Nie było jej łatwo przywyknąć do przebywania w tej rezydencji. Była ogromna, można się było w niej zgubić. Podobało jej się jednak to chwilowe oderwanie od rzeczywistości. Nie pamiętała, kiedy ostatnio spędziła tyle czasu poza stolicą, i nigdy chyba nie podobało jej się to tak bardzo. Czuła się trochę jak na wakacjach, dobrze było odetchnąć, odsunąć się na moment od tego, co działo się w Londynie. Niby bywała tam codziennie, ale służyła jej ucieczka od miasta w czasie wolnym. Nie musiała patrzeć na te wszystkie szkody wyrządzone przez ogień, do tego zupełnie przypadkowo jej życie nabrało bardzo żywych kolorów. Dawno nie czuła takiej ekscytacji, nie wiedziała, że jeszcze w ogóle tak potrafi, zaczęła żyć i naprawdę jej się to podobało.
Nie czuła się tu jednak jak u siebie. Była gościem, dostała swoją tymczasową sypialnię, która w sumie okazała się być jej wcale niepotrzebna, nie spędzała już nocy sama, co było całkiem wyjątkowe, Prudence nie należała do osób, które spontanicznie pozwalały sobie na nawiązywanie bardzo bliskich relacji. Wszystko się jednak zmieniło, kiedy znowu pojawił się na jej drodze, nie zastanawiała się nad tym, czy powinna to robić, wyłączyła myślenie, robiła to na co miała ochotę, nie licząc się z konsekwencjami, które miały nadejść. Wiedziała, że to zaboli, może nawet bardziej niż kiedyś, ale to jak się czuła w tej chwili było tego warte.
Czytała właśnie książkę, kiedy zerwał się silniejszy wiatr. Nadchodziła burza, zresztą dało się ją wyczuć już po tym poranku, kiedy powietrze było wyjątkowo gęste i duszne. Lubiła burze, uwielbiała oglądać spektakle, które urządzały na niebie, wpatrywać się w nieokiełznaną siłę żywiołu. Zastanawiała się, czy Benjy zdążył już wrócić, czy deszcz miał go złapać w czasie drogi do rezydencji. Nie słyszała na korytarzu żadnych kroków od jakiegoś czasu, w sumie dom był tak wielki, że wcale nie było to zaskakujące. Złożyła książkę i położyła ją na niewielkim stoliku, sama zaś postanowiła udać się po herbatę, by móc za chwilę obserwować z kubkiem w dłoni to przedstawienie na niebie.
Znała drogę do kuchni, co nie było takie oczywiste, gubiła się w tej rezydencji kilka razy w ciągu dnia, mimo swojej doskonałej pamięci, była pełna zawiłych korytarzy, zbyt krótko tutaj przebywała, aby zaznajomić się ze wszystkimi. Poruszała się cicho, nie chcąc nikomu przeszkadzać. W końcu dotarła do kuchni, gdzie dojrzała znajomą sylwetkę. Benjy wpatrywał się w okno opierając się o blat. Przyglądała się mu przez krótką chwilę, jej serce zaczęło bić szybciej, reagowała na jego obecność bardzo intensywnie, na jej twarzy pojawił się uśmiech kiedy tylko go zobaczyła.
- Zdążyłeś przed deszczem. - Powiedziała w końcu, robiąc kolejny krok. Przeszkodziła mu, ale nie sądziła, że będzie miał jej to za złe. Całkiem szybko znalazła się tuż obok niego, zawahała się przez moment, ale w końcu się do niego przytuliła, w końcu nazwali się już parą, mogła tak robić, nawet jeśli była to relacja z określonym terminem ważności.
Przeniosła wzrok na szybę, bo usłyszała stuknięcie, najwyraźniej coś chciało przypomnieć o swojej obecności.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control