Słowa Stelli nie dodały mu zbytnio otuchy. Z jednej strony dobrze, że już to widziała i nie przeżyje takiego szoku. Z drugiej, Stanley nie będzie wiedział gdzie ma się schować przed tym całym upokorzeniem. Teraz będzie mógł sam zobaczyć do jakich czynów odważył się tamtej nocy.
- No to nie tak, że chętnie łamie prawo… - przybrał postawę obronną jak w przypadku większości kwestii omawianych z panną Avery - Po prostu… Nie wypada przyjść z pustymi rękoma, prawda? - zapytał jej, szukając jakiegoś wyrozumienia w swoich czynach - No i zresztą, kobiety lubią kwiaty, czyż nie? - próbował wytłumaczyć swoje zachowanie. Jego towarzyszka miała całkowitą rację. Kradzież jako pracownik ministerstwa magii nie wyglądała zbyt dobrze. A już na pewno nie, jeżeli to wyszłoby na zewnątrz - Przemilczmy to, dobrze? Byłem… Um… Niedysponowany wtedy… - poprosił o małą przysługę.
- Gorzej? Bardzo? - zapytał. Nie pamiętał, żeby wypadł podczas tego zdarzenia jakoś tragicznie. Ale wszystko wskazywało na to, że jednak tak było. Nie pozostało mu nic innego jak poczekać i przekonać się o tym na własnej skórze.
Ruszył dalej za Stanleyem. Na całe szczęście poza walką z grawitacją i samym sobą, nie robił nic innego. Jedyne co jeszcze starał się zrobić, to to żeby nie wypuścić świeżo ukradzionego kwiatka. Przecież musiał go donieść do Stelli.
- No ale prawo… To już złamałem trochę wcześniej… - zaczął temat kiedy znaleźli się przed budynkiem, który zamieszkiwała owa dziewczyna - Skąd miałem wiedzieć gdzie mieszkasz? Zapytałem gdzie trzeba… No rozumiesz… Znajomości w ministerstwie potrafią człowiekowi ułatwić życie - tłumaczył się, zresztą nie raz pierwszy dzisiaj. I za pewne nie ostatni. Borgin uważał, że było dużo kwestii w tym wspomnieniu z których należało się wytłumaczyć. A jako, że nie poruszali tego tematu to przeżycie tego ponownie wraz z komentarzem na żywo było idealnym wyjaśnieniem całej kwestii.
Stanley ruszył w głąb budynku za jakąś sąsiadką, a następnie zaczął bezskutecznie rozglądać się za mieszkaniem Avery - Przepraszam naprawdę… - powiedział do Stelli ze spuszczoną głową kiedy usłyszał jak wtedy ją nawoływał. Chwilę później Borgin przepraszał staruszkę, która zwróciła mu uwagę - Ja tu prawie zasnąłem? - zdziwił się - Dzięki, że po mnie wyszłaś - dodał. Gdyby wtedy nie wciągnęła go do swojego mieszkania kto jeden wie, co mogłoby mu się wtedy stać? Stanley wstał i dzielnie poszedł dalej ze swoją wybawczynią - A kwiatek? - dopytał. Dlaczego on nie wziął tego kwiatka? Ukradł go specjalnie dla niej, a teraz zostawił go po prostu na tych schodach? Borgin nie rozumiał swojego zachowania kiedy przyglądał się temu z tej perspektywy.
Dalej wszystko potoczyło się bardzo szybko. Dziewczynie udało się go zaciągnąć do środka i jakimś cudem usadowić na kanapie. Ku własnemu zdziwieniu nie wybił też po drodze zębów - Przyszedłem Cię aresztować bo jesteś zbyt czarującą? - rzekł wypuszczając ciężko powietrze. To chyba był najgłupszy tekst jaki kiedykolwiek usłyszał. Najgorsze w tym był fakt, że sam ten tekst wymyślił. Nie pozostało mu nic innego jak pokręcić głową z zażenowania.
Kolejnym ekscesem Stanleya była walka z krawatem, która okazała się zbyt ciężkim orzechem do zgryzienia. Przegrał ją bez dwóch słów. Wsłuchiwał się w słowa, które wypowiadał do Stelli - Ale ze mnie romantyk… - Z każdym kolejnym, czuł, że poziom zażenowania w nim zbliża się do górnej granicy. Dlaczego musimy to przeżywać jeszcze raz? Dla Borgina było to strasznie kompromitujące. Czuł się bardzo nieswojo kiedy to oglądał. No i jeszcze ten upadek na ziemię. Co za szopka…
- Wybaczysz mi to kiedyś? - zapytał panny Avery. Po tym co zobaczył sam miał siebie dość, a mimo wszystko Stanley nie zamierzał jeszcze poprzestać na tym. Dopiero się rozgrzewał do dalszych harców.
Następnym aktem pijackiej odwagi było wyznanie Stelli, że nie potrafi tak dłużej żyć i że ta chce go zniszczyć. Czy chodziło mu wtedy, że nie może bez niej żyć? Przynajmniej jedno było pewne. Tak jak wcześniej, tak i teraz by wskoczył w stado Charłaków za nią - Naprawdę? Tutaj też przysnąłem? - zapytał. Kompromitacji ciąg dalszy.
Z każdą kolejną sekundą czy wydarzeniem, te całe wspomnienie nie podobało mu się coraz bardziej. Było dużo gorsze od tego pierwszego. Tam zachował chociaż jakąś twarz. A tutaj co? Przyszedł nawalony jak stodoła i zaczął robić chryję, a następnie się narzucać - Nie wiem co powiedzieć na swoje zachowanie… - rozłożył bezradnie ręce. Wykorzystał moment w którym Stanley akurat przysypiał na podłodze aby porozmawiać ze Stellą - Bardzo zszargałem Ci reputację w sąsiedztwie? - zapytał, a następnie opuścił wzrok. Czuł się z tym wszystkim bardzo źle - Przepraszam - pokiwał przecząco głową, nie patrząc się jednak na nią. Jak po tym wszystkim mam jej z powrotem spojrzeć w oczy? Borgin zaczął się lekko zadręczać. Widział w tym wszystkim ponownie swoją całkowitą winę.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972