych z całkowitą powagą. Przesunęła się, by zrobić mu miejsce. Przez moment obserwowała go, jakby poszukując zmian od ostatniego spotkania, ale potem też odwróciła wzrok, kierując go gdzieś na drzewa.
Po co tu przyszedłeś? – to pytanie tańczyło na języku, ale go nie zadała, bo chociaż w pierwszej chwili zupełnie się nie domyślała, to już słowa o jej urlopie, przy takich jego powodach, coś sugerowały.
Czy miałeś z tym coś wspólnego? – i kolejne pytanie, które nie padło, nie padnie, bo była trochę hipokrytką i chociaż szukała, to nie chciała znaleźć takiej odpowiedzi, nie chciała, żeby to był on. Wolała nie znaleźć odpowiedzi wcale.
Milczała przez moment, nim wreszcie odrzuciła te pozory i powiedziała prawdę. Pracował w Ministerstwie. Pewnie i tak ją znał. Nobby Leach. Dziwne rzeczy, dziejące się wokół niego.
- „Nobby Leach powinien gryźć piach” – zacytowała, unosząc jedno z pozostałych jabłek, które leżały przy niej na huśtawce, oglądając je przez moment, nim wreszcie ugryzła. – Jedna z moich pierwszych, wspaniałych, samodzielnych spraw, graffiti na Pokątnej, sprzed… dwóch lat? Chyba Detektyw, który mi ją przydzielił, był rozczarowany, że dopadłam sprawcę. Dostał zresztą tylko pouczenie. Teraz nie chcieli dopuścić do tego, żebym znowu ich tak rozczarowała. Także tak, dostałam krótki urlop, ponoć zaległy.
W sam raz, by ktoś inny zamknął sprawę. Kolejną z, jej zdaniem, zorganizowanej kampanii nienawiści wobec Ministra Magii, obecnie ponoć podupadającego na zdrowiu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.