02.06.2026, 11:19 ✶
Pod nowe mieszkanie Tristana i Olivii teleportowała się wprost z miejsca, w którym odbierała rzeczy od Electry. Do torby wcisnęła już dwie udane szaty stagnacji i miała wielką nadzieję, że niedługo uzupełni te zapasy o parę kompletów gwoździ. Brenna tak naprawdę nie miała pojęcia, czy żelazo i szaty mogły odstraszać złe duchy, i była wściekle pewna, że niewiele pomogą przeciwko śmierciożercom – a podejrzewała, że ich problemem wcale nie będzie możliwość opętania czy kowen, lecz śmierciożercy właśnie. Ewentualnie widma. Albo to co wypełznie z Polany Ognisk. Ogółem… mieli bardzo dużo problemów, ale jedyne, na co mogła w tej chwili cokolwiek poradzić, to zbieranie zasobów przeciwko duchom.
Zasoby przeciwko duchom.
Nie żeby Brenna dotąd nie świętowała sabatów, ale nie podejrzewała dotąd, że kiedykolwiek będzie się czymś takim zajmować. Nie znała się na duchach. I nie była pewna, czy w ogóle z nimi można było walczyć.
– Hej – rzuciła, kiedy drzwi się otworzyły i przywołała na twarz uśmiech. Robiła to już odruchowo, niezależnie od nastroju, bo ludzie po Spalonej Nocy, co oczywiste, byli przygnębieni i przerażeni, a teraz przed Samhain… cóż, stawali się jeszcze bardziej przerażeni. Miała wrażenie, że każdy spodziewa się, że tej nocy stanie się coś złego. Po tym, co wyprawiało się podczas Beltane i Lithy zdawało się to niemal tak samego pewne, jak noc następująca po dniu.
Pytanie jaki dzień nadciągnie po tej mrocznej nocy.
– Przepraszam za spóźnienie, odbierałam inne zamówienie. Urządziliście się już? – spytała, trochę dlatego, że była szczerze ciekawa, a trochę, bo jednak wyskakiwanie tak na progu z „hej, dawaj gwoździe”, byłoby trochę niegrzeczne. – Nie sądziłam, że będę zamawiała bardzo dużo gwoździ. To znaczy… sądziłam, ale myślałam, że takich zwykłych, do przybijania ich w Warowni przeze mnie i Sama, a nie do tego, żeby nosić je w kieszeniach na wypadek, jeżeli ktoś musiałby rzucić nimi w złego ducha – powiedziała. Lekkie słowa, na przecież wcale nie lekki temat.
Zasoby przeciwko duchom.
Nie żeby Brenna dotąd nie świętowała sabatów, ale nie podejrzewała dotąd, że kiedykolwiek będzie się czymś takim zajmować. Nie znała się na duchach. I nie była pewna, czy w ogóle z nimi można było walczyć.
– Hej – rzuciła, kiedy drzwi się otworzyły i przywołała na twarz uśmiech. Robiła to już odruchowo, niezależnie od nastroju, bo ludzie po Spalonej Nocy, co oczywiste, byli przygnębieni i przerażeni, a teraz przed Samhain… cóż, stawali się jeszcze bardziej przerażeni. Miała wrażenie, że każdy spodziewa się, że tej nocy stanie się coś złego. Po tym, co wyprawiało się podczas Beltane i Lithy zdawało się to niemal tak samego pewne, jak noc następująca po dniu.
Pytanie jaki dzień nadciągnie po tej mrocznej nocy.
– Przepraszam za spóźnienie, odbierałam inne zamówienie. Urządziliście się już? – spytała, trochę dlatego, że była szczerze ciekawa, a trochę, bo jednak wyskakiwanie tak na progu z „hej, dawaj gwoździe”, byłoby trochę niegrzeczne. – Nie sądziłam, że będę zamawiała bardzo dużo gwoździ. To znaczy… sądziłam, ale myślałam, że takich zwykłych, do przybijania ich w Warowni przeze mnie i Sama, a nie do tego, żeby nosić je w kieszeniach na wypadek, jeżeli ktoś musiałby rzucić nimi w złego ducha – powiedziała. Lekkie słowa, na przecież wcale nie lekki temat.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.