04.06.2026, 15:38 ✶
Nie miał do czynienia z żadnymi arystokratycznie urodzonymi kobietami chyba od dekady, a wcześniej jedynie na stażu w Ministerstwie. No, i w Hogwarcie, gdzie były jedynie upierdliwymi panienkami, które nie chciały mieć z nim nic wspólnego (wtedy jeszcze – vice versa), dlatego początkowo zaciął się, zdziwiony jej dopracowaną prezencją oraz, no cóż, rzadko spotykaną na prowincji, gdzie właśnie stacjonował cyrk Bellów, urodą.
– Eugene Whitrose, niezwykle mi miło – mruknął w końcu i ukłonił się lekko, by okazać jej należyty szacunek. Może mieszkał w cyrku i na co dzień nie bardzo przejmował się etykietą, ale upatrywał w tym zleceniu szansy na spory zastrzyk gotówki. Jeśli dotarła do niego sama Astoria Avery, to oznaczało, że poczta pantoflowa działała. Nie chciał skreślać szans na przyszłe zlecenia przereklamowanym „byciem sobą”, dlatego też przedstawił się właściwymi danymi, a nie tymi, które łączyły go z wybraną rodziną. Po raz kolejny doszedł do wniosku, że minął się z powołaniem, nie zostając aktorem. Niestety miał krzywy nos, który nie nadawał się na plakaty. Może ludzi ujęłaby jego wrażliwość? Nie doszedł do głębszych wniosków i porzucił te rozmyślania, świadom, że kobieta czeka na odpowiedź.
– Jeśli mówi Pani o przedmiocie, który znajduje się za Pani plecami, przykrytym czarną płachtą, to on… – tu urwał na chwilę, przechylając głowę w bok, jakby się zastanawiał. Nie musiał, takie rzeczy były dla niego oczywiste, ale zawsze trochę grał, żeby wpisać się w oczekiwania swoich klientów. Gdyby rozwiązywał wszystkie ich problemy tak szybko, jak często potrafił, mogliby odnieść mylne wrażenie, że jego usługi nie są warte pieniędzy, których żądał.
– Jest w rzeczy samej nawiedzony.
Uśmiechnął się lekko, kącikiem wargi. Złapał jej spojrzenie swoim, a następnie ruszył przed siebie, by usiąść na krześle, które mu wskazała. Założył ręce na torsie, wyraźnie zamyślony, odpływający gdzieś w pustkę. Żałował, że w tej sytuacji nie wypada zapalić papierosa. A może była już tak zdesperowana, że nie miałaby mu tego za złe? Dopiero teraz dostrzegł zmęczenie na jej ładnej, smutnej twarzy.
– Na czym konkretnie miałaby polegać ta pomoc?
Ustalić, czy obraz jest nawiedzony to jedno, ale pozbycie się ducha to coś zupełnie innego, często bardziej skomplikowanego. Dusza, która upodobała sobie obraz, była wysoce aktywna, a Eugene wyczuwał złość i żal właściwie całym sobą. Wyraźnie słyszał jej zwodzenia, ale nie układały się one w żadne logiczne zdania. Mimo wszystko miał wrażenie, że jest – no, to znaczy była, gdy jeszcze żyła – istotą ludzką, choć inną od niego i Astorii. Wygląd nawiedzonego przedmiotu nie miał dla niego większego znaczenia, dlatego nie poprosił o jego odsłonięcie, świadom, że kobieta i tak prędzej czy później pewnie to zrobi. Ustalanie faktów bez oględzin podbijało jego pozycję jako specjalisty, a blondyn uwielbiał takie efekciarstwo. Uznał jednak, że to, co pojawiało się na płótnie, rzeczywiście mogło być wskazówką. Obraz, według relacji świadków, krwawił, a więc dawał znać o swoim zranieniu. Duchy bazowały na oczywistych, wielokulturowych symbolach; stanowiły tylko odbicie dawnych siebie, niezdolne do kreatywności i tworzenia prawdziwych zagadek. Zamknął na chwilę oczy, żeby nie rozpraszać się piękną dziewczyną i tysiącem innych książek. Nigdy niczego nie wiedział na pewno, polegał jedynie na swoich intuicjach i doświadczeniu; dusze, które zachowywały się w ten sposób, zwykle miały niedokończone sprawy na ziemi. Zdarzało się, że zakorzeniały się w przedmiotach osób, które były im bliskie lub które w przeszłości bardzo je skrzywdziły.
– Co obraz przedstawia zazwyczaj? Czy to możliwe, że to pamiątka rodzinna? Cenny portret? Ile jest na nim osób? Od jak dawna to trwa?
Otworzył jedno oko i znów na nią spojrzał, co musiało wyglądać dość zabawnie. Jeśli spodziewała się, że koleś znany z tego, że dogaduje się z duchami, będzie zupełnie normalny, to sama musiała być nieźle odklejona.
– Eugene Whitrose, niezwykle mi miło – mruknął w końcu i ukłonił się lekko, by okazać jej należyty szacunek. Może mieszkał w cyrku i na co dzień nie bardzo przejmował się etykietą, ale upatrywał w tym zleceniu szansy na spory zastrzyk gotówki. Jeśli dotarła do niego sama Astoria Avery, to oznaczało, że poczta pantoflowa działała. Nie chciał skreślać szans na przyszłe zlecenia przereklamowanym „byciem sobą”, dlatego też przedstawił się właściwymi danymi, a nie tymi, które łączyły go z wybraną rodziną. Po raz kolejny doszedł do wniosku, że minął się z powołaniem, nie zostając aktorem. Niestety miał krzywy nos, który nie nadawał się na plakaty. Może ludzi ujęłaby jego wrażliwość? Nie doszedł do głębszych wniosków i porzucił te rozmyślania, świadom, że kobieta czeka na odpowiedź.
– Jeśli mówi Pani o przedmiocie, który znajduje się za Pani plecami, przykrytym czarną płachtą, to on… – tu urwał na chwilę, przechylając głowę w bok, jakby się zastanawiał. Nie musiał, takie rzeczy były dla niego oczywiste, ale zawsze trochę grał, żeby wpisać się w oczekiwania swoich klientów. Gdyby rozwiązywał wszystkie ich problemy tak szybko, jak często potrafił, mogliby odnieść mylne wrażenie, że jego usługi nie są warte pieniędzy, których żądał.
– Jest w rzeczy samej nawiedzony.
Uśmiechnął się lekko, kącikiem wargi. Złapał jej spojrzenie swoim, a następnie ruszył przed siebie, by usiąść na krześle, które mu wskazała. Założył ręce na torsie, wyraźnie zamyślony, odpływający gdzieś w pustkę. Żałował, że w tej sytuacji nie wypada zapalić papierosa. A może była już tak zdesperowana, że nie miałaby mu tego za złe? Dopiero teraz dostrzegł zmęczenie na jej ładnej, smutnej twarzy.
– Na czym konkretnie miałaby polegać ta pomoc?
Ustalić, czy obraz jest nawiedzony to jedno, ale pozbycie się ducha to coś zupełnie innego, często bardziej skomplikowanego. Dusza, która upodobała sobie obraz, była wysoce aktywna, a Eugene wyczuwał złość i żal właściwie całym sobą. Wyraźnie słyszał jej zwodzenia, ale nie układały się one w żadne logiczne zdania. Mimo wszystko miał wrażenie, że jest – no, to znaczy była, gdy jeszcze żyła – istotą ludzką, choć inną od niego i Astorii. Wygląd nawiedzonego przedmiotu nie miał dla niego większego znaczenia, dlatego nie poprosił o jego odsłonięcie, świadom, że kobieta i tak prędzej czy później pewnie to zrobi. Ustalanie faktów bez oględzin podbijało jego pozycję jako specjalisty, a blondyn uwielbiał takie efekciarstwo. Uznał jednak, że to, co pojawiało się na płótnie, rzeczywiście mogło być wskazówką. Obraz, według relacji świadków, krwawił, a więc dawał znać o swoim zranieniu. Duchy bazowały na oczywistych, wielokulturowych symbolach; stanowiły tylko odbicie dawnych siebie, niezdolne do kreatywności i tworzenia prawdziwych zagadek. Zamknął na chwilę oczy, żeby nie rozpraszać się piękną dziewczyną i tysiącem innych książek. Nigdy niczego nie wiedział na pewno, polegał jedynie na swoich intuicjach i doświadczeniu; dusze, które zachowywały się w ten sposób, zwykle miały niedokończone sprawy na ziemi. Zdarzało się, że zakorzeniały się w przedmiotach osób, które były im bliskie lub które w przeszłości bardzo je skrzywdziły.
– Co obraz przedstawia zazwyczaj? Czy to możliwe, że to pamiątka rodzinna? Cenny portret? Ile jest na nim osób? Od jak dawna to trwa?
Otworzył jedno oko i znów na nią spojrzał, co musiało wyglądać dość zabawnie. Jeśli spodziewała się, że koleś znany z tego, że dogaduje się z duchami, będzie zupełnie normalny, to sama musiała być nieźle odklejona.